Grzegorz Tomicki: Liryka drogi

Informacje szczegółowe

Autor: Grzegorz Tomicki
Tytuł: Liryka drogi
Wydawca: Wydawnictwo Convivo
Seria: Tangere
Miejsce i data wydania: Warszawa 2024
Gatunek: poezja
Projekt okładki: Jakub Rakusa-Suszczewski, Anna Matysiak
Redakcja i korekta: Anna Matysiak
Skład: Piotr Molski
Okładka: miękka
Stron: 66
Wymiary: 13.5 x 21 x 1.1 cm
ISBN: 9788396966247

Liryka drogi to dwudziesta dziewiąta pozycja, która ukazała się w serii poetyckiej Tangere Wydawnictwa Convivo.

Kup książkę w najniższej cenie

Liryka drogi, droga liryki

Cykl wierszy podróżno-egzystencjalnych, w których autor w sposób niezwykle subtelny, a zarazem wyrafinowany podważa zastane konwencje języka poetyckiego i równie konwencjonalne sposoby postrzegania rzeczywistości tudzież ludzkiego bycia-w-świecie.

Spoza ogranych w życiu i literaturze – potencjalnie i aktualnie – wyrażeń, frazeologizmów, metafor, toposów, skrzydlatych słów, rytualnych fraz, reguł dyskursywnych i spetryfikowanych dykcji raz po raz wyłania się przerażające Realne, niepoddające się symbolizacji, a przez to rozpaczliwie jej się domagające, na co jednak brak lingwistycznych, kulturowych czy społecznie wytworzonych algorytmów.

Za sprawą par excellence poetyckich rotacji – dyskretnych przesunięć i zagęszczeń w zakresie werbalnych i obrazowych reprezentacji – z językowych klisz i schematów nieoczekiwanie tworzy się mowa oryginalna, jednostkowa i autentyczna. To, co niewypowiedziane, uwidacznia się poprzez niedoskonałe, a nawet celowo chybione próby jego wypowiedzenia, których siłą jest uwieloznacznienie słownych i myślowych konstrukcji. Podczas gdy konstrukcje te rozrzedzają się i zaczynają ciążyć ku rozpłynięciu się w chaosie mało istotnych znaczeń, chaos ten zagęszcza się, wyznaczając szerszy horyzont ich sensów.

Mimo tych poetyckich zabiegów w perspektywie Liryki drogi istnieje nieprzezwyciężalna dychotomia: albo wszechogarniający mit i zbawcze iluzje, albo chaos i szaleństwo istnienia. Napięcie pomiędzy nimi wyznacza przestrzeń tej poezji, jej pole gry, a zarazem poligon egzystencjalnych doświadczeń. Poprzez tak ukonstytuowany „tekstowy świat” wędruje pozornie pogodzony z nim liryczny bohater, za jedyny bagaż – i oręż – mając melancholijny dowcip, ironię i pamięć o kilku „bardziej udanych ułomkach życia”. I w zasadzie mogłoby to wystarczyć, gdyby tylko umiał „kawałki kości składać w chodzącą po świecie w tę i z powrotem całość”.

Kości własne i cudze, kości żywych i Zmarłych są jednak w równym stopniu oporne na próby scalenia ich w funkcjonalną, żywą i pożądaną Jedność – podobnie jak słowa i obrazy, przy pomocy których usiłuje się się tego dokonać. Ale w próbach tych zawarty jest wyjątkowo udany portret człowieka „nieudanego”, zdezintegrowanego, nieustannie egzystującego na krawędzi – coś arcyludzkiego i uniwersalnego. Co można uznać za swego rodzaju zwycięstwo Kultury zza grobu. Zwycięstwo swego rodzaju i w pewnym sensie, rzecz jasna. I dlatego tym bardziej istotne. Bo o „ten rodzaj” i „ten sens” właśnie toczy się gra.

Bartosz Konecki

Wiersze z tomu Liryka drogi

Cudze wiersze

Od kiedy nie kręcą mnie cudze wiersze
(cudze wiersze nic ze mną nie robią),
a własne nie zawsze, uprawiam

niespiesznie lirykę drogi, do czego
potrzebuję dwóch nóg (a jednak nie mogę
usiedzieć, ustać), nie potrzebuję zaś głowy.

Kiedyś umiałem uleżeć się i przespać
ze wszystkim, ale teraz nie umiem. Odkąd
nie mieszkam już w cudzym pięknie

i nie kocham jak dawniej (jak nikt),
liryka drogi zbyt często sprowadza mnie
na Drogę Głodu.

A Ciebie?

Liryka nieśmiertelności

Odkąd nie mieszkam już w Twoim pięknie
jak w wierszach, przestałem w nie wierzyć,
uprawiam za to pospieszną lirykę drogi,

jakbym w życiu niczego innego nie robił
i już nie będę. W drodze na Diabelską
Ambonę myślę o Tobie i pięknie,

którym się nigdy nie można nasycić
(nie można go dotknąć, uchwycić),
choć ciągle próbuję je złapać na lep

przedsiębiorczości, to znaczy wdrażam
zorganizowane działania ukierunkowane
na generowanie korzyści na rynku

nieśmiertelności (jak dotąd bez skutku).

Między nutami

Przy Ofiarnym Kamieniu
nad Gajnikami chodzą za mną
zapisane w ciele doznania,

nie pamiętam za to żadnej walety
ani sonetu. Nie przywlokłem
na Kamień ani jednej teorii

nieśmiertelności, ani jednego
dowodu na istnienie życia
na Ziemi. Są ze mną tylko

przerwy między myślami,
cisza kuta w kamieniu.
Sama muzyka,

bez nut.

Grzegorz Tomicki Liryka drogi
Grzegorz Tomicki
Liryka drogi

Inne Lektury logo

Dodaj komentarz