Z podmiotu w przedmiot
Zanim ruszyłem drogą na czarny
Węgliniec, długo gapiłem się w wodę
w Dolinie Choińca. Tylko nad wodą
jestem zdolny i skłonny zatrzymać się
dłużej, usiedzieć, ustać, zostać
z niczym przy sobie, nie myśleć
o nikim. Stanąłem nad wodą
i bez większego pośpiechu z podmiotu
zamieniam się w przedmiot, po czym
zaczynam tęsknić.
Parę osób
Przy Żelaznym Moście mijam matkę
z dzieciątkiem. Ja idę z Piekielnej Doliny,
oni na Chojnik. Ja schodzę w dół,
oni ciągną ku górze, w stronę chmur.
Jeszcze w Cieplicach albo Legnicy
miałem coś do zgubienia i znalezienia,
coś do dodania i do oddania. Oraz coś
do paru osób. W drodze w dół potoku
na każde trzy osoby zostaje mi jedna.
I właśnie z tą jedną od roku się żegnam.
Pielgrzymki do źródeł
W Zimnej Dolinie nad Podgórzynem
listopad rozbiera do samej kości nie tylko
przeszłość, ale także Dziewczynę,
która do maja poiła mnie wodą
jednego z pięciu tutejszych potoków,
a potem sama przestała ją pić.
Odkąd nie spijam wody z ust
pewnej Dziewczyny, nie tyle
wyobrażam sobie, ile nie wyobrażam,
że nie istnieliśmy. Że były
tylko pielgrzymki do źródeł,
które nigdy nie biły
lub takich, co wyschły.
Grzegorz Tomicki