Tu nasi, tam Ruscy, czyli wałkowanie po polsku

Paweł Goźliński w „Gazecie Wyborczej” opisuje, jak to wybrał się dla przyjemności do teatru, gdzie żadnej przyjemności jednak nie zaznał. Spodobała mu się wprawdzie muzyka i światło, ale „za kiczowatą, zmieniającą aktorów w niezdarne figurki choreografię” nie zapłaciłby ani grosza, za obwieszczenie czego sam zainkasował parę groszy od „Gazety”.

Pal licho te grosze, które inkasują lub nie inkasują choreografowie i literaci – choć „Gazeta” płaci dużo lepiej niż „Twórczość” – chodzi o to, że nie po to człowiek chodzi do teatru, aby podziwiać muzykę i światło, choćby je dołączono do nie wiem jak udanego przedstawienia. Keep Reading →

Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

W stosownym czasie nie przeczytałem głośnej powieści Joanny Bator Ciemno, prawie noc (Nagroda Literacka Nike 2013). Niedawno jednak wpadł mi w ręce całkiem przyzwoicie zrealizowany audiobook, postanowiłem więc skorzystać z okazji i nadrobić lekturowe zaległości, w każdym razie tę jedną. Tym bardziej, że o książce słyszałem wiele tyleż złego, co dobrego, a to mnie zawsze niezdrowo podnieca, jak wiecie. Reasumując owe fachowe i niefachowe opinie, sprowadzają się one do stwierdzenia, że powieść „i zachwyca, i rozczarowuje”, jak brzmi tytuł jednej z recenzji, czy w innej wersji: „zachwyca, ale…”.     Keep Reading →

Literatura i „dyskurs medialny”

Wertując ostatnimi czasy wrocławską „Odrę” – a wertuję ją od lat – niezmiennie ożywiam się, gdy docieram do Notatek z undergruntu Radosława Wiśniewskiego. Ożywiam się nie tylko dlatego, że teksty te niezmiennie mnie wciągają, ale też z powodu zdziwienia, w jakie mnie owo wciąganie wprawia. Bo choć z jednej strony mam niby mocną awersję do tzw. „życia literackiego” w ogóle – jako że nudne toto jak niedziela w raju – to z drugiej łapię się na tym, że łaknę krwistej publicystyki okołoliterackiej jak kania dżdżu (notabene, czyż owo wychodzące z użycia powiedzenie nie znajduje się w podobnej sytuacji co wychodząca z użycia literatura?).     Keep Reading →

Znawstwo literatury

Skąd się bierze, czym jest i co robi literatura? Czy literaturoznawcy są naprawdę najlepszymi „znawcami” od literatury i tego całego ogromu zagadnień, jaki się z nią wiąże? Czy można posłużyć się innymi niż literaturoznawcze rodzajami narzędzi – np. teoriami psychologicznymi – do interpretowania, powiedzmy, wierszy?

Przede wszystkim, nie uważam, aby „interpretowanie wierszy” byłoby celem samym w sobie (chyba że dla zatwardziałych akademików). Jestem też zdania, że zarówno pisanie wierszy, jak i ich czytanie są po prostu pewnymi przejawami życia duchowego człowieka, przejawami szczególnymi, a nawet – jak twierdzi Ryszard Nycz, i ja się z nim zgadzam – uprzywilejowanymi (literatura jako forma narracyjnego rozumienia, dramatycznego rozwinięcia czy lirycznego wypowiedzenia porządku – i nieporządku – życia). Keep Reading →

Orhan Pamuk: Pisarz naiwny i sentymentalny

Orhan Pamuk: Pisarz naiwny i sentymentalny

Orhan Pamuk: Pisarz naiwny i sentymentalny

Książka Orhana Pamuka Pisarz naiwny i sentymentalny napisana jest prostym, zrozumiałym, pięknym literackim językiem, jak na laureata nagrody Nobla przystało (choć nie jest to może reguła bezwyjątkowa). Zdania wychodzące spod pióra uznanego i powszechnie – może poza Turcją – lubianego pisarza tak dalece zalecają się swoim pięknem, prostotą i zdroworozsądkowym trybem, że niemal nie sposób zaprzeczyć wyłożonym w nich racjom. Osobiście jednak dość szybko złapałem się na tym, że właściwie wszystko, co czytam – choć nad wyraz gładkie i na pozór przekonujące – jest zupełnie niezgodne z tym, co sam sobie w zaciszu mojej mózgownicy po amatorsku na temat literatury myślę. Ostatecznie zatem książka Pamuka wydała mi się tyleż piękna, co bałamutna.  Keep Reading →

Ciamkowatość życia (literackiego)

W czerwcowej „Odrze” fajny tekst Radka Wiśniewskiego o Juliuszu Gabryelu, w którym znajdziecie także celną i niestety smutną konstatację na temat naszego – choć nie tylko – życia literackiego, toczącego się w głównej mierze prawem inercji, czyli smętnie, ciamkowato i bez osobistego pomyślunku. Ja rozumiem, że o taki pomyślunek nie jest dzisiaj łatwo, ale trzeba umieć wykrzesać z siebie odrobinę heroizmu i od czasu do czasu mieć i wypowiedzieć własne, w miarę niezależne zdanie. Ja rozumiem, że o takie zdanie nie jest dzisiaj łatwo, ale… etc. 😉 Keep Reading →

O rozumieniu samym przez się

Grzegorz Tomicki: O rozumieniu samym przez sięKiedy byłem jeszcze małą dziewczynką, przymuszono mnie raz na lekcji języka polskiego do napisania wypracowania na temat „Dlaczego lubię czytać książki”, a może „Dlaczego powinniśmy czytać książki”. Przepraszam za brak precyzji, ale w międzyczasie z małej dziewczynki dawno już wyrosłem – i to na kogoś zupełnie innego – i mam prawo nie pamiętać.

Doskonale natomiast pamiętam, iż temat ten bardzo mi odpowiadał. Należał bowiem do tych nielicznych, które, jak mniemałem, dawały mi niepowtarzalną szansę wykazania się swoimi nieprzeciętnymi zdolnościami, o których tymczasem jakie takie pojęcie miałem wyłącznie ja. Keep Reading →

Literackie życie i nieżycie

Jeśli chodzi o literaturę i nagrody literackie, to dla mnie są to dwie zupełnie różne sprawy. Nie różne tak w ogóle, bo wolałbym już miesić wapno, niż wygłaszać podobne banały, ale różne w tym sensie, że o ile ta pierwsza, owszem, dosyć mnie interesuje – a w porywach nawet bardzo – o tyle ta druga nie zajmuje mnie ni dudu. Chyba że ze względu na swoją potencję anegdotyczną czy rozrywkową, ale znam rzeczy które mają tej potencji nieporównanie więcej, zatem to wątpliwa zaleta.

Ten aspołeczny brak zainteresowania nagrodami literackimi bierze się zapewne stąd, że mój stosunek do literatury – i tworzenia w ogóle – jest zawstydzająco wręcz tradycyjny. Otóż według kryteriów, które osobiście uważam za tradycyjne, najważniejsze walory literatury to wyjątkowość, oryginalność i innowacyjność. Wyjątkowym, oryginalnym i innowacyjnym nazywam zaś to, co – jak się był wyraził Derek Attridge – przekracza „normy i rutynę szerszej kultury”. Keep Reading →

Orhan Pamuk: Nazywam się Czerwień

Literatura to bardzo zagadkowa rzecz. Wbrew ogólnej opinii, nie tyle odkrywa ona jakieś tajemnice, ile sama je produkuje – a dopiero potem uchyla albo i nie uchyla ich rąbka, nigdy całości.

Co ciekawe, im bardziej tajemnicze pozostaje dzieło literackie po jego przeczytaniu, tym bardziej wydaje się, że zawiera ono jakąś ukrytą życiową Mądrość. Czytelnik ma przy tym często wrażenie, że jest ona na wyciągnięcie ręki i jeśli tylko udałoby mu się wykrzesać z siebie odrobinę inteligencji, wyobraźni lub po prostu myślowej dyscypliny, mógłby Mądrość tę nie tylko posiąść (brzydkie słowo), ale nawet wykorzystać ją w swoim codziennym życiu. Keep Reading →

Gra w literaturę

Kiedy byłem jeszcze małą dziewczynką, wyobrażałem sobie osobę pisarza jako wybitnie utalentowanego, inteligentnego i wrażliwego artystę, który wykracza horyzontami myślowymi poza swoją epokę. W moim mniemaniu osobnik taki musiał charakteryzować się wyjątkowo przenikliwym wglądem nie tylko w swój czas oraz innego człowieka i jego egzystencję, ale też w Czas, Człowieka i Egzystencję jako takie. Musiał przecież mieć coś ciekawszego do powiedzenia o życiu niż my – maluczcy – mówimy sobie na co dzień. Inaczej po cóż zabierałby głos? Keep Reading →