O rozumieniu samym przez się

Grzegorz Tomicki: O rozumieniu samym przez sięKiedy byłem jeszcze małą dziewczynką, przymuszono mnie raz na lekcji języka polskiego do napisania wypracowania na temat „Dlaczego lubię czytać książki”, a może „Dlaczego powinniśmy czytać książki”. Przepraszam za brak precyzji, ale w międzyczasie z małej dziewczynki dawno już wyrosłem – i to na kogoś zupełnie innego – i mam prawo nie pamiętać.

Doskonale natomiast pamiętam, iż temat ten bardzo mi odpowiadał. Należał bowiem do tych nielicznych, które, jak mniemałem, dawały mi niepowtarzalną szansę wykazania się swoimi nieprzeciętnymi zdolnościami, o których tymczasem jakie takie pojęcie miałem wyłącznie ja. Keep Reading →

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

W 2013 roku Pierre Lemaitre otrzymał Nagrodę Goncourtów za Do zobaczenia w zaświatach – „powieść, której niemal każde zdanie zdradzało porażający talent literacki”, jak napisała recenzentka „Nowych Książek”. Wcześniej zaś znany był jako autor pierwszorzędnej literatury drugorzędnej, czyli kryminałów, za które – o ile mi wiadomo – Goncourtów się jeszcze nie przyznaje.

Nic dziwnego, że moja znajomość z twórczością Lemaitre’a zaczęła się właśnie od Au revoir là-haut (że pochwalę się moim odwiecznie szczątkowym francuskim). Nie dlatego jednak, wbrew pozorom, aby Nagroda Goncourtów robiła dla mnie jakieś specjalne wrażenie. Przeciwnie. Zdecydowała właśnie owa „kryminalna” przeszłość pisarza (o ile to już przeszłość). Byłem po prostu ciekaw, jaką to „ewolucję twórczą” przebył autor, zanim zasłużył sobie na to prestiżowe, „wysokoartystyczne” wyróżnienie.   Keep Reading →

Literackie życie i nieżycie

Jeśli chodzi o literaturę i nagrody literackie, to dla mnie są to dwie zupełnie różne sprawy. Nie różne tak w ogóle, bo wolałbym już miesić wapno, niż wygłaszać podobne banały, ale różne w tym sensie, że o ile ta pierwsza, owszem, dosyć mnie interesuje – a w porywach nawet bardzo – o tyle ta druga nie zajmuje mnie ni dudu. Chyba że ze względu na swoją potencję anegdotyczną czy rozrywkową, ale znam rzeczy które mają tej potencji nieporównanie więcej, zatem to wątpliwa zaleta.

Ten aspołeczny brak zainteresowania nagrodami literackimi bierze się zapewne stąd, że mój stosunek do literatury – i tworzenia w ogóle – jest zawstydzająco wręcz tradycyjny. Otóż według kryteriów, które osobiście uważam za tradycyjne, najważniejsze walory literatury to wyjątkowość, oryginalność i innowacyjność. Wyjątkowym, oryginalnym i innowacyjnym nazywam zaś to, co – jak się był wyraził Derek Attridge – przekracza „normy i rutynę szerszej kultury”. Keep Reading →

Kazuo Ishiguro: Nie opuszczaj mnie

Kazuo Ishiguro: Nie opuszczaj mnieDla tych, którzy znają twórczość noblisty Kazuo Ishiguro głównie z książki – i jej znakomitej ekranizacji – Okruchy dnia (1989), jego późniejsza powieść Nie opuszczaj mnie (2005) może okazać się sporym zaskoczeniem, ale dla lepiej obeznanych z jego dorobkiem raczej nie. Bo choć gatunkowo przynależy ona do science fiction, a jej akcja rozgrywa się w rzeczywistości alternatywnej pod koniec XX wieku, to cały ten anturaż wydaje się mieć charakter pretekstowy.

Mówiąc najkrócej, jest to opowieść o życiu emocjonalnym trójki młodych ludzi: narratorki Kath oraz jej przyjaciół Tommy’ego i Ruth, wychowanków elitarnej – w pewnym, dość ironicznym sensie – szkoły z pensjonatem w Hailsham, gdzie uczy się ich m.in. kreatywnego myślenia, zachęca do uprawiania sztuki i pisania esejów. Ale jako klony zostali oni powołani do istnienia tylko w jednym celu: w dorosłym życiu mają być dawcami organów – aż do nieuchronnego „zejścia”, czyli do chwili, kiedy ich organizmy nie wytrzymają kolejnej „donacji”, jako to się eufemistycznie w powieści określa,

Keep Reading →

Orhan Pamuk: Nazywam się Czerwień

Literatura to bardzo zagadkowa rzecz. Wbrew ogólnej opinii, nie tyle odkrywa ona jakieś tajemnice, ile sama je produkuje – a dopiero potem uchyla albo i nie uchyla ich rąbka, nigdy całości.

Co ciekawe, im bardziej tajemnicze pozostaje dzieło literackie po jego przeczytaniu, tym bardziej wydaje się, że zawiera ono jakąś ukrytą życiową Mądrość. Czytelnik ma przy tym często wrażenie, że jest ona na wyciągnięcie ręki i jeśli tylko udałoby mu się wykrzesać z siebie odrobinę inteligencji, wyobraźni lub po prostu myślowej dyscypliny, mógłby Mądrość tę nie tylko posiąść (brzydkie słowo), ale nawet wykorzystać ją w swoim codziennym życiu. Keep Reading →

Bogusław Kierc: Karawadżje

Bogusław Kierc: KarawadżjeKarawadżje to książka, której głównym tematem – a zarazem zasadniczą motywacją jej powstania – wydaje się być poszukiwanie tożsamości. Mimo tego, a może właśnie dzięki temu, że jest to typowa współczesna sylwa – „cudowny, swobodny i kunsztowny splot gatunków”, jak chce Piotr Matywiecki – wiemy, że chodzi o tożsamość autora empirycznego, nie zaś podmiotu lirycznego, narratora czy podmiotu czynności twórczych, za którym ów autor zwykł się ukrywać. W Karawadżjach niezależnie od formy gatunkowej – wiersz, esej, krytyka, proza autobiograficzna – mówi zawsze Bogusław Kierc. Nie tylko poeta, krytyk literacki, aktor, reżyser, ale po prostu człowiek z krwi i kości. Czyli z ciała, które jest jednym ze słów-kluczy tego tomu. Keep Reading →

Gra w literaturę

Kiedy byłem jeszcze małą dziewczynką, wyobrażałem sobie osobę pisarza jako wybitnie utalentowanego, inteligentnego i wrażliwego artystę, który wykracza horyzontami myślowymi poza swoją epokę. W moim mniemaniu osobnik taki musiał charakteryzować się wyjątkowo przenikliwym wglądem nie tylko w swój czas oraz innego człowieka i jego egzystencję, ale też w Czas, Człowieka i Egzystencję jako takie. Musiał przecież mieć coś ciekawszego do powiedzenia o życiu niż my – maluczcy – mówimy sobie na co dzień. Inaczej po cóż zabierałby głos? Keep Reading →

Lutz Seiler: Kruso

Lutz Seiler: KrusoZ not zamieszczonych na drugiej stronie okładki dowiadujemy się m.in., że debiutancka powieść dojrzałego poety Lutza Seilera „to pierwsza poważna odpowiedź na Czarodziejską górę Tomasza Manna”. Stwierdzenie może nie tak zupełnie pozbawione racji, jakby to wyglądało na pierwszy rzut oka. Obie książki wydają się równie długie i nudne, miejscami zaś równie wciągające. No i nie można im odmówić sporego potencjału metaforyczno-intelektualnego, którego realizacja ostatecznie jednak raczej rozczarowuje (oczywiście nie tych, którzy poszukują w książkach głównie powodów do bezpodstawnych zachwytów). Keep Reading →

Greg Baxter: Pomieszkanie

Greg Baxter - Pomieszkanie

Pomieszkanie to debiutancka powieść Grega Baxtera, którego w Polsce znamy z wcześniej przetłumaczonej książki Lotnisko w Monachium. Przeczytawszy je obie mogę stwierdzić, że autor wypracował sobie własny, umiarkowanie oryginalny, aczkolwiek dość wyrazisty i ciekawy styl. Charakteryzuje się on m.in. powolną narracją, swoistą powierzchownością w prowadzeniu narracji (dość typowy amerykański behawioryzm) oraz nieoczywistością tak w opisie zdarzeń i postaci, jak i w ogólnej wymowie całości. Słowem, jest to proza pełna niedopowiedzeń, surowa w formie i wręcz ascetyczna, jeśli chodzi o narzucanie odbiorcy interpretacyjnej wykładni. Co ciekawe, wykładnia ta w sumie jest dość przejrzysta, aczkolwiek tylko do pewnego stopnia, którego przekroczenie autor uznałby zapewne za brak taktu, pisarskie nadużycie czy może zwykłą uzurpację. Pisarz – zdaje się mówić – nie jest przecież kimś z definicji mądrzejszym od swojego czytelnika i bynajmniej nie musi rozumieć życia lepiej od niego. Może je tylko ukazywać w tym lub innym świetle. Keep Reading →

O Matko, znów Polka?

Grzegorz Tomicki - O, matko, znów Polka?O określeniu „Matka Polka” dawno bym już zapomniał, gdyby go od czasu do czasu nie reanimowały – a może raczej: wskrzeszały – tzw. publiczne debaty. Na przykład ta pod tytułem „Jaką Polskę zobaczyli po drugiej stronie lustra?” (będąca kontynuacją debaty „Jaka Pol(s)ka?”), do której właśnie zostałem zaproszony.

A zaproszony zostałem do tej debaty – żeby była jasność – jako mężczyzna, w ramach parytetu, o ile dobrze zrozumiałem. Powiem szczerze, nie czuję się z tym zbyt komfortowo. Prawdę mówiąc, nie czuję się z tym nawet całkiem po męsku (co powinno być mi przecież dane z natury). Bo cóż to za męskość, co to się realizuje dzięki (na przekór? kosztem/? na pohybel?) kategorii kobiecości. Czy też w ramach osobliwej – jak by się brzydko wyraził jaki akademik – opozycyjnej procedury tożsamościowej. Keep Reading →

Orhan Pamuk: Dom ciszy

Choć Pamuk cały czas pozostaje w kręgu tureckich „przeklętych problemów”, za każdym razem zaskakuje. Tym razem opowiada ściszonym głosem o pożegnaniu młodości.

Akcja ogniskuje się wokół siostry i dwóch braci przyjeżdżających na wakacje do babki mieszkającej w starym drewnianym domu na prowincji. Sielska atmosfera lata – ostatniego, jak można się domyślać, nim bohaterowie poznają smak dorosłych rozczarowań – podszyta jest niepokojem. Kładą się na niej cieniem polityczne i ekonomiczne konflikty, a przede wszystkim – ponura rodzinna tajemnica.
Keep Reading →

Droga (krzyżowa) przez sztukę współczesną

Nieustanne doniesienia o kryzysie książki i czytelnictwa nabrały ostatnimi czasy tak natarczywego charakteru, iż wydawać by się mogło, że dzisiaj w Polsce czytają wyłączni ci, którzy kryzys ten obwieszczają. Zważywszy zaś na to, iż w owe trąby jerychońskie dmą głównie rozmaici ludzie pojawiający się w mediach (bo inaczej to co to by były za trąby), można by nawet powziąć podejrzenie, że nie czytają nawet ci, którzy najgłośniej nad owym nieczytaniem ubolewają. Nie czytają, bo, po pierwsze, zajęci występowaniem w mediach i ubolewaniem nie mają już na czytanie czasu; po drugie, skoro ubolewają publicznie, to przecież i tak wychodzą na takich, którzy, a jakże, czytają co niemiara, więc po co mieliby jeszcze tracić czas na rzeczywiste czytanie, tj. przewracanie kartek i przyswajanie cudzych myśli. Keep Reading →