Co robi literatura?

Tomicki - zmniejsz200Nie uważam, aby „interpretowanie wierszy” miałoby być celem samym w sobie (chyba że dla zatwardziałych akademików). Jestem też zdania, że zarówno pisanie wierszy, jak i ich czytanie są po prostu pewnymi przejawami życia duchowego człowieka, przejawami szczególnymi, a nawet – jak twierdzi Ryszard Nycz, i ja się z nim zgadzam – uprzywilejowanymi (literatura jako „forma narracyjnego rozumienia, dramatycznego rozwinięcia czy lirycznego wypowiedzenia” porządku – i nieporządku – życia). Życie duchowe zaś to nic innego jak życie psychiczne. Psychologia jest zatem tą dziedziną myśli ludzkiej – celowo nie używam określenia: naukową – która wydaje się najbardziej uprawniona do tego, aby owe przejawy badać, czyli analizować i interpretować. Nawet, jeżeli są nimi wiersze. Literaturoznawcy są bowiem „znawcami” tylko od układania słów w linie bądź w słupki, w zdania i wersy, w ciągi syntaktyczne i fabularne etc. Badają tzw. „uporządkowanie naddane”, ale przejawem czego jest to uporządkowanie – jakich pragnień, potrzeb czy lęków – i w jaki sposób literatura, wraz ze wszystkim, co ze sobą niesie, oddziałuje na psychikę odbiorców, oraz na samego autora, to już przekracza ich kompetencje. I jeżeli wypowiadają się na ten temat – a z konieczności to robią – wykraczają poza swoją dziedzinę i zabierają głos de facto jako laicy.

Fragment książki Po obu stronach lustra. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego

 

Żyć i pisać powieść to jedno i to samo (Imre Kertesz, Dziennik galernika).

Poezja we właściwy sposób pozwala zamieszkiwać. Dzięki czemu zaś uzyskujemy mieszkanie? Dzięki budowaniu. Poezja, jako pozwalająca zamieszkiwać, jest budowaniem. W ten sposób stoimy przed podwójnym zadaniem: najpierw myślenia na podstawie istoty zamieszkiwania tego, co zwie się egzystencją człowieka, następnie zaś myślenia istoty poezji pozwalającej zamieszkiwać jako pewnego, może nawet wyróżnionego budowania (Martin Heidegger, „…poetycko mieszka człowiek…”).

Dziecko jest samą szczerością, a i dorosły też może być szczery, o ile nie jest pisarzem (Ralph Waldo Emerson, The Journals and Miscellaneous Notebooks of Ralph Waldo Emerson).

Literatura, w odróżnieniu od innych rodzajów pisania (a także innych rodzajów czytania), nie rozwiązuje żadnych problemów i nie ocala żadnych dusz; mimo to, jak stanie się jasne, podkreślam, iż jest ona efektywna, nawet jeśli jej efekty nie są dostatecznie przewidywalne, aby służyć politycznym lub moralnym programom (Derek Attridge, Jednostkowość literatury).

Literatura to nierealność sama albo dokładniej – literatura nie tylko nie jest analogiczną kopią tego, co rzeczywiste, lecz wręcz przeciwnie: świadomością nierzeczywistości języka. Literatura najbardziej prawdziwa to literatura, która zdaje sobie sprawę z tego, że jest najbardziej nierzeczywista (Roland Barthes, Mit i znak).

Literatura społeczeństwa wolnego dysponuje prawem do osądzania, co społeczeństwo ze swoją wolnością robi – jak i czy potrafi ją zagospodarować (Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji).

Przestrzeń literatury jest nie tylko przestrzenią zinstytucjonalizowanej fikcji, ale też fikcyjną instytucją, która z zasady pozwala powiedzieć wszystko. Powiedzieć wszystko to bez wątpienia zebrać poprzez przekład wszystkie figury w jedną całość, scalić przez formalizację, lecz powiedzieć wszystko to także zerwać z zakazami, wyrwać się, wyswobodzić, na każdym polu, gdzie prawo może zrzec się prawa. Prawo literatury z zasady zmierza do odrzucenia, bądź zawieszenia prawa. Pozwala więc na przemyślenie istoty prawa w doświadczeniu owego „powiedzieć wszystko”. Jest to instytucja, która zmierza do przekroczenia instytucji (Jacques Derrida, Ta dziwna instytucja zwana literaturą).

Wydaje się wszakże, że w tego rodzaju tendencji chodzi o gruntowniejszą krytykę relacji literatura-rzeczywistość; relacji, która nie daje się pojąć w kategoriach opozycji, alternatywy czy oboczności autonomicznych dziedzin. Za sprawą wkroczenia osoby do tekstu granica zostaje przełamana i zatarta. Literatura zaś na nowo się uprawomocnia, włączając się w porządek (i nieporządek) życia jako – uprawniona, a może nawet uprzywilejowana – forma jego narracyjnego rozumienia, dramatycznego rozwinięcia czy lirycznego wypowiedzenia (Ryszard Nycz, Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej).

Nie ma takiej okoliczności, w której czytanie by szkodziło, a już przy pisaniu? Otóż przy pisaniu czytać należy jak najwięcej – utalentowanemu nie zaszkodzi, grafomana nie wyleczy. Literatura, która czerpie z literatury – może być w tym pozór jałowizny. Tylko „może” i tylko „pozór”, albowiem – z całą pewnością – literatura obchodząca się bez literatury skazana jest na klęskę (Jerzy Pilch, Drugi dziennik)




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *