Dobra zmiana

Jakkolwiek to zabrzmi, zawsze byłem za dobrą zmianą. Powiem więcej: nie tylko byłem za dobrą zmianą, ale o dobrych zmianach zawsze marzyłem. Można nawet powiedzieć, że odkąd przyszedłem na świat, tęskniłem cięgiem tylko za dobrymi zmianami w moim życiu, a nie jakimiś innymi – niedobrymi, na przykład. Byłbym też chyba nie całkiem zdrów na umyśle, gdyby miały mi się roić jakieś złe zmiany i abym do zmian na gorsze wzdychał. Dobra zmiana jeszcze nigdy nikomu na złe nie wyszła, inaczej nie byłaby dobrą zmianą. Dobra zmiana to dobra zmiana. Temu nikt zaprzeczyć nie może.

Kiedy zatem czas dobrej zmiany w końcu nastał, staram się i w tej dobrej zmianie doszukać się czegoś dobrego, a nie złego. Na przykład w kulturze. Wszyscy mówią: kultura, kultura. Od wszystkich o niej słyszałem, a nie widziałem jej ani razu. Ile to już razy (z tysiąc) przemierzałem Polskę z północy na południe, z zachodu na wschód, z jednego końca na drugi, na wylot i na oślep – ale kultury nie widziałem nigdy, choć przez cały czas obijałem się poniekąd w sąsiedztwie.

A bo to jedni mówią, że kultura wysoka, inni, że popularna albo i masowa, jeszcze inni, że kultura pisma albo kultura książki, a inni od tych jeszcze innych, że kultura osobista, kultura chrześcijańska, kultura ateistyczna, kultura śmierci, kultura społeczna, kultura polityczna, kultura fizyczna – ale o kulturze jako takiej, bezprzymiotnikowej, nie mówił nikt, a nawet mało kto. O kulturze samej w sobie nie mówił nikt, bo też w jaki sposób mówić o czymś, czego nie można określić żadnym przymiotnikiem? Wszystko jest jakieś-śmakieś, to i kultura jakaś-śmakaś być musi. Inaczej byłaby nijaka.

Tak też w czasie dobrej zmiany dowiedzieliśmy się tego, że kultura powstająca w Polsce powinna być kulturą narodową, a nie nienarodową, czyli nie wiadomo jaką. Kamień z serca! Bo przecież zawsze to lepiej wiedzieć, jaką kulturę tworzyć, niż nie wiedzieć i tworzyć byle jaką. „Dla nikogo, kto trzeźwo oceniał sytuację w Polsce, nie ulegało wątpliwości, że dotychczasowy – czyli sprzed dobrej zmiany – kształt kultury był patologią”. Tak powiedział sam Pan Minister, „a to chyba nie byle pętelka, jeżeli sam JW Poseł Minister tak powiedział”, jak powiedział Gombrowicz.

Artyści jeden z drugim zamiast wzmacniać kulturę narodową, nie wiedzieć po co nieustannie ją dekonstruowali, co nie wychodziło kulturze narodowej na dobre. Kulturze narodowej na dobre wychodzi, kiedy ją sławić i chwalić: „Wedle stawu grobla! Kopernika, Szopena lub Mickiewicza ty wychwalać możesz… Bójże się Boga, przecie my Swoje wychwalać musiemy, bo nas zjedzą! Jeśli Swojego nie będziesz chwalił, to kto ci pochwali? Nie wiesz to, że każda liszka swój ogon chwali?” – jako rzecze JW Poseł Minister u Gombrowicza. A że trochę wstydno swoje chwalić? „Cóżeś ty zbaraniał, zgłupiał ze szczętem, czy ty nie widzisz, że dobra zmiana, a teraz w ty chwili Mężów Wielkich na gwałt potrzeba, bo bez nich Diabli wiedzą co może być, i ja tu od tego Minister, żeby Wielkości Narodowi naszemu przysparzać”.

A jeżeli już się samemu tak bez opamiętania nie chwalić i kultury swojej narodowej nie wysławiać pod niebiosa – bo to może i rzeczywiście trochę głupio – to kultury narodowej najlepiej nie ruszać, a samemu cicho siedzieć. Albowiem kultury narodowej nie trzeba nawet tworzyć. Ona już jest i wystarczy, by taka już pozostała. A jeśli artysta jako artysta już coś tam musi – inaczej się udusi – niech naśladuje to, co już jest, a co jest dobre. Nie jest bowiem dobrze, kiedy artysta nie naśladuje tego, co dobre, a robi co innego. Bo po co?

Tak tedy wraz z dobrą zmianą i ja sam się na dobre zmieniłem, odmieniłem, na oczy przejrzałem i stwierdziłem – tu biję się w piersi – iż do tej pory pisałem teksty niewarte pisania, tekściki (można by rzec) gorszego sortu, albowiem ni dudu nie zająknąłem się w nich o tym, co narodowe, a tylko jakieś ponadnarodowe banialuki smaliłem o ludziach i świecie, szczęściu i nieszczęściu, życiu i śmierci, czyli takie tam podrzędne wierszyki-niewierszyki o byle czym.

Chwalić Boga, wraz z dobrą zmianą kończy się czas sromotnych artystów pisarzów, malarzów, reżyserzów, widziwiarzów. Nastał czas twórców dobrze wiedzących czego chcących – chcących dobrze! I nie sobie a muzom, a narodowi i ojczyźnie! I nam wszystkim, jak tu stoimy i słuchamy, co mówi JW Poseł Minister o tych, co nam podskoczą: „Pokonamy, psia jego mać, już ja ci to mówię, a to ci mówię, żebyś nie mówił, że ja ci mówiłem, że nie Pokonamy, bo tyż ci mówię, że Pokonamy, Zwyciężymy, bo w proch zetrzemy dłonią mocarną najjaśniejszą naszą, w proch, pył rozstrzaskamy, rozbijemy, na Pałaszach, Lancach rozniesiemy a zgnieciemy i pod Sztandarem naszym a w Majestacie naszym o Jezus Maria, o, Jezus, o, Jezus, rozmiażdżemy, Zabijemy! O, zabijemy, rozniesiemy, zdruzgoczemy! A co się tak patrzysz? A przecie ci mówię, że zgnieciemy! A przecie widzisz, słyszysz, że ci sam Minister, Poseł Najjaśniejszy mówi, że Zgnieciemy, widzisz chyba, że sam Poseł, Minister tu przed tobą chodzi, rękami macha i ci mówi, że Zgnieciemy! A żebyś nie szczekał, że ja przed tobą nie Chodziłem, nie Mówiłem, bo przecie widzisz, że Chodzę i Mówię!”.

I ja też wam to mówię. A jak Wam mówię, to Wam mówię. Żebyście później nie mówili, że Wam nie mówiłem. Albowiem dobra zmiana to dobra zmiana i bodajby jedli psie gówno, którzy myślą inaczej, jako rzecze Poeta.

Grzegorz Tomicki

„Twórczość” 1/2017



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *