Grzegorz Tomicki – 3 wiersze (wydawnictwoj)

 

Mettā. Obyście byli szczęśliwi

Obyście byli szczęśliwi, obyście byli
zdrowi, obyście byli bezpieczni, obyście
byli spokojni, zupełnie jakby nie było

wojny odwiedziłem dzisiaj Czernicę,
aby zajrzeć do starego kościoła katolickiego
oraz nowszego ewangelickiego, z którego

została tylko wieża z dzwonnicą (wieża
pięknym bluszczem porosła). Z jednego
z tych boskich przybytków ukradli

po zeszłej wojnie Jezusa wraz z krzyżem
z roku 1500, aby go szczęśliwie, bezpiecznie
osadzić na stałe w kościele św. Mikołaja

w Siedlęcinie, nic się nie stało, wszystko
zostało w rodzinie, obyście byli zdrowi,
obyście byli bezpieczni, obyście

byli szczęśliwi, spokojni.  Keep Reading →

Grzegorz Tomicki – Piekło jest we mnie, 11 wierszy (Helikopter)

Piekło jest wszędzie

1. Dwa młode lisy

Do Piekła nad Sierniawą w Rudawach
trudno jest dojechać, łatwo je za to przeoczyć,
w Piekle bowiem niczego nie ma

poza paroma łykami wody (woda jest
wszystkim). Gdzie ja i rower razem nie byliśmy!
Ale bym skłamał, gdybym powiedział,

że nie byłem tam z Tobą. Otarliśmy się
o niebo, od Marciszowa albo Ptaszkowa
zabrnęliśmy w Góry Lisie aż do samego

Piekła i przysięgam na Białego Jezusa,
że pierwsze, co mnie w tych górach urzekło,
to dwa młode lisy, z których jeden

to była lisica o pięknym licu.

Keep Reading →

Grzegorz Tomicki – 5 wierszy (Plaża. Ciemnia)

 

Cudze wiersze

Od kiedy nie kręcą mnie cudze wiersze
(cudze wiersze nic ze mną nie robią),
a własne nie zawsze, uprawiam

niespiesznie lirykę drogi, do czego
potrzebuję dwóch nóg (a jednak nie mogę
usiedzieć, ustać), nie potrzebuję zaś głowy.

Kiedyś umiałem uleżeć się i przespać
ze wszystkim, ale teraz nie umiem. Odkąd
nie mieszkam już w cudzym pięknie

i nie kocham jak dawniej (jak nikt),
liryka drogi zbyt często sprowadza mnie
na Drogę Głodu. A Ciebie?  Keep Reading →

Grzegorz Tomicki – pięć wierszy (wydawnicywoj)

 

Między nutami

Przy Ofiarnym Kamieniu
nad Gajnikami chodzą za mną
zapisane w ciele doznania,

nie pamiętam za to żadnej walety
ani sonetu. Nie przywlokłem
na Kamień ani jednej teorii

nieśmiertelności, ani jednego
dowodu na istnienie życia
na Ziemi. Są ze mną tylko

przerwy między myślami,
cisza kuta w kamieniu.
Sama muzyka,

bez nut.    Keep Reading →

Grzegorz Tomicki: Bez wyobraźni

Od kiedy zaczęli strzelać
do wszystkiego,
co się nawet nie rusza,

dziecięce groby na wzgórzu
z Białym Jezusem w Bukowcu
zaczęły znaczyć coś więcej

niż groby dorosłych. Choć
nie wiadomo co. A nawet
trudno to sobie wyobrazić.

Zresztą, po co komu
wyobraźnia, skoro widać
wszystko dokładnie

jak na cmentarzu.

Fot. Grzegorz Tomicki

 

Serhij Żadan: Antena

Serhij Żadan: Antena

***

Jesteście gotowi?

Dusze leśnych ptaków spotykają się w powietrzu.
Czas wsłuchać się w noc, dotknąć niewidzialnych skrzydeł.
Gotowi jesteście zejść na północną platformę
i podchwycić tę dawną melodię?
Grafit w dziecięcych rękach wyznacza linię oddechu,
linię, której nie przekroczy ogień.
Być razem, trzymać się światła,
trzymać się razem pośród skrzydeł,
które o coś w tym powietrzu się opierały,
coś wybierały z niego, opróżniały,
przecinały światło w kartonowych pudełkach wiosny. Keep Reading →

Jerzy Suchanek: Pusto

Jerzy Suchanek: Pusto

Jerzy Suchanek: Pusto

Przyznaję, od czasu do czasu zdarza mi się pisywać felietony. Bo lubię. Może nie tak bardzo jak chodzić po lesie, ale zdecydowanie bardziej niż pisywać recenzje. Chodzenie do lasu za byle czym albo zgoła za niczym jest zajęciem nieporównanie mniej szkodliwym niż wszelkie pisanie i czytanie, ale warto czasami odłożyć łazęgę, aby zająć się podnietami chwilowymi, przemijającymi, bo inaczej przepadną. Wprawdzie czasem byłoby może lepiej, aby właśnie przepadły, zwłaszcza gdy porzuca się leśne peregrynacje dla napisania recenzji, ale język jest jak drzewo – czasem się musi wyszumieć. Tak dla higieny psychicznej. „Gdyż przyrodzenia żadny zgwałcić ani zwyciężyć nie może”, jak mawiał pewien Mikołaj z Nagłowic. Keep Reading →

„Stan sprzed”. O jednym (?) wierszu Piotra Sommera

Piotr Sommer: Dni i noce

Piotr Sommer: Dni i noce

Stan przed

Byłaby samowystarczalna
gdyby nie bułki, kawałek
mięsa i te lekarstwa
które trzeba wydzwonić,
wystać albo sprowadzić,
bo ludzie i ich sprawy
w siedemdziesiątym ósmym
roku życia liczą się chyba
mniej, choć z drugiej strony
poza matką, ojcem, synem,
dopóki jemu się nie urodziło
dziecko, a więc i w końcu
wnukiem, liczył się mało
kto. Keep Reading →

Marek K.E. Baczewski: Wejdź do mnie

Marek K.E. Baczewski: Wejdź do mnie

Marek K.E. Baczewski: Wejdź do mnie

Nie tak dawno nagabywany przez mojego nigdy niewidzianego przyjaciela, dlaczego od jakiegoś czasu nie pisuję recenzji z poezji, odpowiedziałem, że jestem w dość trudnej sytuacji, albowiem od jakiegoś czasu najbardziej podoba mi się to, co sam piszę, więc co miałbym pisać o kolegach po piórze? Że zwykle mnie nudzą? Wiem, że wielu z nich nie ma z tym problemu: poklepują się nawzajem po plecach nie dlatego, że mają za co, tylko że mają w tym interes. Wiadomo, reguła wzajemności: poklep mnie po plecach, to i na cię poklepię. Ja tego nie robię. Nie poklepuję. Nie zbieram punktów. Nie środowiskuję. Nic mi do interesów moich kolegów po piórze. Generalnie lubię ludzi – a nawet poetów – ale nie zawsze to okazuję. Dlatego się często obrażają.     Keep Reading →