Rys. za: Biuro Literackie

Robić dobrze, czyli głos w debacie Krytyka krytyki

Czy żyjemy w czasach końca krytyki literackiej? – pytają inicjatorzy debaty „Krytyka krytyki”. Tak. Podobnie jak żyjemy w czasach końca historii i końca człowieka. I podobnie jak historia i człowiek także krytyka literacka przeżyje swój koniec i będzie trwać dalej. Pytanie: w jakiej formie?

Z uwagi na moje osobiste okołokrytyczne doświadczenia, pozwalam sobie na stwierdzenie, iż zajmowanie się krytyką literacką jest zajęciem czasochłonnym (twórcze, odpowiedzialne czytanie, „odgrywanie dzieła” – jak chce Derek Attridge – oraz takież jego omówienie zajmuje mnóstwo czasu), nieopłacalnym finansowo (za recenzje płaci się grosze albo zgoła nic, jak to się zdarza w przypadku portali internetowych), niewdzięcznym (autorzy i ich fani często się obrażają), blokującym potencję twórczą (redakcje wprowadzają szereg ograniczeń co do długości tekstu i jego treści), odbierającym wiarę w człowieka (redaktorzy często nie odpowiadają na maile) itd.

À propos ostatniego punktu, nie tak dawno pewien poważny redaktor powiedział mi osobiście, że chyba nie rozumiem sytuacji redaktorów. Jak się dowiedziałem, oni po prostu nie mają czasu na odpisywanie na wszystkie propozycje. Nawet wtedy, kiedy odpisać obiecują. Może i byłbym skłonny ugiąć się pod tą przygniatającą argumentacją, ale coś mi tu jednak nie pasowało. No bo jeżeli krytyk miał czas na przeczytanie książki i napisanie recenzji, a redaktor znalazł już chwilkę, aby do tej recenzji zerknąć (chyba że w ogóle nie zerkał), to przecież mógłby znaleźć te kilku sekund na wysmalenie odpowiedzi w stylu: „Szanowny Panie kolego, niestety, nie przyjmujemy tekstu do druku”.

Ale tak się jakoś ostatnimi czasy porobiło, że im łatwiejsza – dzięki technologii – komunikacja między ludźmi, tym częściej ludzie się w jej ramach nawzajem ignorują. Zupełnie jakby w komunikowaniu się ludzi drogą elektroniczną nie obowiązywała już zwykła przyzwoitość i szacunek wobec bliźniego, choć przecież za czasów korespondencji tradycyjnej, listownej, było akurat odwrotnie: otrzymanie listu niejako samo przez się zobowiązywało adresata do odpowiedzi. Mailową wiadomość jakoś dużo łatwiej zignorować niż czyjeś, dajmy na to, czyjeś „Dzień dobry” na ulicy (jest to zresztą zjawisko dużo szersze).

Jeśli krytyk nie rozumie sytuacji redaktora, to chyba redaktor w jeszcze większym stopniu nie rozumie sytuacji krytyka: bez odpowiedzi (wszystko jedno: pozytywnej czy negatywnej) krytyk jest w kropce. Napracował się, a teraz nie wie: czekać na odpowiedź dalej, aż recenzja się zestarzeje i nikt jej nie zechce, czy wysyłać gdzie indziej i narazić się na ewentualne komplikacje w przypadku, gdy tekst nagle zechcą dwie redakcje (co mi się zdarzyło kilka razy) albo (też kilka razy) jedna odpowie, że przyjmuje i opublikuje, a druga nic nie odpisze, ale też opublikuje. I potem się tłumacz, krytyku, ze swoich rzekomych machlojek.

Piszę o tym wszystkim bynajmniej nie po to, aby się żalić. Przez lata praktykowania „w zawodzie” zyskałem przynajmniej tyle, że współpraca z kilkoma pismami literackimi układa mi się bardziej niż poprawnie. Od dawna też nie mam raczej kłopotu z publikacją moich tekstów krytycznych czy felietonów. Przeciwnie, z braku czasu (choć nie tylko) to ja zmuszony jestem od czasu do czasu jakąś propozycję odrzucić. Chcę jednak postawić pewną nieoczywistą może tezę, że obecna zła sytuacja krytyki w Polsce niekoniecznie wynika z „rozproszenia wartościowania i ważności” – czyli sławetnego „zaniku centrali” – czy praktyki pisania „banalnych rekomendacji, stroniących od pogłębionej analizy, niejednokrotnie opłacanych przez wydawców książek”, jak sugerują inicjatorzy debaty.

Być może odpowiedź jest dużo prostsza: teksty krytyczne, jakie publikuje się obecnie na łamach prasy – obojętnie: wysoko- czy niskonakładowej – są często tak słabe i miałkie, ponieważ nie piszą ich ci, którzy mają do tego największe kompetencje. Poważni ludzie po prostu nie chcą imać się tego frajerskiego zajęcia. To zwykła kwesta zysków i strat. Bo jakoś nie chce mi się uwierzyć w to, że recenzje publikują dzisiaj w Polsce „najlepsi z najlepszych”.

Z powyższego wynika jeszcze jeden wniosek. Skoro krytycy nie piszą ani dla pieniędzy, ani dla satysfakcji, ani dla ogólnego pożytku społecznego (co jednym wyda się pożyteczne, inni odbiorą jako szkodliwe), to właściwie po co? Jak sądzę, często po to, żeby komuś – autorowi, wydawcy, redaktorowi, „środowisku” – zrobić dobrze. A przez to zrobić dobrze także sobie samemu: zasłużyć na wdzięczność i poparcie dla swoich przyszłych literackich działań (np. publikacji własnej książki). W myśl reguły wzajemności: napisz fajny tekst o mojej książce, to wydam ci twoją.

Zmierzam do stwierdzenia, że życie literackie w Polsce ma obecnie rażąco środowiskowy charakter. Koledzy i koleżanki piszą dobrze o kolegach i koleżankach, umożliwiają sobie nawzajem wydawanie książek, wzajemnie się promują i zapraszają na imprezy literackie. Niekoledzy i niekoleżanki piszą natomiast źle o niekolegach i niekoleżankach i nie zapraszają ich nawet na piwo. Czyli antagonizmy grupowe w najgorszym wydaniu. Prawie jak – nie przymierzając – w polityce. W takich warunkach (bojaźni i drżenia z jednej strony, kumoterstwa z drugiej) na poważną krytykę szanse są raczej marne.  

Jeśli trochę przesadzam w moich ocenach, to biorę tę przesadę na siebie. Tak to po prostu wygląda z punktu widzenia krytyka i autora z coraz głębszej prowincji. Raczej mało „środowiskowego”. I takiego, który jeśli już chce swoim pisaniem zrobić komuś lub czemuś dobrze, to chyba samej literaturze. Z wnętrza środowiskowej bańki widzi się to zapewne inaczej.

Ale może tak było zawsze. Życie literackie toczy się gdzie indziej niż życie samej literatury. Strach nawet pomyśleć, co by się stało, gdyby oba te pola idealnie się pokrywały. Ruja i literackie porubstwo 😉

Grzegorz Tomicki

Powyższy tekst jest zmodyfikowaną wersją felietonu, który ukazał na łamach Biura Literackiego pt. Robić dobrze jako głos w debacie Krytyka krytyki: Biuro Literackie

Ilustracja z napisami: Grzegorz Tomicki Robić dobrze Głos w debacie Krytyka krytyki Biura Literackiego.
Grzegorz Tomicki
Robić dobrze. Głos w debacie Krytyka krytyki

➡️ Zobacz katalog wszytskiech tekstów na stronie Inne Lektury

Inne Lektury logo

Dodaj komentarz