Informacje szczegółowe
Autor: Marcin Świetlicki
Tytuł: Czynny do odwołania
Wydawca: Wydawnictwo Czarne
Miejsce i data wydania: Wołowiec 2001
Stron: 60
ISBN: 9788387391331
Kup książkę w najniższej cenie
Czynny do odwołania, czyli zawiedziony kochanek
Pisać dzisiaj o Marcinie Świetlickim, a przy tym nie powtarzać wytartych formułek i opinii tak powszechnych, że zdążyły się już osunąć w banał – którego wszak tak nie lubimy – nie jest łatwo. Ani poetyka, ani ujawniający się w wierszach światopogląd autora Zimnych krajów nie zmieniły się od lat w takim stopniu, aby można byłoby mówić o jakichś istotnych przełomach, czy choćby widocznych przemianach. Nic takiego, moim zdaniem, nie miało miejsca. Jak zatem komentować tę twórczość?
Można to robić na różne sposoby. Na przykład przeczytać to, co o Świetlickim napisali inni i co on sam powiedział o sobie, przejrzeć wcześniejsze jego książki, w końcu skupić się na książce ostatniej, a następnie dokonać subiektywnej rekapitulacji cudzych opinii i sformułować własne zdanie, które odbiegałoby znacząco od wszystkich dotychczas wygłoszonych. Czego jak czego, ale własnego zdania krytykowi nigdy zabraknąć nie powinno. Tym bardziej, że tzw. krytycznoliteracka opinia publiczna często wręcz domaga się tego, aby ją kontestować, podważać i poddawać krytycznej rewizji.
Ale można też pójść na żywioł i oddać się swobodnej improwizacji opartej na grze skojarzeń, jak to mi się przytrafiło podczas lektury książki Marcina Świetlickiego Czynny do odwołania. Otóż czytając motto kończące się słowami „kochankowie zawsze zdradzają / my zawsze zdradzamy” przypomniał mi się tytuł jednego z rozdziałów znanej powszechnie książki jeszcze bardziej znanego i powszechnego autora. Tytuł ten brzmi Beta, czyli nieszczęśliwy kochanek. Postanowiłem odświeżyć sobie pamięć i przeczytać ten rozdział jeszcze raz. Oto co sobie wynotowałem:
„Wiersze jego nie miały w sobie żadnej afirmacji świata, tej afirmacji, która wyraża się w sztuce sympatią, z jaką artysta przedstawia na przykład jabłko czy drzewo. Widoczne w nich było głębokie zakłócenie równowagi (…) Kontemplacja zmysłowego piękna jest możliwa tylko, kiedy artysta czuje miłość do tego, co go otacza na ziemi. Jeżeli jednak czuje tylko obrzydzenie, niezdolny jest zatrzymać się w miejscu i oglądać. Wstydzi się odruchów miłości, skazany jest na ciągły ruch, na szkicowe tylko ujęcie drobin zaobserwowanej materii. Przypomina lunatyka, który utrzymuje równowagę, dopóki idzie (…) Ten charakter poezji Bety można częściowo przypisać jego przynależności do nieszczęśliwego pokolenia i nieszczęśliwego narodu. Miał on jednak tysiące braci we wszystkich krajach Europy: braci namiętnych i zawiedzionych”.
Tak w Umyśle zniewolonym Czesław Miłosz scharakteryzował postać Tadeusza Borowskiego. A przytaczam ten fragment dlatego, że zdają się on całkiem dorzecznie charakteryzować także „życie i twórczość” Marcina Świetlickiego. To nie przypadek. Rzecz jasna, realia zmieniły się dość radykalnie, ale uniwersalia – w których te realia są unurzane po uszy – pozostały podobne (dlatego są uniwersaliami). Jako ludzie nie zmieniliśmy się tak bardzo, aby nie można było pokusić się o pewne, nawet daleko idące analogie.
Ostatnie zdanie powyższego fragmentu może w jakimś stopniu tłumaczyć popularność autora Czynnego do odwołania, popularność wykraczającą daleko poza, dość w końcu wąski, krąg czytających poezję. Ma bowiem poeta „tysiące braci namiętnych i zawiedzionych” i jako taki jest jednym z nas, więc może wypowiadać się w naszym imieniu, zwłaszcza że ma ku temu talent. Uznanie, jakim cieszy się jego twórczość, jest poniekąd także uznaniem istotności naszej egzystencji.
Bo my – jego bracia i siostry – na to uznanie i tę uwagę zasługujemy. Wprawdzie dziś jesteśmy „zawiedzeni”, ale zanim się nimi staliśmy, kochaliśmy. Kochaliśmy świat i mieliśmy nadzieję, że świat nam się miłością odwzajemni. Ale na tym się właśnie zawiedliśmy. Zawiedliśmy my się nie tylko na świecie, ale i na sobie samych. Bo skoro świat nas nie pokochał, widocznie coś z nami nie tak. Albo ze światem. I właśnie gdzieś na przecięciu podobnych – dość typowych – doznań, przekonań i postaw tryska źródło poezji Świetlickiego. „Kochankowie zawsze zdradzają / my zawsze zdradzamy”. Jesteśmy kochankami, którzy zdradzają i którzy sami są zdradzani – taka jest cena namiętności. Alternatywą jest obojętność i nijakie życie.
W tym kontekście Świetlicki jawi się jako poeta ponadczasowy – bycie „namiętnym i zawiedzionym” to doświadczenie uniwersalne, niezależne od pokoleniowej przynależności. Sam poeta zaprzecza, jakoby mówi w czyimś imieniu. To inni się w jego wierszach odnajdują. Mają do tego prawo. Bo wprawdzie autor „niczego nie sprzedaje”, to jednak książki publikuje, a więc – jak by nie patrząc – coś tam jednak próbuje ludziom wcisnąć. I wielu z nich to coś trafia do przekonania.
„Wstydzi się miłości”, powiada Miłosz o Borowskim. Wiersze Świetlickiego balansują na granicy dwóch światów, które wytwarzają konstytutywne dla tej poezji napięcie pomiędzy bezpośrednim wyznaniem a ironią, czułością a cynizmem, pragnieniem miłości a „wstydem uczuć”. To najbardziej charakterystyczna cecha tej poetyki, ale też jedna z cech dystynktywnych poezji jako takiej, w której kluczowe znaczenia i sensy pojawiaj się przecież głównie w trudnej do uchwycenia szarej sferze pomiędzy słowami, pojęciami, dyskursami, wyrażeniami, konwencjami, tradycjami, symbolami tudzież wszelkimi słowami desygnatami, do których ona odnosi.
Ale skoro twórczość Świetlickiego realizuje po prostu definicyjny, konwencjonalny wzór poetyckości, to w czym miałaby się przejawiać jej wyjątkowość? Otóż diabeł poezji tkwi w szczegółach, a te trudno jest zidentyfikować i wyrazić za pomocą logicznie ustrukturyzowanego języka pojęć. Zadaniem poezji jest trudność tę przezwyciężać, a próby odwracania tego procesu poprzez logiczne wyjaśnianie poetyckich zjawisk – a więc wtłaczanie ich na chama z powrotem w wąskie ramy racjonalnego dyskursu – skazane są na porażkę, chociaż czasami bywają ciekawe same w sobie.
W przypadku autora Czynnego do odwołani zachodzi jednak wyjątkowa zbieżność pomiędzy jego faktycznym odczuwaniem własnej egzystencji a specyficznymi dla poezji sposobami jej ujmowania, wyrażania czy porządkowania (jakkolwiek to brzmi). Chodzi właśnie o tę szarą sferę „pomiędzy”, gdzie odbywa się to wszystko, co w życiu i poezji najistotniejsze (a jest to istotne właśnie dlatego, że nie daje się uchwyć). Wydaje się mianowicie, że celowe akcentowanie opozycyjnych, przeciwstawnych wartości w wierszach ma za zadanie prowadzić – na pozór paradoksalnie – do ich uzgadniania na wyższej, poetyckiej czy mitologicznej płaszczyźnie. Jak to rozumieć?
„Poeta organizuje chaos, a dezorganizuje szablon, stawia nowe pytajniki starym odpowiedziom i wyłania sprawy nowe ku nowym odpowiedziom” , jak to wyraził Karol Irzykowski. Zachodzi tu specyficzny rodzaj sprzężenia zwrotnego. „Poeta organizuje chaos” swojej egzystencji, który został wtórnie wytworzony przez „szablon”, czyli różne sposoby ujmowania rzeczywistości – przede wszystkim przez język oparty na binarnym systemie opozycji. Język z kolei wytworzył ten system opozycji, aby „organizować chaos” rzeczywistości, która bez tego systemu w ogóle nie dałaby się ująć w słowach ani w żaden inny komunikatywny sposób. Poezja stara się przerwać to błędne koło i pogodzić ze sobą jakości pozornie ze sobą sprzeczne.
Ale poezja robi coś więcej – odsłania fantazmatyczny rdzeń naszej podmiotowości, oparty na szablonach, schematach, opozycjach i abstrakcyjnych strukturach. Generalnie pełnią one funkcję adaptacyjną i zapewniają nam przetrwanie – jako rodzaj „złudzeń, które pozwalają żyć”. Bywają jednak chwile, w których nasze przetrwanie może zależeć od tego, czy będziemy potrafili uwolnić od sztywnych schematów i wyznaczonych przez nie sposobów myślenia i odczuwania. Wykroczyć poza „szablony, by „wyłonić sprawy nowe ku nowym odpowiedziom”. Nadzwyczajne sytuacje wymagają nadzwyczajnych rozwiązań.
O jakie nadzwyczajne okoliczności może chodzić? „Czuję, że żyję na krawędzi, ale zanim zacznę spadać w przepaść, zacznę wzywać pomocy. W tej chwili jeszcze nie jest tak tragicznie” – powiedział w jednym z wywiadów poeta. Kto z nas nie miewał takich stanów? I mniej więcej takie właśnie, dość powszechne doświadczenie wyrażone zostaje w jego wierszach. Aby jednak mogło ono stosownie oddziałać na odbiorcę, trzeba umieć je stosownie wyrazić. Można odnieść wrażenie, że Świetlickiemu sztuka ta przychodzi z dziecinną łatwością. Jego wiersze są zwykle krótkie, proste i trafiają w punkt w który celują.
Pytam: dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi, naszego
żaru, popiołu?
(Palenie)
Powiedziałem na początku, że Świetlicki od wielu lat niewiele się właściwie zmienił. Poszczególne książki różnią się wprawdzie od siebie i artystyczną jakością, i zawartością tematyczną, ale wszystko to odbywa się w pewnych dość ściśle określonych ramach. Czynny do odwołania to znów, moim zdaniem, książka nierówna. Obok wierszy znakomitych znajduję tu wiersze takie sobie, obok ważnych – wiersze błahe.
Cóż, może i w tym szaleństwie jest metoda. Bo czyż nie mamy tu pięknie zarysowanych opozycji, które rodzą się wyłącznie w naszych głowach (dobre/złe, ważne/błahe)? I czy w związku z tym nie należałoby im zadać „nowe pytajnki” jako „starym odpowiedziom”?
Czynny do odwołania. Wybrane wiersze
Dnienie
Rozwidniam. Widzę. Jestem
na dnie. I nie jest ładnie.
Jawnie i dennie jest mi.
Dnieje. Widzę dokładnie.
A nieboskłonem odwrócone dno.
Baczność!
Skończyło się dzieciństwo. Baczność! – mówi Pani.
Skończyło się! – od teraz będziemy chadzali
czwórkami. Lub parami. Już się nie schowamy.
Już będziemy zmuszeni głosować. I tańczyć
wszystkie przedziwne narodowe tańce.
Będziemy jednym ogromnym różańcem.
Skończyło się dzieciństwo. Baczność! – mówi Pani.
Wszyscy wejdziemy przez Europę do
supermarketu-katedry, tam Prezydent czeka
oraz czeka tam na nas przemiła Autorka
naszego podręcznika. Wszyscy zaśpiewamy
piosenkę napisaną przez to cudne Państwo.
Skończyło się dzieciństwo. Baczność! – mówi Pani.
Napiszemy felieton do kolorowego
pisemka. To doprawdy jest
zajęcie dla prawdziwych mężczyzn. I poprowadzimy
telewizyjny program kulturalny.
Mieliśmy tonąć, jednak utrzymamy
się na powierzchni. I skończyło się
dzieciństwo. Baczność! Już skończyło się.
Więc wywalczmy sobie dostęp
do ciepłych zagranicznych mórz i internetu.
Stworzymy jedną supersprawną zgodną
sieć komórkową. Baczność! Lepsze papierosy,
lepszy alkohol. Wciąż lepsze i lepsze
podpaski i pampersy, samochody, proszki.
Na zajęciach rytmiki zapoznamy się
z muzyką techno. Kiedy patrzę w twoje
oczy – to się jak akwizytor czuję, mały,
przegrany, próbujący kupę śmiecia sprzedać
nikomu. Jeśli jesteś – przyślij mejla. To jest
najgorsza rola – akwizytor, który
wciska śmieci nikomu. Jeżeli istniejesz –
to przyślij esemesa. Mogę być ci wierny.
Nic mi nie pozostało. Bo skończyło się.
Kulę i bolę się.
Delikatnienie
Nazbyt sentymentalny
jestem na kacu.
To słynny stan, kiedy byle reklama
zmusza do płaczu.
Skórę mam cieńszą,
ręce delikatniejsze, spojrzenie łagodnieje
i maleje serce.
Zwinięty w kabłąk
spoglądam z łóżka jak dnieje
i płaczę,
wewnętrznie płaczę.
Ale ona chce więcej.
Ale ona chce bardziej.
Ale ona chce jeszcze
łagodniej, delikatniej.
I światło chodzi
Golenie
Od wielu dni grzeszyłem, dziś pora niezdarnych
prób odkupienia, wykupywania
duszy i ciała wprost z przepaści. Siadam
przed lustrem, pianę kładę na twarz.
Ręce drżą. Przytrzymałem ręką drżącą rękę
i – nie drżyj – powiedziałem. Potem wykonałem
wszystko odwrotnie. Przez żaluzje wszedł cień.
Zdzieram maszynką starość i śmierć z twarzy,
na chwile, na pół doby najwyżej. To jeszcze
się okaże. Jeszcze się okaże.
Manifestowanie
– Gazetę
na twarz świata
– i jazda!
Palenie
Pytam: dlaczego niepalący
wsiadają bez skrupułów do przedziałów
dla palących? Czemu chcą dominować? Czemu
są wiecznie urażeni?
Mój mały przyjacielu, papierosie.
Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek.
Niszczymy się nawzajem, czule
zobowiązani.
Pytam: dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi, naszego
żaru, popiołu?
Marcin Świetlicki, Czynny do odwołania, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2001

Czynny do odwołania
