Grzegorz Tomicki – 5 wierszy (Plaża. Ciemnia)

 

Cudze wiersze

Od kiedy nie kręcą mnie cudze wiersze
(cudze wiersze nic ze mną nie robią),
a własne nie zawsze, uprawiam

niespiesznie lirykę drogi, do czego
potrzebuję dwóch nóg (a jednak nie mogę
usiedzieć, ustać), nie potrzebuję zaś głowy.

Kiedyś umiałem uleżeć się i przespać
ze wszystkim, ale teraz nie umiem. Odkąd
nie mieszkam już w cudzym pięknie

i nie kocham jak dawniej (jak nikt),
liryka drogi zbyt często sprowadza mnie
na Drogę Głodu. A Ciebie? 

 

Cudze piękno

Od kiedy nie kręcą mnie cudze wiersze
(w cudzym pięknie nie mieszkam),
uprawiam niespiesznie lirykę drogi,

jakbym niczego innego nie miał
prócz nóg. W drodze na górę Mrowiec
na cmentarzu z Białym Jezusem

w Bukowcu znalazłem swój początek
i koniec innych poślednich dróg. Odkąd
nie mieszkam już w Twoim pięknie,

liryka drogi sprowadza mnie na długą
jak stąd do wieczności (według innej
wersji do Ogorzelca) Drogę Głodu,

przez co już nigdzie nie mieszkam.

 

Liryka drogi

Odkąd nie kręcą mnie cudze wiersze,
(w cudzym pięknie nie mieszkam)
zamiast pchać się z Przełęczy

Kowarskiej do Ogorzelca (według
innych źródeł przez Ogorzelec), ciągnę
Doliną Jedlicy na górę Mrowiec,

gdzie mam zamiar poszukać początku
i końca (według innej wersji nie mam
zamiaru), tymczasem na starym

cmentarzu w Bukowcu znajduję źródło
miłości, przez które chodzę spragniony
i głodny (długo tak nie pociągnę)

tak samo jak bez źródła.

 

Droga Głodu

Od kiedy nie mieszkam już w cudzych
wierszach (ani własnych) jak w pięknie,
żyję skrzętnie schowany pod gołym

niebieskim niebem. W drodze z Przełęczy
Kowarskiej do Ogorzelca i Pisarzowic
(gdzie ja nie chodzę!) na zmianę żegnam

się z życiem i jednam (kręć się,
wrzeciono, kręć). Chodzę, więc jestem
zawsze tak samo spragniony i głodny

jak pół śmierci albo ćwierć.

 

Liryka nieśmiertelności

Odkąd nie mieszkam już w Twoim pięknie
jak w wierszach, przestałem w nie wierzyć,
uprawiam za to pospieszną lirykę drogi,

jakbym w życiu niczego innego nie robił
i już nie będę. W drodze na Diabelską
Ambonę myślę o Tobie i pięknie,

którym się nigdy nie można nasycić
(nie można go dotknąć, uchwycić),
choć ciągle próbuję je złapać na lep

przedsiębiorczości, to znaczy wdrażam
zorganizowane działania ukierunkowane
na generowanie korzyści na rynku

nieśmiertelności (jak dotąd bez skutku).

 

Grzegorz Tomicki

Pierwodruk: Plaża.Ciemnia

Wiersze ukażą się w tomiku Liryka drogi (Wydawnictwo Convivo)



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.