Czechów stosunki z Bogiem – Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj (recenzja)

Szczygieł Mariusz - Zrób sobie raj
We wstępie do swojego zbioru reportaży Zrób sobie raj Mariusz Szczygieł wyznaje: „Marzyła mi się książka o moim ulubionym kraju bez napinania się. Żeby nie musiała odzwierciedlać, obiektywizować, syntetyzować”. A jednak, śmiem twierdzić, autor odzwierciedla, obiektywizuje i syntetyzuje wcale śmiało i gęsto, aczkolwiek w różnym stopniu, w różnych celach i z różnym skutkiem.

W jego książce odzwierciedlają się bowiem nie tylko poglądy, przekonania i mentalność bohaterów poszczególnych reportaży – trudno też, ze względu na specyfikę gatunkową, aby było inaczej – ale i samego autora: „Moja życiowa filozofia, którą powoli wypracowuję, to: nie mieć żadnych oczekiwań”. Nade wszystko zaś odzwierciedla się i syntetyzuje, w pewnym sensie więc także obiektywizuje, charakter narodowy Czechów: „Czeska kultura nie lubi wzniosłości i patosu”, a przy okazji i Polaków: „Czesi, w przeciwieństwie do Polaków, wciąż jeszcze wykazują minimum zaufania do świata”. Lub: „w jednym oku siedzi nam [Polakom] etos, a w drugim patos”.

Wydaje się też, że zwierciadło przechadzające się po czeskim gościńcu potrzebne było autorowi głównie po to, aby mogli się w nim przejrzeć Polacy – co nie jest pomysłem nowym – „nasz naród do życia nie potrzebuje na przykład autostrad i dlatego prawie ich nie mamy. Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia. Dopiero, kiedy pojawia się nieszczęście – nieudane powstanie warszawskie czy inna klęska – jesteśmy kimś. Krzywda nas wywyższa ponad inne narody. Polska kultura jest kulturą nekrofilską. Śmierć powoduje uszlachcenie człowieka. Wiele lat w historii Polski walczyliśmy o swoją niepodległość i ciągle umieraliśmy za ojczyznę. Polacy są więc lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów”. Czesi, ma się rozumieć, zupełnie inaczej – co tym bardziej te cechy (zarówno Czechów, jak i Polaków) uwydatnia.



Na ile Szczygieł dystansuje się od takiego modelu Polaka „w ogóle” (ironia), na ile zaś od takiego Polaka „w sobie” (autoironia), trudno czasem rozstrzygnąć, co budzi – może i niezdrową, ale retorycznie efektywną – ciekawość czytelnika: kto zacz, w głębi duszy, ów Szczygieł? Wierzący on w końcu (w Boga, w Polskę) czy nie? Tymczasem jednak zdani jesteśmy wyłącznie na domysły lub takie na przykład niejasne, bo niepotwierdzone, opinie – czy też tylko zapytania – bohaterów: „Pan też jest taki przypadek: niewierzący, ale praktykujący?” Niewykluczone, że są to także pytania, które autor zadaje sam sobie.

W moim osobistym mniemaniu, wszystkie te zabiegi razem wzięte wychodzą ostatecznie książce na dobre. Bez odzwierciedlania, obiektywizowania i syntetyzowania byłaby ona pozbawiona indywidualnego charakteru, sygnatury autorskiej osobowości, zmierzając w kierunku suchej, możliwie obiektywnej informacji, relacji czy po prostu przytaczania cudzych słów (wbrew pozorom, zabieg obiektywizowania, jako najzupełniej subiektywny, jest tej tendencji sprzeczny). Z drugiej strony, jednoznacznie wyrażana postawa pisarza uczyniłaby z niej wypowiedź nazbyt może tendencyjną, skłaniając odbiorcę bardziej do interpretowania jego przekonań niźli poglądów i postaw jego bohaterów.

Z IV strony okładki dowiadujemy się, iż książka „łączy pamiętnik z esejem, felietonem i reportażem”. Żaden z tych gatunków, jak wiemy, nie rości sobie pretensji do bycia „kompetentnym przewodnikiem”, aczkolwiek kompetencji autorowi w wielu kwestiach najwyraźniej nie brakuje. Owa trudność z jednoznacznym określeniem gatunkowym nie świadczy też o jakimś szczególnym nowatorstwie poczynań autora czy wymyślnym mieszaniu konwencji – raczej o niewydolności teoretycznych systemów porządkujących, niepotrafiących sobie poradzić z klasyfikacją dość nieskomplikowanej w gruncie rzeczy pisarskiej formuły. Jak by ją niezobowiązująco określić? Jako reportażową jednak, częściej przy tym skłaniającą się ku odmianie fabularnej, ograniczającej interpretację i komentarz (a więc rodzaju informacyjnego), rzadziej ku odmianie problemowej (publicystycznej). A może prościej, jak to uczynił autor, jako „notatkę z lektur i ze spotkania z ludźmi, których chciałem tam spotkać”. Owa „notatka”, rozpisana na blisko 300 stron, ma być przy tym „wyłącznie o tym, co mnie zafascynowało przez ostatnich dziesięć lat, od kiedy pierwszy raz przyjechałem do tego kraju”. Czyli o czym?

Tematów głównych jest kilka: osobowości artystyczne, historia, Bóg (wiara), śmiech w życiu Czechów (smakowity rejestr cytatów na s. 207-208), ich zbiorowa (narodowa) świadomość, narodowa mentalność.

Portrety kilku czeskich artystów (Davida Černego – autora rzeźby przedstawionej na okładce, Syn Boży – model do składania, która kogo trzeba obrazi; satyryczno-wulgaryzującego poety-filozofa Egona Bondy’ego; kontrowersyjnego fotografa Jana Saudka; pisarki i celebrytki o ponadprzeciętnym biuście Haliny Pawlowskiej i in.) składają się na mozaikę osobowości ekscentrycznych, niepokornych i bulwersujących. Czyli artystów z krwi i kości – od tej też strony, bardziej ludzkiej, zostali oni przedstawieni; jako mający wzbudzać – aczkolwiek nie bez pewnych zastrzeżeń – sympatię, co zresztą autor taktownie pozostawia w dużej mierze w gestii czytelników.

 Jest to także książka o – z polskiej perspektywy cokolwiek ekscesywnym – stosunku Czechów do Boga, chrześcijaństwa i wiary w ogóle. Pomysł na rozdział Jak się państwu żyje bez Boga? zrodził się od przypadkowo podsłuchanej rozmowy dwóch nastolatek w tramwaju: „– Co to jest? – Jezus na krzyżu. Srebrny! Babcia mi dała. – I ty zamierzasz tego trupa nosić?! – Ale on jest ładny! – Tylko że nieżywy”. Trzeba przyznać, że Szczygieł ma wyjątkowe ucho do wyłapywania podobnych wypowiedzi, które same w sobie, bez dodatkowej literackiej obróbki, stanowią metaforyczny skrót danego zjawiska, esencję wycinka rzeczywistości, a zarazem wyjątkowo celny, czasami też świadomie przejaskrawiony komentarz do tej rzeczywistości – tym swobodniejszy, że wyrażony przecież cudzymi słowami.

Podobna strategia została wykorzystana do przedstawienia polskiej perspektywy: „Poprosiłem polskich katolików, aby zadali pytanie niewierzącym w Czechach. «Jak się państwu żyje bez Boga?». Odpowiedzi były w gruncie rzeczy podobne: Normalnie; Całkiem fajnie; Przyjemnie; Lżej niż z Bogiem; Jak bez tyrana; bez wiary katolickiej jest lepiej, bo nie boję się, że nie będę zbawiona. Czecha ateistę generalnie śmieszy lub denerwuje, gdy Polacy, z którymi się styka, usiłują go przekonać, że jeśli nie wierzysz, to nie wyznajesz wartości; że nie mając katolickich zasad, nie można być dobrym człowiekiem”.

Na wyraźnie tendencyjne, w zamiarze retoryczne, pytania wierzących z Polski, w których anonsuje się brak zrozumienia dla postaw odmiennych od własnej – „Jeśli zawiodą cię wszyscy ludzie, do kogo się zwrócisz? Jaki jest dla ateisty sens cierpienia? Czy boisz się śmierci? A skąd się w pani dobro bierze, jeśli nie z Boga?” – Czesi reagują zazwyczaj zdziwieniem. Na słynny, acz wyrażony cokolwiek naiwnie, „przeklęty problem” Dostojewskiego: „Jeśli nie ma życia po śmierci, a po nim ani kary, ani nagrody, to jaki jest sens bycia dobrym?”, Ondřej odpowiada pytaniem: „Czy te pytania wymyślała jakaś stara babcia? Być dobrym, bo inaczej kara po śmierci? Być dobrym ze strachu przed Bogiem?”. Bo rzeczywiście, pytania „wierzących z Polski” odzwierciedlają (właśnie) wyraźną instrumentalizację ich wiary: wierzą, aby móc się do kogo zwrócić w potrzebie (jak trwoga, to do Boga), aby nadać sens cierpieniu, aby pokonać strach przed śmiercią, aby zasłużyć na nagrodę, ustrzec się kary itd. „Nie wyobrażam sobie życia bez Boga. Wyobrażam sobie, że człowiek, który tego nie ma, jest przestraszony. Tym, co się stanie po śmierci, i tym, jak wygląda jego życie”. „Nie wyobrażam sobie”, otóż to. W wypowiedziach tych uderza niemożność wyjścia poza ograniczenia własnej perspektywy, brak zrozumienia innych przekonań i dystansu do własnych, innymi słowy – brak zwyczajnej ludzkiej empatii.

Trzeba jednak przyznać, że podobny brak zrozumienia i podobną interesowność wykazują czasem także ateistycznie zorientowani, choć często afirmujący podobne wartości Czesi: „Ja staram się być dobra, bo mi się to opłaca. Uważam, że im jesteś lepszym człowiekiem, tym twój pobyt tutaj jest bardziej do wytrzymania”.

Dla wielu Polaków „niczym nieskrępowany stosunek Czechów do sacrum” niejednokrotnie okaże się zapewne nie do przyjęcia: „W najbardziej ekstremalnym odcinku komiksu [Zielony Raoul] prawicowy poseł Pavel Tollner – znany przeciwnik rejestracji związków homoseksualnych – odbywa stosunek z Jezusem Chrystusem”. W takich przypadkach, jak się należy domyślać, chodzi nie tyle o „budzenie z intelektualnej drzemki”, ile o marketingowe posługiwanie się pospolitą współcześnie strategią skandalu.

Generalnie jednak polskiemu katolikowi dobrze chyba zrobi poznanie i przemyślenie postaw z jego punktu widzenia ekscesywnych, z innego zaś najzupełniej, jak się okazuje, powszechnych.

Podsumowując, teksty składające się na Zrób sobie raj przynoszą garść informacji zajmujących – zgodnie z przykazaniem: przede wszystkim nie nudzić – często mało znanych i podanych w inteligentny, przejrzysty sposób, najczęściej stylem oszczędnym, rzeczowym, quasi-sprawozdawczym, nierzadko aforystycznym, dążącym do nieubłaganej puenty, często mocnej i zaskakującej. Książka rzeczywiście robi wrażenie napisanej z „sympatii przedstawiciela jednego kraju do innego kraju i bez napinania się”, czego autor nie musiał specjalnie deklarować we wstępie.

Grzegorz Tomicki

 

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s. 292

Pierwodruk: „Odra” 2011, nr 4

Czytaj fragmenty: M. Szczygieł, Zrób sobie raj



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *