O utrapieniu, jakie przynosi pisanie wierszy

Przyznaję, od czasu do czasu zdarza mi się jeszcze pisywać wiersze. Nigdy nie widziałem w tym nic złego. W swojej naiwności myślałem nawet, że to poniekąd dobrze, a może nawet i szlachetnie tak dłubać sobie a muzom w słowach, nie licząc na karierę ani żadne profity. Myliłem się. W końcu to moje niezobowiązujące, prywatne i nieszkodliwe – w moim mniemaniu – wierszopisanie okazało się nie tylko niedobre, nie tylko mało szlachetne, ale i wszeteczne.

Tak się bowiem złożyło, że ostatnimi czasy machnąłem takie sobie cztery dwunastowierszowe poemaciki, które w sam raz ułożyły mi się w nowy – po czternastu latach – zbiorek wierszy. Niestety, mój jedyny „zaprzyjaźniony” wydawca jest jednocześnie wydawcą chudym, więc umyśliłem, że postaram się o dotację w miejscowej bibliotece, która – notabene – jakieś dwadzieścia lat temu wydała mój debiutancki arkusz poetycki (jakkolwiek to brzmi).

Pani dyrektor nie tylko przyjęła mnie bardzo przychylnie i z sentymentem, ale też natychmiast zapaliła się do pomysłu dofinansowania, po czym – tj. po przeczytaniu owych wierszy – równie energicznie zapłonęła czymś zgoła przeciwnym, tj. świętym oburzeniem. Dlaczego? Diabli wiedzą. Chociaż argumentację wyłuszczyła konkretną. Otóż, jak usłyszałem, „nie dostosowałem interpunkcji do tercyny”, „ni z tego, ni z owego przeszedłem z tercyny w tetrastych”, „pewne fragmenty są zupełnie niezrozumiałe” oraz – na domiar złego – „niepotrzebnie napisałem o kościołach”. I w ogóle takie rzeczy nadają się raczej do Biura Literackiego, bo oni tam takie rzeczy publikują, ale Biblioteka Publiczna w Legnicy firmować tego nie będzie. Wyraziła też ubolewanie, że nie piszę już takich wierszy jak piętnaście lat temu (czyli zmartwiło ją to, co mnie akurat cieszyło).

Zanim zacząłem się poważnie zastanawiać, jak by tu owe argumenty pani dyrektor – sformułowane, jak nadmieniła, po konsultacjach z tutejszymi polonistkami – skutecznie i racjonalnie obalić, zdałem sobie sprawę, że obalić ich nie tylko nijak się nie da, ale też nie ma sensu. Tu bowiem w ogóle nie chodziło o racjonalną argumentację, ale o nieracjonalne z definicji przekonania, o których Nietzsche mawiał – słusznie albo i niesłusznie – że są gorszymi wrogami prawdy niż kłamstwa. Może jednak słusznie, skoro kłamstwa dają się z łatwością racjonalnie obalać, na przekonaniach zaś taka operacja udaje się nader rzadko.

Zachodząc w głowę, o jakie przekonania mogłoby w tym przypadku chodzić, doszedłem do wniosku – słusznego albo i niesłusznego – że jeżeli w życiu literackim nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o ideologię lub ironię, a często o jedno i drugie naraz. To by wyjaśniało moje wrażenie – może mylne – że pani dyrektor poczuła się moimi wierszami osobiście urażona. Zwłaszcza pierwszym poematem o Legnicy (w „Twórczości” poszedł on jako Godzinki). Prawdopodobnie pomyślała, że skoro pisząc o moim – naszym – mieście z ironią, to się z niego niechybnie publicznie naigrywam, to uwłaczam jego godności, to kalam własne gniazdo (zwłaszcza zaś owe „kościoły”).

Niniejszym, będąc przy jako tako zdrowych zmysłach – choć z tym nigdy nie wiadomo – oświadczam, że to nieprawda. Nie naigrywam się, nie uwłaczam ani nie kalam. Kocham moje miasto i sławię je tak, jak umiem, czyli po swojemu: ironicznie. Od tego – między innymi – mamy bowiem poezję, aby się nie musieć zawsze wypowiadać jednoznacznie i wprost, a przy tym banalnie.a

A może jednak we wszystkim ze szczętem się mylę i nie chodziło tu ani o wyłuszczone wyżej argumenty (interpunkcja niedostosowana do tercyny, tercyna niedostosowana do tetrastychu, niezrozumiałość niedostosowana do zrozumiałości i kościoły niedostosowane do świętości), ani o ironię, a o mojego zmarłego przyjaciela geja, o którym może też „niepotrzebnie napisałem”, a za którego – tj. za geja, nie za zmarłego – sam zostałem wzięty? A gejów nie wszyscy w Legnicy lubią, jako że jak świat światem a Legnica Legnicą żaden gej jeszcze bohaterem narodowym nie został.

Prawdę mówiąc, skoro po przemyśleniu sprawy jestem jeszcze głupszy niż wprzódy, to może i rzeczywiście kulawe wiersze piszę. Ale żeby się od razu na to obrażać?

Grzegorz Tomicki

„Twórczość” 6/2015



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *