Grzegorz Tomicki: Po obu stronach lustra. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego (nota)

Tomicki Grzegorz - Po obu stronach lustra. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-DyckiegoKsiążka Grzegorza Tomickiego to odważny skok pomiędzy poezją a pojęciami psychoanalizy. Tomicki korzystając ze źródeł psychologicznych i filozoficznych czyta wiersze Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego w sposób, który działania twórcze podmiotu i zabiegi powiązane z konstruowaniem poetyckiego świata przedstawia w kategoriach rzeczywistych zachowań umysłu psychotycznego, w trakcie pełnego trudu układania sobie relacji z tym światem i ze sobą. Rozmaite figury sensu u Tomickiego okazują się subtelnymi obrazami traum, kompleksów, natręctw i wynikającego z nich cierpienia, z którego intensywności tym lepiej zdaje sprawę poezja. Mamy tu do czynienia z frapującym pomysłem nie tylko na książkę, ale i na literaturę.
Joanna Orska

Rezultat podstawowy pracy wykonanej przez Grzegorza Tomickiego to wielostronny, wnikliwy i całkowicie nowy, oryginalny opis obszernej i dzisiaj wciąż niewystarczająco odczytanej twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, jednego z najbardziej niezależnych artystycznie współczesnych poetów. Opis ten otrzymał postać wszechstronnej eksplikacji, uwzględniającej konteksty kultury literackiej i świadomości humanistycznej. Precyzyjna analiza tekstu pozwoliła na świeże i nowe, oryginalne odczytania i na pogłębione interpretacje, wzbogacające naszą wiedzę o twórczości tego poety.
Andrzej Zawada

Tomicki dobrze wyczuwa dialektyczne napięcia tej poezji, komplikowane dodatkowo kolejnymi piętrami ironii. Kto więc ląduje na symbolicznej kozetce, gdy rozpracowywany jest splot rozmaitych objawów chorobowych, jakie kłębią się w wierszach? Być może takie pytanie jest tu w ogóle nie na miejscu. Zwłaszcza że, jak pokazuje badacz, pewien dyskomfort egzystencjalny, zdradzany przez podmiot wierszy Dyckiego, ma charakter ponadjednostkowy i należy do flagowych problemów tęskniącego za pełnią ponowoczesnego podmiotu uniwersalnego (spotkać go można również u takich współczesnych poetów, jak Marcin Świetlicki czy Jacek Podsiadło). Jego wspólnym z pozostałymi mianownikiem jest „brak pierwotnego poczucia bezpieczeństwa ontologicznego”, czyli po prostu doświadczenie pustki egzystencji.
Marek Olszewski, „Nowe Książki” 7-8/2016

Książka zawiera 10 niepublikowanych wierszy Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego z cyklu jasnowidzenie.


Autor: Grzegorz Tomicki
Tytuł: Po obu stronach lustra. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
Wydawnictwo FORMA / Fundacja Literatury im. Henryka Berezy
Szczecin, Bezrzecze 2015
ISBN: 9788364974427 (druk)
ISBN: 9788364974434 (ebook)


Recenzje:

Fragmenty książki:

O ile u Świetlickiego i Podsiadły – oraz wielu innych poetów – wątpienie we własne istnienie można uznać za artystyczne hiperbolizowanie określonych stanów uczuciowych czy też egzystencjalnej tęsknoty za pełnią tudzież autentycznością istnienia, o tyle u Tkaczyszyna-Dyckiego ów dyskomfort egzystencjalny przybiera postać par excellence braku pierwotnego poczucia bezpieczeństwa ontologicznego. Jest fundamentem schizoidalnej – a chwilami schizofrenicznej – struktury osobowościowej lirycznego „ja”, integralną częścią jego jestestwa, a tym samym filtrem, przesłoną, ramą, poprzez którą postrzega ono – i prezentuje czytelnikowi – obraz samego siebie i rzeczywistości zewnętrznej. U Dyckiego „ja” nie tyle „jest tak, jakby go nie było”, ile momentami wprost „nie jest”, jest martwe, jest pustką, we własnym poczuciu dosłownie nie istnieje.

*

Czytane kontekście egzystencjalno-psychologicznym wiersze Tkaczyszyna-Dyckiego nabierają nowego wyrazu. Przede wszystkim, ujawniane w nich emocje mogą być odczytywane o wiele bardziej dosłownie, a więc nie jako wynik ich literackich – a więc konwencjonalnych, umownych, tropologicznych – ujęć czy opracowań, lecz jako bardziej bezpośredni przejaw schizoidalnego czy schizofrenicznego świata przeżyć. W każdym razie dosłowność niektórych sformułowań, obrazów, sytuacji czy stanów psychicznych pojawia się jako nie dający się już prawomocnie oddalić horyzont ich rozumienia, który powinien być uwzględniany na równi z innymi, bardziej poetyckimi, symbolicznymi, metaforycznymi czy też literaturoznawczymi trybami lektury. Dopiero synchroniczne zastosowane tych dwóch podstawowych stylów odbioru pozwala na uchwycenie całego bogactwa tej poezji. Odnosi się to do prezentowanych w tych wierszach przejawów nadświadomości, samotności, skłonności do ucieczek przed sobą samym i światem, braku pewności ontologicznej oraz prób jej ustanowienia, potwierdzania własnego istnienia poprzez relacje z innymi ludźmi czy twórczość artystyczną etc.

*

O ileż ontologicznie słabsze od zwykłego „jestem” są owe „jestem / gotów”, „jestem / tu od wczoraj”, „jestem / samotny”, „jestem / jak księżyc”, „jestem / bez przyczyny”, „jestem / poetą”, „jestem / wesołą myszką”, „jestem / nie do odrobienia”, „jestem / kamieniem”, „jestem / coraz bardziej podobny do Ciebie”, „jestem / wnukiem rezuna”, „jestem / młody”. Trik polega na tym, że choć jest to wprawdzie słabe, niepewne, ulotne „jestem”, ale przecież jest, skoro można o nim orzekać coś konkretnego. Aby w ogóle być, trzeba być „kimś”, „jakimś” czy choćby „czymś” lub po prostu „gdzieś”. Być może moje prawdziwe „ja” jako „rzecz w sobie” czy „dla siebie” w istocie nie istnieje, ale przecież „obiektywnie” uobecnia się poprzez odniesienia do poszczególnych elementów porządku społeczno-symbolicznego: kategorii czasowo-przestrzennych, struktur społecznych, reguł rządzących konstruowaniem metafor, systemów pojęć określających wiek, kondycję psychiczną, stan emocjonalny etc. Ironicznie podważane „jestem” nie jest całkowicie unieważniane przez pojawiający się ciąg dalszy: „jestem / kamieniem”, „jestem / jak księżyc” itd. Raz wypowiedziane, raz usłyszane i raz zrozumiane – wprawdzie początkowo błędnie jako umieszczone na końcu zdania, a nie tylko wersu – „jestem” nie daje się już wymazać ze świadomości, nie daje się nie uwzględniać, nie można o nim zapomnieć. Odbywa się to na zasadzie sformułowanego przez Freuda prawa inercji: „Co raz się zbudziło do życia, trzyma się go uparcie”. Na tej właśnie zasadzie budowane są poetyckie znaczenia i sensy, które nakładając się na siebie, wypierając i wzajemnie sobie przecząc, nigdy się jednak nie unieważniają. Nie działają tu prawa logiki. Sprzeczne ze sobą wykładnie współistnieją ze sobą, czyniąc z wiersza wypowiedź wieloznaczną, często ambiwalentną, dialektyczną czy paradoksalną. Słowem, bliższą ludzkiemu myśleniu niż wszelkie racjonalne dyskursy, za pomocą których człowiek tak usilnie stara się wprowadzać ład w swoje życie.

Grzegorz Tomicki




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *