Pierre Lemaitre: Do zobaczenia w zaświatach

Uwielbiam takie historie. Zwłaszcza gdy przytrafiają się właśnie mnie. A było tak: czytam sobie niedawno jeden z miesięczników – powiedzmy szczerze, że raczej „przeglądam” – i niewiele w nim interesującego dla siebie znajduję. Tak już ostatnio mam, więc i oczekiwania mam pod tym względem niewielkie. Aż gdzieś tak pod koniec – a więc mniej więcej w miejscu, w którym lądują moje felietony w „Twórczości” – kiedy nie oczekuję już zgoła niczego, natrafiam na krótkie omówienie książki Pierre’a Lemaitre’a Trzy dni i jedno życie. Nie znam faceta, ale spodobał mi się tytuł. Jak się z tekstu dowiedziałem, ten dotychczasowy autor kryminałów za napisaną w 2013 roku powieść Do zobaczenia w zaświatach „przekroczywszy ramy gatunku” otrzymał Nagrodę Goncourtów, „najbardziej prestiżowe wyróżnienie literackie w świecie frankofońskim”, jak mówią.   Keep Reading →

Artur Grabowski: Am (dziennik z drugiej strony)

Artur Grabowski: Am (dziennik z drugiej strony)

Artur Grabowski: Am (dziennik z drugiej strony)

Książka Artura Grabowskiego Am (dziennik z drugiej strony) nawiązuje do najlepszych tradycji diarystyki polskiej, którą tworzą m.in. Szkice piórkiem Andrzeja Bobkowskiego, Dzienniki Witolda Gombrowicza czy Widzenia nad zatoką San Francisco Czesława Miłosza.

Zwłaszcza ta ostatnia pozycja – przywoływana przez autora wprost – wydaje się istotnym dla Grabowskiego punktem odniesienia. A to z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, Widzenia przedstawiają obraz Ameryki widzianej oczami czasowo osiedlonego w niej Polaka (a więc sytuacja wyjściowa w obu książkach jest identyczna). Po drugie, Miłosz to mistrz Grabowskiego, z którym podejmuje on na łamach Am aryciekawą polemikę (o ile kogoś interesują jeszcze polemiki z Miłoszem). Keep Reading →

Orhan Pamuk: Pisarz naiwny i sentymentalny

Orhan Pamuk: Pisarz naiwny i sentymentalny

Orhan Pamuk: Pisarz naiwny i sentymentalny

Książka Orhana Pamuka Pisarz naiwny i sentymentalny napisana jest prostym, zrozumiałym, pięknym literackim językiem, jak na laureata nagrody Nobla przystało (choć nie jest to może reguła bezwyjątkowa). Zdania wychodzące spod pióra uznanego i powszechnie – może poza Turcją – lubianego pisarza tak dalece zalecają się swoim pięknem, prostotą i zdroworozsądkowym trybem, że niemal nie sposób zaprzeczyć wyłożonym w nich racjom. Osobiście jednak dość szybko złapałem się na tym, że właściwie wszystko, co czytam – choć nad wyraz gładkie i na pozór przekonujące – jest zupełnie niezgodne z tym, co sam sobie w zaciszu mojej mózgownicy po amatorsku na temat literatury myślę. Ostatecznie zatem książka Pamuka wydała mi się tyleż piękna, co bałamutna.  Keep Reading →

Janusz Rudnicki: Życiorysta dwa

Janusz Rudnicki: Życiorysta dwa

Janusz Rudnicki: Życiorysta dwa

Od czasu do czasu trafiam w literaturze na takie kawałki, które po prostu zwalają mnie z nóg (a dla takiego starego wróbla jak ja to rzadka przyjemność), choć na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie nieefektowne. Prawdę mówiąc, efekt podskórnej efektowności czegoś na pozór zupełnie nieefektownego jest właśnie tym, co jako czytelnika kręci mnie najbardziej. Być efekciarskim jest w dzisiejszych czasach nadspodziewanie łatwo, prawdziwie efektownym zdarza się tylko nielicznym – i to tylko, jak mniemam, w oczach innych nielicznych (w tym cała przyjemność). Takiego wyjątkowego efektu zaznałem ostatnio podczas lektury króciutkiej prozy Węgiel (czytaj tutaj), fragmentu niewiele większej całości pt. Raz węgiel i dwa razy żużel z tomu Życiorysta dwa Janusza Rudnickiego.   Keep Reading →

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, My się chyba znamy. 111 wierszy

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, My się chyba znamy. 111 wierszy, wybór i posłowie Grzegorz Tomicki

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, My się chyba znamy. 111 wierszy, wybór i posłowie Grzegorz Tomicki

Doskonale pamiętam moje pierwsze spotkanie z poezją Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Odbyło się ono za sprawą ósmego numeru „Nowego Nurtu” z 1996 roku (mam go do dziś) i było tyleż wielkim zaskoczeniem, co objawieniem.

Zaskoczeniem było to, że można w taki, do niczego współcześnie niepodobny sposób pisać wiersze i że mogą one robić tak wielkie wrażenie. Jako raczkujący krytyk i nieopierzony poeta z prowincji (do Legnicy nie docierały wówczas ani takie pisma jak „Nowy Nurt”, ani tomiki moich rówieśników) z niczym choćby w przybliżeniu porównywalnym wcześniej się nie zetknąłem.   Keep Reading →

Ciamkowatość życia (literackiego)

W czerwcowej „Odrze” fajny tekst Radka Wiśniewskiego o Juliuszu Gabryelu, w którym znajdziecie także celną i niestety smutną konstatację na temat naszego – choć nie tylko – życia literackiego, toczącego się w głównej mierze prawem inercji, czyli smętnie, ciamkowato i bez osobistego pomyślunku. Ja rozumiem, że o taki pomyślunek nie jest dzisiaj łatwo, ale trzeba umieć wykrzesać z siebie odrobinę heroizmu i od czasu do czasu mieć i wypowiedzieć własne, w miarę niezależne zdanie. Ja rozumiem, że o takie zdanie nie jest dzisiaj łatwo, ale… etc. 😉 Keep Reading →

Pierre Lemaitre: Alex

Pierre Lemaitre: Alex

Pierre Lemaitre: Alex

Po przeczytaniu Do zobaczenia w zaświatach – książki, za którą Pierre Lemaitre w 2013 roku otrzymał Nagrodę Goncourtów – byłem zachwycony. Zaraz potem z niejaką obawą sięgnąłem po jego debiutancką Koronkową robotę i byłem zachwycony tym, że się nie rozczarowałem, mimo że nie przepadam za kryminałami. Zanim bowiem pisarz został namaszczony prestiżową nagrodą, zasłynął jako autor poczytnych kryminałów. Przeczytawszy Alex – drugą powieść z cyklu o komisarzu Camille’u Verhoveenie – nadal jestem zachwycony. Tym razem także tym, że miałem nosa i natrafiłem na pisarza pełną gębą, co do czego właśnie przestałem mieć jakiekolwiek wątpliwości. I Goncourtowie nie mają tu nic do rzeczy.   Keep Reading →

Philip Roth: Kompleks Portnoya

Philip Roth: Kompleks Portnoya

Philip Roth: Kompleks Portnoya

Tragedia winna budzić litość i trwogę – pisał Arystoteles w Poetyce – komedia zaś jest naśladowaniem ludzi gorszych. Portnoy nie jest człowiekiem złym ani gorszym, nie odznacza się podłością ani nikczemnością. Po prostu zbłądził, tak jak niegdyś legendarny Edyp, na bezdrożach cywilizacji. Nie zabił ni ojca, ni matki. Nie potrafi nawet zabić w sobie narzuconych przez rodziców norm, z którymi się nie godzi. Próbuje sięgnąć do źródeł własnego cierpienia, wraca do dzieciństwa, ale gubi się w tej subiektywnej projekcji świata. Odrzucone systemy etyczne ścigają go niczym przeznaczenie z dzieła Sofoklesa, nie posiada on bowiem kodeksu etycznego, którym mógłby je zastąpić.   Keep Reading →

O rozumieniu samym przez się

Grzegorz Tomicki: O rozumieniu samym przez sięKiedy byłem jeszcze małą dziewczynką, przymuszono mnie raz na lekcji języka polskiego do napisania wypracowania na temat „Dlaczego lubię czytać książki”, a może „Dlaczego powinniśmy czytać książki”. Przepraszam za brak precyzji, ale w międzyczasie z małej dziewczynki dawno już wyrosłem – i to na kogoś zupełnie innego – i mam prawo nie pamiętać.

Doskonale natomiast pamiętam, iż temat ten bardzo mi odpowiadał. Należał bowiem do tych nielicznych, które, jak mniemałem, dawały mi niepowtarzalną szansę wykazania się swoimi nieprzeciętnymi zdolnościami, o których tymczasem jakie takie pojęcie miałem wyłącznie ja. Keep Reading →

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

W 2013 roku Pierre Lemaitre otrzymał Nagrodę Goncourtów za Do zobaczenia w zaświatach – „powieść, której niemal każde zdanie zdradzało porażający talent literacki”, jak napisała recenzentka „Nowych Książek”. Wcześniej zaś znany był jako autor pierwszorzędnej literatury drugorzędnej, czyli kryminałów, za które – o ile mi wiadomo – Goncourtów się jeszcze nie przyznaje.

Nic dziwnego, że moja znajomość z twórczością Lemaitre’a zaczęła się właśnie od Au revoir là-haut (że pochwalę się moim odwiecznie szczątkowym francuskim). Nie dlatego jednak, wbrew pozorom, aby Nagroda Goncourtów robiła dla mnie jakieś specjalne wrażenie. Przeciwnie. Zdecydowała właśnie owa „kryminalna” przeszłość pisarza (o ile to już przeszłość). Byłem po prostu ciekaw, jaką to „ewolucję twórczą” przebył autor, zanim zasłużył sobie na to prestiżowe, „wysokoartystyczne” wyróżnienie.   Keep Reading →

Literackie życie i nieżycie

Jeśli chodzi o literaturę i nagrody literackie, to dla mnie są to dwie zupełnie różne sprawy. Nie różne tak w ogóle, bo wolałbym już miesić wapno, niż wygłaszać podobne banały, ale różne w tym sensie, że o ile ta pierwsza, owszem, dosyć mnie interesuje – a w porywach nawet bardzo – o tyle ta druga nie zajmuje mnie ni dudu. Chyba że ze względu na swoją potencję anegdotyczną czy rozrywkową, ale znam rzeczy które mają tej potencji nieporównanie więcej, zatem to wątpliwa zaleta.

Ten aspołeczny brak zainteresowania nagrodami literackimi bierze się zapewne stąd, że mój stosunek do literatury – i tworzenia w ogóle – jest zawstydzająco wręcz tradycyjny. Otóż według kryteriów, które osobiście uważam za tradycyjne, najważniejsze walory literatury to wyjątkowość, oryginalność i innowacyjność. Wyjątkowym, oryginalnym i innowacyjnym nazywam zaś to, co – jak się był wyraził Derek Attridge – przekracza „normy i rutynę szerszej kultury”. Keep Reading →

Kazuo Ishiguro: Nie opuszczaj mnie

Kazuo Ishiguro: Nie opuszczaj mnieDla tych, którzy znają twórczość noblisty Kazuo Ishiguro głównie z książki – i jej znakomitej ekranizacji – Okruchy dnia (1989), jego późniejsza powieść Nie opuszczaj mnie (2005) może okazać się sporym zaskoczeniem, ale dla lepiej obeznanych z jego dorobkiem raczej nie. Bo choć gatunkowo przynależy ona do science fiction, a jej akcja rozgrywa się w rzeczywistości alternatywnej pod koniec XX wieku, to cały ten anturaż wydaje się mieć charakter pretekstowy.

Mówiąc najkrócej, jest to opowieść o życiu emocjonalnym trójki młodych ludzi: narratorki Kath oraz jej przyjaciół Tommy’ego i Ruth, wychowanków elitarnej – w pewnym, dość ironicznym sensie – szkoły z pensjonatem w Hailsham, gdzie uczy się ich m.in. kreatywnego myślenia, zachęca do uprawiania sztuki i pisania esejów. Ale jako klony zostali oni powołani do istnienia tylko w jednym celu: w dorosłym życiu mają być dawcami organów – aż do nieuchronnego „zejścia”, czyli do chwili, kiedy ich organizmy nie wytrzymają kolejnej „donacji”, jako to się eufemistycznie w powieści określa,

Keep Reading →