Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

Joanna Bator: Ciemno, prawie noc

W stosownym czasie nie przeczytałem głośnej powieści Joanny Bator Ciemno, prawie noc (Nagroda Literacka Nike 2013). Czytam bowiem chaotycznie i przypadkowo. I zależnie od rozmaitych dziwacznych kaprysów, których nie staram się nawet zrozumieć. Niedawno jednak wpadł mi w ręce całkiem przyzwoicie zrealizowany audiobook (czyta Anna Buczek), postanowiłem więc skorzystać z okazji i nadrobić chociaż tę jedną lekturową zaległość. Tym bardziej, że o książce słyszałem wiele tyleż dobrego, co złego, a to mnie zawsze niezdrowo podnieca, jak wiecie. Reasumując owe fachowe i niefachowe opinie, sprowadzają się one do stwierdzenia, że powieść „i zachwyca, i rozczarowuje”, jak brzmi tytuł jednej z recenzji (który to tytuł mnie osobiście nie zachwyca).

Fachowi i niefachowi pożeracze polskiej i światowej prozy – w tym powieści Joanny Bator Ciemno, prawie noc – zżymali się zazwyczaj na wielkie pomieszanie wątków, konwencji, stylów, rejestrów, gatunków, które w powieści Bator nie składają się jakoby na spójną całość. Ach, ci niezmordowani tropiciele Spójności, ci uparci poszukiwacze Zaginionej Arki, Świętego Graala, Bursztynowej Komnaty i Złotego Pociągu w jednym. Łakną tej Spójności niczym kania dżdżu, a łakną jej właśnie dlatego, że – jak kania dżdżu – dawno jej nie widzieli, tj. w życiu codziennym nie widzieli jej nigdy, choć kiedyś natykali się na nią w literaturze, tej czy owej filozofii, nauce, teorii tudzież – co gorsza – ideologii, ale teraz spotykają ją coraz rzadziej, przez co tym bardziej jej pożądają, tym bardziej jej pragną, tym wytrwalej ją konstruują i tym mocniej się jej trzymają, skoro już skonstruowali. A potem mają pretensje, że ktoś pod nimi dołki kopie, kłody pod nogi rzuca i w tym konstruowaniu nie chce pomagać, a nawet – o zgrozo! – konstruowanie to obnaża albo się na nie wypina.

Tak też w przypadku powieści Joanny Bator Ciemno, prawie noc mowa jest cięgiem o haniebnym mieszaniu psychologii z mitologią, metafizyki z fizyką, powieści obyczajowej z satyryczną, thrillerem, kryminałem tudzież realizmem magicznym i niemagicznnym, o „pachworku historii, form i konwencji”, o nieprzystojnym misz-maszu i ogólnym poplątaniu z pomieszaniem, o tym, że „kilka elementów jednak nie przekonuje”, że „zbyt wiele grzybków w tym literackim barszczu” i tak dalej w ten nad wyraz spójny deseń. Ale czemuż widzą źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegają? – mógłbym zapytać, ale z poczucia taktu nie pytam. Bo przecież ci sami poszukiwacze Spójności twierdzą, że powieść ich nie tylko „rozczarowuje”, ale i „zachwyca”, że jest porywająca, choć „kilka elementów jednak nie przekonuje” i tak dalej w ten nad wyraz niespójny deseń.

Wiele mogę znieść i faktycznie wiele już zniosłem, a nawet wybaczyłem. Na przykład opinię fachowej recenzentki „Polityki”, jakoby Bator powinna dostać Nike „za dwie poprzednie wspaniałe powieści Piaskowa góraChmurdalia”, nie zaś za „książkę mniejszej wagi”, czyli Ciemno prawie noc, zniosłem dzielnie i bez krępacji recenzentce wybaczyłem, bo co mi szkodzi.

Zdanie niefachowego recenzenta, że Ciemno, prawie noc to „Żołądkowa Gorzka polskiej literatury: wyjątkowa w smaku, mocna i aromatyczna, nasza ojczyźniana, która ma sporą szansę odnieść sukces komercyjny i która w końcu na potencjalnym odbiorcy może zostawić piętno w postaci wielkiego kaca” w ogóle puszczam mimo uszu, a nawet przychodzi mi to z dziecinną łatwością.

Kiedy jednak czytam o tym, że autorka nie mogła się zdecydować, czy pisze horror, czy baśń, dzielne znoszenie, zwykłe wybaczanie tudzież zbawienne puszczanie mimo uszu nie mają już zastosowania, górę bierze bowiem bezdenne zdziwienie, a może i pusty śmiech. Bo czyż baśń nie była zawsze – czyli od dawien dawna – także horrorem? Czy Jan Chrystian Andersen i bracia Grimm też nie mogli się zdecydować, czy piszą horror, czy baśń, a jednak stworzyli rzeczy piękne i straszne zarazem?

W przypadku strasznobaśniowego świata Alicji Tabor – głównej bohaterki powieści Joanny Bator Ciemno, prawie noc – sprawa ma się jeszcze prościej, posiada on bowiem swoje uzasadnienie naddane, że tak powiem. Otóż powracająca do mrocznej (traumatycznej) wałbrzyskiej krainy dzieciństwa Pancerna Alicja vel Wielbłądka vel Siusiumajtka ożywia uśpione dziecięce upiory, budząc przy okazji nowe, całkiem już „dorosłe” i jak najbardziej realne. W ten sposób dziecięca wrażliwość przenika się z neurotyczną nadwrażliwością osoby dorosłej, infantylny punkt widzenia nakłada się na optykę „zdroworozsądkową” i racjonalną, z tym że nie wiadomo, co gorsze: dziecięce zwidy czy dorosła makabra. Pancernik jest jednocześnie Siusiumajtką, baśń horrorem, rzeczywistość nierzeczywistością, prawda fikcją, życie snem itd. Krótko mówiąc, w tym świecie wszelkie podziały tracą rację bytu, możliwe jest wszystko i wszystko jest zaledwie możliwością. Czyli normalnie, jak w życiu. Cały ten wspomniany fachowy i niefachowy raban o Formę – owo wołanie o Spójność i Decorum – to zatem zwykłe bicie piany. Recenzenci narzekają po prostu dlatego, że rzecz nie jest w ich – mocno konwencjonalnym – guście.

Tymczasem jak najbardziej fachowa recenzenta wyjątkowo fachowego „Dwutygodnika” – o czym piszę bez kpiny – donosi, iż w powieści Joanny Bator Ciemno, prawie noc „uogólniająca konwencja baśni miesza się z narzędziami literatury zupełnie nieźle, ale kiedy za pomocą tych samych środków autorka opowiadać próbuje także prawdziwą historię – zaczyna zgrzytać”. Otóż to. Chodzi właśnie o tę „prawdziwą historię” i o ten „zgrzyt”. Tylko że ja i recenzentka rozumiemy je zupełnie inaczej. To nie „narzędzia literatury” zgrzytają. Zgrzyta „prawdziwa historia”. Bo nie chce być „prawdziwa” na sposób spójny, konwencjonalny i łatwo uchwytny. Nie chce być literacka, logiczna i dobrze poukładana.  Ale czy można mieć o to pretensje do „prawdziwej historii”, tj. do rzeczywistości?

Poza tym w naszym ponowoczesnym świecie już sześcioletnie dzieci wiedzą, że „prawdziwe historie” podobnie jak „prawdziwe opowieści” to w gruncie rzeczy „prawdziwe” oksymorony – można je między bajki, a może i horrory włożyć.

Grzegorz Tomicki

“Twórczość” 11/2019

Autor: Joanna Bator
Tytuł: Ciemno, prawie noc
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.
Miejsce i data wydania: Warszawa 2019
Stron: 464
ISBN: 9788328060968



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *