Informacje szczegółowe
Autor: Zbigniew Machej
Tytuł: Mroczny przedmiot podążania
Wydawca: Biuro Literackie
Miejsce i data wydania: Wrocław 2014
Stron: 320
Okładka: miękka
ISBN: 9788363129729
Kup książkę w najniższej cenie
Tyłem do poezji polskiej odwrócony. O poezji Zbigniewa Macheja na marginesie lektury tomu Mroczny przedmiot podążania
O ile tytuł nowej książki Zbigniewa Macheja – Mroczny przedmiot podążania – jest co najmniej zgrabny, o tyle tytułowy poemat jest po prostu zjawiskowy. Zjawiskowy i chyba jedyny w swoim rodzaju, jeśli chodzi o tego autora. Prawdę mówiąc, czegoś takiego się nie spodziewałem. Rozmach, długa fraza, strumień cudownie wybujałej mowy, co ja mówię: rwąca rzeka, która unosi ze sobą wszystko, co napotka po drodze.
„Człowiek jest niestrudzonym poszukiwaczem rozkoszy”, mawiał Freud. Jeżeli wierzę w jakąkolwiek mitologię – a mitologią jest wszystko, co nadaje znaczenie i sens ludzkiej egzystencji – to chyba właśnie w tę.
Człowiek przede wszystkim pożąda, a jego życie jest nieustannym podążaniem za tym pożądaniem. Machej opisuje jego ciemną stronę: „Najpierw kadzidła krwawych liturgii, potem łuny / imperialnych eksterminacji, konwoje niewolników, / piramidy z kości, cuda nie widy, wyprawy krzyżowe,/ przyprawy ogniowe, konkwisty, reformacje, kontrrewolucje,/ oświecenia, błyskawice gilotyn, siódme poty,/ gwiazdki w oczach, bagnety, zasieki, transkontynentalny / ubój, iperyt, krematoria” itd. Aż się chce i nie chce zarazem cytować dalej. Zbyt dosłowne, zbyt okrutne, chciałoby się rzec: nie-Machejowe. I bardzo dobrze, że nie.
Oczywiście, podążanie za pożądaniem nie musi przybierać takiej apokaliptycznej formy. I to właśnie autor Legend praskiego metra kojarzy się raczej z jaśniejszą stroną tego podążania. Typowe dla niego są raczej frazy idylliczne: „Słodko jest usiąść z dziećmi / na ławce przy Wehlheider Platz / i popijać colę. Mamy tu przyjemny skwer, / kawiarnię, aptekę oraz sklep z zabawkami / i innymi miłymi bzdurami / przeznaczonymi na prezenty”.
Przyznam, że z tym aspektem tej poezji miałem zawsze kłopot. Bo owszem, rozumiem: „słodko”, „przyjemny skwer” i „inne miłe bzdury” to bardzo klawo i nawet osobiście bardzo lubię, ale po co o tym zaraz pisać wiersze? Czy jest w ogóle o czym? Ja wolę raczej ostro, z werwą, pod włos, na przekór. I koniecznie o czymś ważnym. Gorącym lub zimnym jak lód. Byle nie letnim. A jednak ciągle mnie coś do tych lekkich wierszy Macheja ciągnęło. Bo właściwie co jest ważne? I czy to rzekomo „nieważne” nie jest czasami właśnie pod włos i na przekór z tą swoją ostentacyjną nieważnością?
Aż tu nagle małe (nie ufam innym) olśnienie. W jednym z wierszy poeta parodiuje dąsy krytyków: „katarynkowate rymowanie / zmienić się w poezję nie jest w stanie. / Wiersze fraszkowate i jałowe, / projekt wydumany i chybiony, / tyłem do poezji polskiej odwrócony. / Nie ma w tym projekcie, w tych wierszykach nic. / Po co ma to czytać kulturalny widz?”. Otóż to. Wiersze Macheja konsternują. Czyż nie tego chcę od poezji? Być zbijany z tropu, zaskakiwany, zmuszany do fundamentalnych – zwłaszcza co do literatury – refleksji?
Czy „katarynkowate rymowanie” naprawdę nie jest w stanie zmienić się w poezję? Czy „wiersze fraszkowate” muszą być koniecznie jałowe? Czy odwracanie się tyłem do poezji, np. poprzez kontestowanie jej dominujących wzorców, nie jest najlepszym sposobem na to, aby ją rozruszać, ożywiać, ruszyć z posad? Nie ma po co czytać tego „kulturalny widz”? No to właśnie ja sobie chętnie poczytam. Bo jeżeli miewałem z tymi wierszami kłopot, to był mój kłopot. Wynikający z moich ograniczeń i uwarunkowań, z których nie do końca potrafiłem się wyzwolić. Chciałem być zaskakiwany, ale w pewnych ściśle określonych – że tak splunę – granicach.
Aby zatem czerpać radość z czytania tych wierszy, musiałem wykrzesać z siebie odrobinę heroizmu i wykroczyć poza aktualne ramy myślenia o poezji. Powrócić do jej źródeł. Do czasów jej „niewinności”. Najlepiej wprost do Kochanowskiego. Bo Machej – taki wyniosłem heretycki wniosek z lektury Mrocznego przedmiotu podążania – to Kochanowski naszych czasów. Tyle, że będący w nieporównanie bardziej niewygodnej sytuacji, bo zupełnie niepasujący do swoich współczesnych. Ale czy niewygodna sytuacja nie jest dla poety sytuacją idealną? Cóż po poecie opływającym w wygody i pieszczonym przez krytyków? „To, co w nowej poezji najciekawsze, i tak tworzone jest rzez outsiderów”, powiedział przy jakiejś okazji poeta. I ja się z tym zgadzam.
Wypada też chyba napomknąć, że to, co w polskiej poezji uchodzi obecnie za outsiderstwo, w literaturze innych krajów bynajmniej nim być nie musi. I faktycznie nie jest. Na przykład w Czechach Machej za „odwróconego od poezji” na pewno by nie uchodził. Podejrzewam, że w kilku innych krajach także. Jeżeli zaś rzucić tę poezję na tło polskiej tradycji literackiej, nagle objawiłaby się ona jako naturalna kontynuacja pewnych od zarania do dziś istniejących w niej nurtów.
Gdybym miał skrótowo – a jakoś tak się zawsze dzieje, że inaczej nie ma okazji – scharakteryzować tę twórczość, powiedziałbym mniej więcej tak: prostota, zmysłowość, radość pisania, lekkość pióra, dystans, subtelna ironia, humor, rytmy i rymy, piosenkowość, idylliczność wymieszana z melancholią, erotyka, „rozluźniona dykcja uwolnionej wyobraźni” (Maliszewski), rozmaite tradycje literackie, z akcentem na te najwcześniejsze, przede wszystkim renesans (Kochanowski), ale i barok (koncepty), Baka, ale i Tuwim, i Gałczyński, i Słowacki, i Szymborska i wiele, wiele innych.
Dużo też mówi o tej poezji samo wyliczenie używanych – przeważnie ironicznie, co nie znaczy, że koniecznie kpiarsko – w niej gatunków: wiersze, poematy, krótkie prozy, piosenki, przyśpiewki, ballady, fraszki, pieśni, lamenty, aforyzmy, apokryfy, gawędy, modlitwy, nawet fragmenty epopei. A jeszcze więcej chyba same „gatunkowe” tytuły: Aforyzmy o dziwności życia, Pijany polski wiersz transgraniczny, Ballada o trumnie z podsłuchem, Ballada polskiego żołnierza w Iraku jesienią 2007 roku, Dwie fraszki o żałobie, Lament 48-letniego rencisty po upadku na schodach w domu jego ojca, 74-letniego emeryta, Sceny pasyjne i wielkanocne z Budapesztu, Apokryf naddunajski, Ułamek zaginionej epopei” itp.
Osobiście cenię Macheja właśnie za tę jego wspaniałą nieprzystawalność do mainstreamu, nawet tego pojętego zupełnie niszowo, awangardowo-poetycko. Rzeczywiście, w polskiej poezji Machej nie pasuje do nikogo i do niczego. W tym sensie jest poetą, którego nie da się nikim i niczym zastąpić. Gdyby go zatem nie było, byłoby po prostu mniej polskiej poezji. A nam, czytelnikom, byłoby w niej dużo ciaśniej.
Grzegorz Tomicki
Zbigniew Machej, Mroczny przedmiot podążania, Biuro Literackie, Wrocław 2014
Tekst ukazał się na portalu Biura Literackie, portliteracki.pl, 5.07.2014, pt. Tyłem do poezji polskiej odwrócony
Czytaj także:

Mroczny przedmiot podążania
➡️ Zobacz katalog wszytskiech tekstów na stronie Inne Lektury
