Marcin Świetlicki: Trzynaście

Informacje szczegółowe

Autor: Marcin Świetlicki
Tytuł: Trzynaście
Wydawca: EMG
Miejsce i data wydania: Kraków 2007
Liczba stron: 213
Oprawa: miękka
Format: 15 x 21 cm
ISBN: 9788392298045

Kup książkę w najniższej cenie

Mistrz mimo woli | O powieści Marcina Świetlickiego Trzynaście

Nieocenione doprawdy pożytki wypływać mogą z czytania powieści kryminalnych pisanych przez poetów. I przynosić nowe, cenne, a może i bezcenne – bo czymże mierzyć ich wartość? – doświadczenia. Biorę sobie na przykład do ręki książkę Trzynaście Marcina Świetlickiego i od razu orientuję się, że mam do czynienia z powieścią nie tylko intrygującą, ale i par excellence mistrzowską. Intrygującą, bo zawiera intrygę; mistrzowską, bo występuje w niej postać mistrza (choć pisanego małą literą).

Jakim mistrzem jest mistrz? Czy w ogóle nim jest? Mistrz zwany jest mistrzem „nie wiadomo czemu”. „Na szczęście jest to mistrz pisany z małej litery, co w pewnym stanie oddaje stan jego mistrzostwa”. Jest to mistrz, który „napuchł, utył, posiwiał”, o czym wielokrotnie się czytelnikowi przypomina. Prawdę mówiąc, jest to żaden mistrz. Jest to mistrz niegodzien własnego mistrzostwa. Więcej, nie tylko nie jest własnego mistrzostwa godzien, ale i wcale go nie chce. Mistrz się nie poczuwa. Mistrzowi nie zależy. Mistrzowi się nie chce. Mistrz ma w nosie.

Mistrz jest mistrzem byle jakim, ale postacią literacką o niemałej potencji. Jest śmieszny i tragiczny zarazem. Ironiczny i autoironiczny. Jest mizantropem łaknącym prawdziwej bliskości. Jest indywidualistą uwikłanym w obcowanie pośród zbiorowych stereotypów, przesądów, fobii, kompleksów, ideologii, mitologii, resentymentów, wzorów kultury, wizji życia etc. Outsiderem trapionym niemożnością delektowania się własnym outsiderstwem, bo społeczne relacje, bo normy, bo ograniczenia, zobowiązania, przymusy, nakazy, bo jest się między ludźmi, bo człowiek jest zwierzęciem stadnym, bo z czegoś trzeba żyć, bo kogoś / coś trzeba kochać, bo ileż można pić (to jest zawsze doświadczenie indywidualne), bo co to za życie, bo trzeba je czymś wypełnić, bo samotność bywa zbawienna i nader pożądana, ale to także „wielka trwoga”.

Mistrz jest samotnikiem, bo świat w którym żyje, nie jest światem, w którym chciałby żyć. Bo ludzie, którzy ten świat stworzyli, nie są ludźmi, z którymi chciałby obcować. A jego przekleństwem jest to, że tenże świat i ci ludzie nie akceptując go, chcą go jednocześnie albo (re)socjalizować, albo wykorzystać go takim, jakim jest, aby na nim zwyczajnie zarobić, ukazując go lubującej się w cudzej krzywdzie publice jako społeczne kuriozum, margines, bez mała kobietę z brodą albo cielę z dwiema głowami.

Albowiem mistrz jako dziecko, więc w czasach PRL-u, zagrał w serialu Mały mistrz na tropie, w którym dzieckiem będąc dzielnie wspomagał nie mniej dzielną Milicję Obywatelską w wymierzaniu sprawiedliwości, wtenczas ludowej. Jako (złote) dziecko zagrał w serialu, gwiazdował, a teraz – patrzcie – „napuchł, utył, posiwiał”. Głównie zresztą dlatego, że się nie szanuje i pije ponad wszelką przyzwoitość. I dobrze mu tak. Był lepszy, ale już nie jest. Był ponad normę, a teraz jest poniżej. Miał szansę, ale ją haniebnie zmarnował. Zawsze to miło usłyszeć.

Nieprzypadkowo, jak się wydaje, autor kazał mistrzowi zagrać w serialu dla młodzieży i borykać się z tym faktem w dorosłym życiu. Czyż to nie do Świetlickiego przylgnęła łatka „twórcy swoistej odmiany literatury dla młodzieży” czy też „wielbionego przez nieletnich wyraziciel ich uczuć i stanów ducha”. To ostatnie stwierdzenie padło podczas rozmowy Mirosława Spychalskiego z autorem, opublikowanej w „Dzienniku”. Poeta zareagował znamiennie, bo nerwowo: „Odwieczny motyw uwielbienia mnie przez nieletnich oto znowu się pojawia! To ewidentna próba zlekceważenia tego, co przez wiele lat napisałem. Kto to wymyślił? Niechże mi pan tych nieletnich, a zwłaszcza te nieletnie pokaże. Ja nie mam znajomości w tych kręgach… Strasznie pan monotonny jesteś…”.

I czy to nie sam Marcin „napuchł, utył, posiwiał”? Bo choć „powtarzam: bohater to nie autor”, powtarza wielokrotnie Świetlicki, co zresztą rozumie się samo przez się, to z drugiej strony „Mam taką przypadłość, że wszystko, co robię w sferze artystycznej, wiąże się z tym, co robię w sferze życiowej”, jak powiada przy innej okazji. Oznacza to – między innymi – że związek pomiędzy Marcinem Świetlickim a podmiotem lirycznym jego wierszy i bohaterem powieści jest nader ścisły, aczkolwiek nie jest to oczywiście relacja prosta ani jakoś prostacko zadzierzgnięta, bo przecież przetworzona literacko.

Możemy jedynie stwierdzić, iż Marcin Świetlicki jako autor jest zdolny do stworzenia takich podmiotów lirycznych i takich powieściowych bohaterów, jakie stworzył. Taki jest punkt wyjścia. I taki jest, być może, punkt dojścia, zważywszy że wszystkie inne wnioski, które da się na tej podstawie wyciągnąć, pozostaną mniej lub bardziej uzasadnionymi hipotezami. I jeśli nawet istnieje „uzasadnione podejrzenie”, że Marcin Świetlicki ma wiele wspólnego z powieściowym mistrzem, jak nam podpowiada intuicja, to jednak wciąż pozostaje to tylko „podejrzeniem” i tylko „intuicją”.

I czy nie ta sama intuicja każe nam podejrzewać, że mistrz to tyleż alter ego autora, co postać będąca stereotypowym wyobrażeniem tegoż autora wyrojonym w głowach czytającej (i słuchającej) publiczności? Zarówno Marcinowi Świetlickiemu jako „bohaterowi” mediów, jak i mistrzowi jako bohaterowi powieści zdaje się doskwierać to samo: narzucany mu z zewnątrz stereotypowy, zmitologizowany wizerunek i powinności, do jakich w oczach innych wizerunek ten miałby go zobowiązywać, a z jakich on wywiązywać się nie chce.

„Wielokrotnie stykałem się, robiąc to, co robię, z takimi sądami. Pisałem wiersze – mówiono, że to nie są wiersze, tylko proza. Pisałem piosenki, mówiono, że nie są to piosenki, tylko wiersze. Czegokolwiek się tknąłem – natychmiast pojawiały się jakieś dziwne postaci szepczące, że to nie jest to, czego oczekują. Troszeczkę mam tego dosyć. Nie jestem po to, żeby wypełniać ludzkie, dosyć banalne, oczekiwania”. To Świetlicki. A mistrz?

            „- Kim pani jest?
            – Myślałam, że wiesz. Bo ja wiem, kim ty jesteś.
            – Jestem pijakiem, proszę pani.
            – Nie żartuj. Nie jesteś żadnym pijakiem […] Mówię ci, ty jesteś bohaterem.”

Klasyczna projekcja podmiotu na przedmiot. I kościół międzyludzki Gombrowicza zarazem. Co mistrz – a zdarza się to także nam wszystkim – stara się perwersyjnie wykorzystać:

            „- Jestem szczęśliwy? – pyta mistrz.
            – Jesteś – odpowiada ona z przekonaniem”.

Mistrz bierze to przekonanie jak swoje i natychmiast jest przekonany, że jest szczęśliwy. Jest przekonany, więc jest szczęśliwy. Albo tylko stara się w to uwierzyć. Albo tylko bardzo by chciał – jak każdy. Każdemu dane jest to, w co wierzy. Do czasu.

Prędzej czy później bowiem życie i tak obali nasze frajerskie konstrukcje, jak to ujął inny pijący mistrz Wieniedikt Jerofiejew.

Grzegorz Tomicki

Powyższa recenzja ukazała się pierwotnie w kwartalniku „FA-art”. Niestety było to tak dawno, że nie pamiętam, w którym numerze, ale zapewne gdzieś około roku 2008.

Okładka książki: Marcin Świetlicki Trzynaście. Niebieski rysunek głowy z rogami.
Marcin Świetlicki, Trzynaście
Okładka książki: Marcin Świetlicki Czynny do odwołania. Czarny rysunek w kubistycznym stylu.
Marcin Świetlicki Czynny do odwołania

➡️ Zobacz katalog wszytskiech tekstów na stronie Inne Lektury

Inne Lektury logo

Dodaj komentarz