Grzegorz Tomicki, Świat

I.

Żaden koniec świata to jeszcze nie koniec świata.
Zaraz stwarza się drugi. Mówi się stań się
i trudzi się dalej i tak od zrywu do zrywu.
Albo się nic nie mówi i świat jest wtedy

cały z niedomówienia i zerwanej łączności
ze światem. Tak jak teraz. Świat się skończył,
a pisze się dalej, ale to nic o nim nie mówi.
Mówi się trudno i milczy się o tym tak,

jak się rozmawia z Panem Bogiem.
I tylko nadmiar, jak dawniej, nadmiar świata
ten świat od środka rozsadza, lecz dalej nic
nie wie się o tym nadmiarze, co jest go w bród.

II.

Kilka słów o nadmiarze: z radością jest tak,
że najpierw jej nie ma, a potem jest jej za dużo.
Najpierw jej brakuje, a potem brakuje wszystkiego
poza radością, która rozsadza ten świat od środka.

Radość jest jak miłość. Rozsadza ten świat od środka
i to tak dokumentnie, że trzeba go stwarzać od nowa
i tak od zrywu do zrywu. Aż któregoś dnia nic
się nie stwarza i mówi się wróć, zrób się świecie

takim, jakim raz już byłeś, ale się skończyłeś.
Miłość jest jak koniec. Kończy się razem ze światem,
ale to jeszcze nie koniec świata. Mówi się koniec
z nami i kocha się dalej, bo się kocha ten trud.

III.

Ten trud, Kochanie, to jest mój świat.
Granice mojego trudu są granicami mojego świata,
który nie kończy się nigdzie, bo jest go zawsze
w nadmiarze. Tak jak teraz. Skończył się,

a nadal rozsadza ten świat od środka. Mówi się
odpuść mi moje winy tak jak ja stwarzam
ten świat od nowa, aby mógł kończyć się dalej,
bo kocha się ten koniec. Kiedy nastaje koniec,

wszystkiego jest nagle za dużo. Tyle do zrobienia,
że się można tym z całym światem podzielić,
a jeszcze zostanie tego nadmiaru dla Ciebie
i dla mnie tyle, że broń cię Panie Boże taki cud.

IV.

Żaden cud, Kochanie, to jeszcze nie koniec świata.
Mówi się broń cię Panie Boże i przestaje się wierzyć,
że ten świat ma w ogóle swój skończony koniec,
chociaż przecież się wie, że jednak ma. Tak jak teraz:

nie ma Cię i właśnie dlatego jesteś w nadmiarze,
który rozsadza ten świat od środka. I to tak
dokumentnie, że trzeba go stwarzać od nowa,
od serca. Kilka słów o stwarzaniu:

z sercem jest tak jak z Panem Bogiem.
Dopóki jest, jest go zawsze w nadmiarze.
Lecz kiedy go nie ma, nie ma go tak dokumentnie,
że w świecie od środka zamiera wszelki ruch.

V.

Wszelki ruch w świecie jest jak koniec świata.
Ledwie się zdąży nawiązać łączność ze światem,
a już za niczym nie można nadążyć. Tak jak w Legnicy:
przed chwilą byłaś na wyciągnięcie ucha na łączach,

a już Cię skądinąd słucham. A co gorsze, nie słyszę.
I to tak dokumentnie, że się muszę stwarzać od nowa
razem z Twoim głosem i wszystkimi innymi łączami,
których broń cię Panie Boże utracić ze światem.

A potem spotyka się kogoś i tego kogoś się słucha
jak przedtem Ciebie i się nie może za sobą nadążyć,
a co dopiero za światem i jego ruchem, który zamiera
tylko po to, aby Boga mógł chwalić wszelki duch.

VI.

Wszelki duch Pana Boga chwali tylko po to,
byśmy się tego ducha bali. Kilka słów o chwaleniu:
mówi się bój się i żyje się z Panem Duchem dalej.
I już w ruchu są wszystkie łącza ze światem,

a co gorsza z zaświatem, co go jest w jeszcze
większym nadmiarze, o ile nie ma go tyle co nic.
A potem dostaje się od kogoś wiadomość
i to jest jak koniec świata, który trzeba stwarzać

od nowa, od serca, od środka. Mówi się fiat
i żyje się w tym świecie i jego stworzonych rzeczach
aż do samego końca. Tak jak na Łabędziej,
kiedy zrywa wszystkie łącza naraz, na jeden buch.

VII.

Na Łabędziej wszystko się stwarza przez wybuch,
ale to taki, że broń cię Panie Boże, o ile duchy
mogą nas bronić. Może i mogą, skoro Ty jesteś jednym
z nich, jednym z najniepośledniejeszych na łączach

z zaświatem, który się stwarza od nowa, od serca
na jedno halo zza oceanu. Kilka słów o słuchaniu:
wystarczy nadstawić ucha i świat zaczyna przebierać
w swoim nadmiarze, że nie do wiary. Tak jak

na Ptasim Osiedlu: mówi się koniec i zasiedla się dalej.
A potem ktoś dzwoni i trzeba się zbierać. I jest się
od razu kimś drugim, a potem z kimś drugim
mówi się kocham i chciałoby się robić sam miód.

VIII.

Wszelki ruch Pana Boga chwali. Nie samym
miodem człowiek żyje. To byłby koniec świata,
gdyby człowiek sam siebie stwarzał albo z kimś drugim
tylko dlatego, że ma z nim akurat zadzierzgnięty kontakt

na łączach, ale tego się właśnie chce. Mówi się jestem
zachwycony i stwarza się dalej. Kika słów o pragnieniu:
tak bardzo się chce za ocean, że ląduje się gdzieś
w Polsce albo gdzieś nigdzie i też jest dobrze

albo niedobrze, tak jak mogłoby być gdziekolwiek.
Stwarza się świat tam, gdzie się akurat jest. A jak się jest
tak, że się nie jest, to się trzeba rozsadzić od środka
i stworzyć od nowa, od serca. Od słów.

IX.

Nie samym Bogiem człowiek się stwarza.
To byłby koniec świata, gdyby się nie rozpraszał
także innymi bożymi i nieboskimi stworzeniami,
spośród których Ty jesteś najniepośledniejszym

z duchów, z którymi chce się zadzierzgać kontrakt
na kończenie starego i stwarzanie nowego świata,
choćby w zaświatach. Na wychodzenie z niebytu
z zachwytem. Kilka słów o wychodzeniu z twarzą:

kiedy zbliża się koniec świata, zabieraj swój zachwyt
ze sobą razem z tym jednym jedynym obliczem,
bez którego świat nie będzie się mógł odtworzyć,
bez którego broń cię Panie Boże zabraknie ci nut.

X.

Świat się tworzy, kończy i odtwarza i tak od zrywu
do zrywu, ale za żadnym razem nie jest już sobą.
Ledwie się zdąży nawiązać łączność ze światem,
a już nie można za nim nadążyć. Wszelki ruch

Pana Boga chwali, ale to za Twoja sprawą,
Łączniczko, z tego ruchu nie robi się rozpierducha,
choć może i owszem, niejeden by tak pewnie nazwał
utratę świata i trud zakochania się w drugim.

Tym bardziej, że człowiek się raczej boi, kiedy
broń cię Panie Boże od przepaści leci głową w dół.
Kilka słów o lataniu: kiedy miłość dodaje skrzydeł,
ziemia z całym światem usuwa się nagle spod nóg.

XI.

Z radością jest tak, że najpierw jej nie ma,
a potem jest jej za dużo, a potem znowu jej nie ma.
A wtedy spotyka się kogoś, kto rozsadza ten świat
od serca, że broń cię Panie Boże taki ból.

Albo nie broń. Z sercem jest jak z Panem
Bogiem. Dopóki jest, jest go zawsze w nadmiarze.
Lecz kiedy go nie ma, nie ma go tak dokumentnie,
że nie ma czego rozsadzać, a tego się nie chce.

Ten trud, Łączniczko, to jest mój świat.
Mówi się z Bogiem i kocha się dalej. Stwarza się
siebie z kimś drugim tylko dlatego, że jest.
Inaczej nie byłoby po co. Byłby sam znój.

XII.

Żaden koniec świata to jeszcze nie koniec świata.
Zaraz stwarza się drugi. Mówi się stań się
i łudzi się dalej i tak od zrywu do zrywu aż po zryw.
Albo się nic nie mówi. Kocha się tę rozpierduchę,

którą się zastaje i ma się jej zawsze po brzegi,
a nawet w nadmiarze. Chaos jest jak miłość.
Kiedy się nieopatrznie wplątać, unosi jak zawierucha
i leci się raz głową w górę, raz w dół.

Kilka słów o spadaniu: zawierucha,
która rozsadza ten świat od środka, to inny świat,
który się stwarza od serca. Boli, bo musi boleć,
inaczej jest tylko rozpierducha i na nic był

cały ten ból.

 

Tomicki Grzegorz - Pocztówki legnickieGrzegorz Tomicki

Z tomu: Pocztówki legnickie

Pierwodruk: „Helikopter”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *