O pewnym numerze „Literatury na Świecie”

"Literatura na Świecie"

„Literatura na Świecie. Szkoła nowojorska”

Czasami człowiek dostaje od życia to, na co już dawno przestał liczyć. No bo jak długo można żywić nadzieję na coś, co się bez końca ociąga ze spełnieniem, choć nie powinno? Zawiedzione nadzieje są jak niecne uczynki – z biegiem czasu ulegają przedawnieniu. Nie chce się o nich pamiętać. Zastępują je inne, równie tajemnicze energie, dzięki którym usiłujemy zaprzyjaźniać się z przyszłością. Aż tu nagle taka zawiedziona, przedawniona, dawno zastąpiona czym innym nadzieja wyskakuje razem ze swoim spełnieniem jak filip z konopi i nie bardzo wiadomo, co z nią zrobić. Keep Reading →

Prosty człowiek Łukasz Orbitowski

Łukasz Orbitowski: Inna dusza

Łukasz Orbitowski: Inna dusza

Wydawałoby się, że spotkanie z Łukaszem Orbitowskim w Legnickiej Bibliotece Publicznej powinno być dla legniczan prawdziwą gratką. Jak się jednak okazało, niedawny wieczór z okazji wydania kolejnego numeru „Szkiców Legnickich” zgromadził niepomiernie liczniejszą publiczność od tej, która przybyła na spotkanie z autorem zaliczanym do czołówki polskiej prozy współczesnej. Widocznie czołówka literacka ma w Legnicy mniejsze wzięcie niż rewelacje na temat „dostępu do informacji publicznej z uwzględnieniem doświadczeń samorządu legnickiego na szczeblu gminy”, o których była mowa m.in. w „Szkicach”. Keep Reading →

Dobra zmiana

Jakkolwiek to zabrzmi, zawsze byłem za dobrą zmianą. Powiem więcej: nie tylko byłem za dobrą zmianą, ale o dobrych zmianach zawsze marzyłem. Można nawet powiedzieć, że odkąd przyszedłem na świat, tęskniłem cięgiem tylko za dobrymi zmianami w moim życiu, a nie jakimiś innymi – niedobrymi, na przykład. Byłbym też chyba nie całkiem zdrów na umyśle, gdyby miały mi się roić jakieś złe zmiany i abym do zmian na gorsze wzdychał. Dobra zmiana jeszcze nigdy nikomu na złe nie wyszła, inaczej nie byłaby dobrą zmianą. Dobra zmiana to dobra zmiana. Temu nikt zaprzeczyć nie może. Keep Reading →

O byciu innym

Ku mojemu cokolwiek perwersyjnemu zadowoleniu konstatuję, iż w kwestiach zasadniczych coraz bardziej różnię się od moich bliźnich.

Dlaczego ku zadowoleniu? Bo odkąd sięgam pamięcią, marzyłem właśnie o tym, aby być kimś różnym, oryginalnym, wyjątkowym, choćby – wzorem moich pierwszych idoli: Kerouaca, Bukowskiego, Wojaczka– kosztem odrzucenia czy napiętnowania. I oto marzenie moje spełnia się niejako z nawiązką. Keep Reading →

Christopher Isherwood: Pożegnanie z Berlinem

Christopher Isherwood: Pożegnanie z Berlinem

Christopher Isherwood: Pożegnanie z Berlinem

Są takie książki, które mamy ochotę przeczytać, odkąd tylko usłyszeliśmy o ich istnieniu, ale których mimo to długo – a często nigdy – jednak nie czytamy. Nawiasem mówiąc, dotyczy to nie tylko książek.

Ja na przykład długo ociągałem się z przeczytaniem Pożegnania z Berlinem Christophera Isherwooda. Jak to zwykle bywa, tłumaczyłem to sobie tym, że miałem akurat co innego do roboty. Wprawdzie w moim przypadku tym „czymś innym” nie było bynajmniej chodzenie z kolegami na piwo, lecz – zazwyczaj – czytanie innych książek, ale czy inteligentny człowiek mógłby się zadowolić takim naiwnym tłumaczeniem? No bo dlaczego czytałem akurat te inne książki, a nie Pożegnanie z Berlinem?   Keep Reading →

Jerzy Pilch: Pod mocnym aniołem

Jerzy Pilch: Pod mocnym aniołem

Jerzy Pilch: Pod mocnym aniołem

Kwestia „wierności” dzieła filmowego dziełu literackiemu była, jest i zapewne będzie rozpalała wiele umysłów, ale nie mój. Jak dla mnie, jest to jeden z typowych sztucznych problemów, jakimi zaprzątają sobie głowy ludzie nadmiernie przywiązani do swoich sposobów rozumienia rzeczywistości. Film jest z gruntu czymś innym niż literatura, sam pomysł porównywania ich do siebie jest zatem chybiony. Film nigdy nie jest „wierny” powieści, tak jak powieść nigdy nie jest „wierna” rzeczywistości, choćby starała się być nie wiem jak realistyczna (realizm jest tylko jedną z konwencji). Nawet sam sposób, w jaki postrzegamy świat, nie może być wierny temu światu, albowiem postrzeganie to jest wynikiem rozmaitych operacji mediatyzacyjnych, dokonywanych przez nasze umysły i ciała.     Keep Reading →

Festiwal preTEXTY w Legnicy

preTEXTYJesienią 2015 roku po Dolnym Śląsku buszował objazdowy festiwal literacko-artystyczny preTEXTY. W książeczce anonsującej imprezę przeczytałem: „Legnica mimo niegdysiejszych zniszczeń czaruje. Architektura i miejskie muskuły to jedno, ale charakterystyczne wydają się również organizowane tu – kiedyś lub obecnie – wydarzenia: od Satyrykonu czy Festiwalu Kultury Japońskiej, po Europejskie Spotkania Mniejszości Narodowych i Etnicznych pod Kyczerą. No i pamiętajmy o spływie samoróbek po Kaczawie! To wszystko razem sprawia, że środowisko dla tegorocznych preTEXTÓW wydaje się zupełnie naturalne”.     Keep Reading →

Robić dobrze

Czy żyjemy w czasach końca krytyki literackiej? – pytają inicjatorzy debaty. Tak. Podobnie jak żyjemy w czasach końca historii i końca człowieka. I podobnie jak historia i człowiek, także krytyka literacka przeżyje swój koniec i będzie trwać dalej. Pytanie: w jakiej formie?

Z uwagi na moje osobiste okołokrytyczne doświadczenia, pozwalam sobie na stwierdzenie, iż zajmowanie się krytyką literacką jest zajęciem czasochłonnym (kilka dni czyta się często grubaśną książkę, potem poświęca się dobrych kilka lub kilkanaście godzin na napisanie recenzji), nieopłacalnym finansowo (za którą to recenzję otrzymuje się, powiedzmy, 98 zł albo zgoła nic, jak to się zdarza w dobie portali internetowych), niewdzięcznym (kiedy się pisze, co się naprawdę myśli, ludzie się nierzadko obrażają), blokującym potencję twórczą (człowiek się rozwija i ma do powiedzenia coraz więcej, a tymczasem żąda się od niego coraz krótszych tekstów), odbierającym wiarę w człowieka (redakcje często w ogóle nie odpowiadają na wysyłane im teksty) itd.  Keep Reading →

Mariusz Szczygieł w Legnicy

Mariusz Szczygieł: Zrób sobie raj

Mariusz Szczygieł: Zrób sobie raj

Na spotkanie z Mariuszem Szczygłem w legnickiej Letii (Letia Business Center – obiekt biurowo-konferencyjny) przyszedłem na kwadrans przed czasem, a już na wolnostojące miejsce siedzące się nie załapałem. Wszystko zajęte przez już obecnych albo okupowane przez nich dla jeszcze nieobecnych, a spodziewanych. Ponieważ nie zaliczałem się do żadnej z tych grup – byłem obecny, choć nikt mnie tutaj specjalnie nie oczekiwał – zacząłem obawiać się, że będę zmuszony do konsumowania literatury na stojąco, czego ani nie lubię, ani nie praktykuję. Szczęściem akurat hurmem zdecydowano się na nielegalne – jak mniemam – zajęcie kilkunastu miejsc na podwyższeniu pierwotnie do tego nieprzeznaczonym. A że dokonała tego grupa czytelników i czytelniczek w podeszłym wieku – do której słusznie, acz samowolnie się zaliczyłem – a do tego pod przywództwem pani dyrektor biblioteki miejskiej, nikt nie śmiał protestować.     Keep Reading →

O utrapieniu, jakie przynosi pisanie wierszy

Przyznaję, od czasu do czasu zdarza mi się jeszcze pisywać wiersze. Nigdy nie widziałem w tym nic złego. W swojej naiwności myślałem nawet, że to poniekąd dobrze, a może nawet i szlachetnie tak dłubać sobie a muzom w słowach, nie licząc na karierę ani żadne profity. Myliłem się. W końcu to moje niezobowiązujące, prywatne i nieszkodliwe – w moim mniemaniu – wierszopisanie okazało się nie tylko niedobre, nie tylko mało szlachetne, ale i wszeteczne.

Tak się bowiem złożyło, że ostatnimi czasy machnąłem takie sobie cztery dwunastowierszowe poemaciki, które w sam raz ułożyły mi się w nowy – po czternastu latach – zbiorek wierszy. Keep Reading →