Marcin Orliński: Tętno

Informacje szczegółowe

Autor: Marcin Orliński
Tytuł: Tętno
Wydawca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi | Dom Literatury w Łodzi
Miejsce i data wydania: Łódź 2014
Redaktor serii i tomu: Przemysław Owczarek
Okładka: miękka
ISBN: 9788362733231

Marcin Orliński: Tętno (fragmenty)

W drugą stronę

Nie powinno się zaczynać od nie. Więc zacznę
od więc. Na przekór polonistom, psychologom,

specjalistom od reklamy, frajerom od równego
chodzenia, miarowego oddychania, estetycznego

wyglądu i bezwonnego podcierania dupy.
Rewolucja zaczyna się tu: na tych kilku

centymetrach kwadratowych.

Jeszcze chwila,
jeszcze jeden telefon, jeden e-mail i centymetry

zmienią się w metry i kilometry. Odwróć się.
Zbierz do kupy swoje poglądy, a potem im

zaprzecz. Przeczytaj książkę o czymś, co nigdy
cię nie interesowało. Największe problemy leżą

na ulicy. Twoje właściwe miejsce to brak miejsca.
Dopiero poza miejscem zaczynasz być sobą.

Próżnia

Podobno z perspektywy fizyki jesteśmy zupełnie
przezroczyści. I więcej w nas próżni niż materii.

To dosyć zabawne. Próżnia wyobraża sobie próżnię.
Próżnia idzie do sklepu i prosi o trzy kilo próżni.

A potem wypróżnia się próżnią. Najśmieszniejszy
jest fakt, że to przecież czysty materializm, zero

ducha. Ale o czym to rozmawialiśmy? Ach,
już wiem. Czy widział ktoś mój kieliszek?

Erotyk

Gwiazdy muszą mieć niezłą pamięć. Bo przecież
zawsze doskonale wiedzą skąd, którędy i dokąd.

Każdej nocy świat przypomina o swojej symetrii
i banalności. Ciało ciągnie ku ciału i ta sama

ślina od tysięcy lat wiedzie usta ku ustom.
Ta sama siła łączy nas i odpycha, kiedy nagle

czujesz się zmęczona moim ciągłym smutkiem.
Kiedy nagle mój smutek nie potrafi już unieść

mężczyzny, którego niosą twoje oczy. Ta sama
siła wznosi nas i popycha ku ziemi.

Okno

Co do gwiazd, owszem, lubię na nie patrzeć.
Zwłaszcza po takim dniu jak ten. Po dniu jak psu

z gardła, jak pognieciona gazeta. Okno wielkie,
rozwarte na oścież, przywraca mnie materii.

W niebieskich rejestrach nie znajdzie się miejsce
na dzisiejszą awanturę w urzędzie ani coraz większą

odrazę do własnego odbicia w lustrze. Gazeta
prostuje się i kurczy do punktu. Tysiące białych

punktów jako dowód na bezcelowość człowieczych
działań, taką dysertację napisać. Albo: Milczenie

nieba, a także płynące stąd pożytki dla mniej
i bardziej nieszczęśliwych mieszkańców planety.

Pierwszy wiersz o miłości

Pieprzę ulice, które próbują sobie przywłaszczyć
zaślinieni deweloperzy i bezmyślni urzędnicy.

Pieprzę kolegów, którzy zapowiadali się
na kolegów, a potem mnie wykolegowali.

Pieprzę półki w moim małym mieszkaniu, które
uginają się pod ciężarem niepotrzebnych teorii.

Pieprzę rozpuszczalniki sensu i inne detergenty,
które odwracają uwagę od rzeczy ważnych.

Pieprzę idiotów, którzy wiedzą wszystko
na każdy temat, i cwaniaków z zadartym nosem.

Pieprzę listy motywacyjne, w których sprzedawałem
swój czas, bo czasu nie wolno sprzedawać.

Pieprzę korporacje za to, że pieprzą mnie na każdym
kroku, nawet kiedy się pieprzę i kiedy umieram.

Pieprzę kościół, który pieprzy dzieci, błogosławi
czołgi, i rozkrada ziemię, tę ziemię.

Pieprzę filozofów, którzy stworzyli Boga i zabili
Boga, bo nieskończona jest władza człowieka nad ludźmi.

Pieprzę miłość z grubych, ociężałych romansów,
bo prawdziwa miłość rwie się we wszystkie strony.

Co jeszcze? Kocham i bywam nieznośny.
Ale przede wszystkim kocham.

Życie w stadzie

Nie jesteśmy przygotowani na życie w stadzie,
bo nie jesteśmy przygotowani na życie

poza stadem. Przetrwanie w mieści graniczy
z absurdem, na wsi – z cudem. Musisz dogadać się

ze swoimi dłońmi i głową – powtarzał mi kiedyś
znajomy. A może coś przekręciłem? Czas wziąć

się w garść. Czas wrócić do siebie, jeśli się z siebie
wyszło. W najgorszym razie – poprosić o pomoc

sąsiada. Najlepiej tego, który sam wyszedł
właśnie ze szpitala. Będzie dobrym pasterzem.

Co istnieje

Nie istnieje poezja. Każdy wiersz jest bowiem
pocztówką z wakacji albo nekrologiem. Nie istnieje

interpretacja. Każda lektura to tylko ruch dłoni
w kasie dworcowej albo lampka w oknie podczas

jesiennej wichury. Nie istnieje człowiek. Są tylko
próby ubrania kruchego i brzydkiego ciała

w ciepły lub elegancki strój. I nie, nie istnieje
nic takiego, jak niewyjaśnione okoliczności

śmierci. Śmierć jest zawsze przeraźliwie jasna.
Istnieją tylko niewyjaśnione okoliczności śmierci.

Przyczyny

(…) myślenie może być
przyczyną różnych chorób (…)

Marcin Orliński: Tętno, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2014

„Siedzący nigdy nie zrozumie biegnącego. Trzeba więc odłożyć na bok wszystkie zsiadłe teorie, wyjść z siebie i pobiec w miasto z Marcinem Orlińskim. Świat się szerzej otworzy i ciekawiej zaznaczy dla bezinteresownych biegaczy”.

Zbigniew Machej

Marcin Orliński Tętno
Marcin Orliński Tętno

➡️ Zobacz katalog wszytskiech tekstów na stronie Inne Lektury

Inne Lektury logo