Raja Shehadeh: Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie

Informacje szczegółowe

Autor: Raja Shehadeh
Tytuł: Palestyńskie wędrówki Zapiski o znikającym krajobrazie
Tytuł oryginału: Palestinian Walks. Notes on a Vanishing Landscape
Przekład: Anna Sak
Wydawca: Wydawnictwo Karakter
Miejsce i data wydania: Kraków 2011
Liczba stron: 280

Kup książkę w najniższej cenie

Palestyńskie wędrówki, czyli zapiski o znikającym krajobrazie

1.

Pod koniec XIX wieku francuski socjolog i psycholog Gustave Le Bon pisał o „duszy zbiorowej” jako całokształcie wspólnych cech pewnej grupy ludzi, którzy ulegając określonym wpływom chwilowo zespalają się w zbiorowość, nazywaną przez niego „tłumem”. Psychologię tłumu tego autora czyta się momentami jak zjadliwy paszkwil, w którym nieświadoma i infantylna działalności tłumu przeciwstawiona jest świadomej działalności poszczególnych jednostek, zawsze mniej rozumnych w grupie niż z osobna (równanie w dół).

Według Le Bona tłum jest niesamodzielny myślowo, nieodpowiedzialny, nieracjonalny, nieobiektywny, impulsywny, podatny na sugestię, autorytarny, nietolerancyjny, skłonny do urojeń, ulegający niskim instynktom. Słowem, „tłum to nagromadzenie miernoty, nigdy zaś inteligencji”, „to stado niewolników, które nigdy nie obejdzie się bez pana”, zaś jednostka w tłumie „przestaje być sama sobą, staje się automatem, którym kieruje wola narzucona, nigdy zaś własna”.

Podobne poglądy głosił Zygmunt Freud, który w wydanej 25 lat później Psychologii zbiorowości i analizie ego wyraził je w języku psychoanalizy. Twierdził, że na skutek identyfikacji z innymi jednostkami, tworzącymi daną grupę społeczną, unicestwiona zostaje indywidualna „nadbudowa psychiczna” poszczególnych jednostek, a odsłonięty zostaje – ulega aktywizacji – jednorodny u wszystkich „nieświadomy fundament”.

Jednostka w grupie ma zatem skłonność do pozbywania się nie tylko cech specyficznych, konstytuujących jej indywidualną tożsamość, ale też cech, które rozwinęła w procesie socjalizacji. Osoba taka staje się tyleż zdepersonalizowana (traci swoje „ja”), co infantylna (następuje u niej regres do wcześniejszych faz rozwoju psychicznego) oraz w pewnym sensie aspołeczna (afirmuje tylko normy i wartości obowiązujące w jej grupie). Ulega też najbardziej prymitywnym instynktom, które są wspólne dla wszystkich ludzi, a nawet zwierząt, i które wypierają wypracowane przez ludzi kulturowe normy ponadgrupowej, ogólnoludzkiej moralności (wg Freuda sumienie rodzi się na skutek wyparcia nieświadomych, aspołecznych popędów).

Psychika człowieka jest bowiem tak zaprogramowana, że będzie on za wszelką ceną – także kosztem racjonalnego myślenia i zasad moralnych – bronił przede wszystkim własnej samooceny. Kiedy zaś przyjmie tożsamość zbiorową, jego samoocena będzie ściśle związana z prestiżem, honorem i dumą grupy społecznej, z którą się identyfikuje. A najprostszym sposobem na wywyższenie własnej grupy jest deprecjonowanie grup obcych.

W najogólniejszym zarysie poglądy te podzielają także współcześni psychologowie społeczni – i to nawet ci, którzy krytycznie odnoszą się do teorii Freuda i psychoanalizy jako takiej. Wyróżniają oni m.in. takie zjawiska jak myślenie grupowe, procesy automatyczne, tożsamość zbiorowa, tendencyjność w służbie grupy (faworyzowanie grupy własnej) i tendencyjność w służbie ego czy spostrzeganie lustrzane.

W ujęciu psychologicznym jesteśmy zatem uwarunkowani w taki sposób, że nasze spojrzenie na siebie i innych ludzi jest nieuchronnie i nieświadomie stronnicze, tendencyjne, nieobiektywne, ze skłonnością do autoafirmacji i deprecjacji innych. I nie ma od tego ucieczki. Możemy tylko uczyć się stronniczość tę identyfikować i w miarę możliwości powściągać. O ludziach, którym się to w dużym stopniu udaje, mówi się czasem, że przyjmują perspektywę kulturową (humanistyczną, ogólnoludzką) w opozycji do perspektywy zbiorowej (grupowej: rasowej, narodowej, plemiennej, klanowej, religijnej, politycznej, klubowej, środowiskowej etc.) i indywidualnej (egocentrycznej).

2.

Twórczość palestyńskiego pisarza i prawnika Raji (Radży) Shehadeha jest dobrym przykładem ścierania się tych przeciwstawnych tendencji. Jego książki świadczą o tym, że z jednej strony stara się on – jako Palestyńczyk – przezwyciężyć tendencyjność swoich poglądów, zarówno indywidualnych, jak i tych, które podziela z innymi przedstawicielami swojego narodu, z drugiej w sposób mimowolny – a niekiedy bardziej lub mniej świadomy – zdaje się im ulegać. Z jednej strony szlachetny wysiłek, z drugiej – organiczna niemożność przekroczenia własnych uwarunkowań. Rzecz jasna, zważywszy na okoliczności – pisarz całe swoje życie spędził na Zachodnim Brzegu, w Ramallah, pod izraelską okupacją – sam ten wysiłek godny jest wielkiego szacunku.

Rozstrzyganie o tym, kiedy nasze postrzeganie jest, a kiedy nie jest tendencyjne, nie należy do zadań łatwych. Można by nawet rzec, że zasadniczo jest ono niewykonalne. „Nie mamy boskiego spojrzenia na świat – perspektywy nacechowanej wszechwiedzą i bezstronnością”, powiada psycholog społeczny Elliot Aronson. A skoro nie istnieją obiektywne, bezstronne spojrzenia na świat, a tylko jego subiektywne, zawsze stronnicze interpretacje, to możemy mówić wyłącznie o większym lub mniejszym krytycyzmie czy dystansie – lub ich zupełnym braku – z jakim odnosimy się do własnej i cudzej tendencyjności. Wydaje się też zupełnie zrozumiałe, iż im mniejszy jest ten (samo)krytycyzm u poszczególnych jednostek i grup społecznych, tym łatwiej o wzajemną wrogość.

Shehadeh jest pisarzem, który dobrze zdaje sobie sprawę z tych komplikacji. W Palestyńskich wędrówkach znajdujemy na przykład taki autokrytyczny fragment: „Osadnicy, główne czarne charaktery moich opowieści, są w nich stale obecni. Gardzę agresywnością ich zamiarów i zachowań w stosunku do mojego kraju i jego mieszkańców, ale rzadko konfrontuję się z nimi bezpośrednio. Upraszczam i wrzucam ich do jednego worka, podobnie jak dziewiętnastowieczni podróżnicy, którzy czynili pochopne generalizacje na temat miejscowych «Arabów» i próbowali wymazać obecność prawdziwych ludzi w opisywanym przez siebie kraju”.

„Gardzę” ich agresywnymi zamiarami i zachowaniami – przyznaje autor – choć w zasadzie nie mam do tego prawa. Nie znam ich przecież zbyt dobrze, a moje oceny opieram na nieuprawnionych „uproszczeniach”. „Wrzucam ich do jednego worka” (efekt homogeniczności), dokonuję „pochopnych generalizacji”, bo wszystkich ich postrzegam jako wrogów mojego narodu, ale przecież ich motywacje, przekonania i cele mogą być bardzo rozmaite – również takie, o których nie mam bladego pojęcia, których, z powodu mojej ograniczonej wiedzy na ich temat, w ogóle nie biorę pod uwagę.

Czynię z nich „główne czarne charaktery moich opowieści”, ale to przecież tylko moje opowieści, moje subiektywne interpretacje, wyobrażenia. Tymczasem oni mają własne, w których – wrzucając mnie do jednego worka z innymi Arabami – za czarny charakter robię ja. I ja, i oni jesteśmy przecież na podobnej zasadzie społecznie i egzystencjalnie uwarunkowani. Tak się tylko złożyło, że uwarunkowania te uczyniły nas członkami wrogich sobie grup, przeciwnymi stronami w tym samym konflikcie, który w tak bezwzględny i bolesny sposób determinuje nasze życie.

Wszyscy jesteśmy uwikłani w myślenie zbiorowe – zdaje się mówić  Shehadeh – nawet gdy w jak najlepszej wierze usilnie pragniemy używać świadomości kulturowej, z którą byłoby nam łatwiej ze sobą współegzystować. Dzięki której na świecie byłoby zapewne mniej konfliktów. Problem w tym, że świadomość zbiorowa, choć ograniczona i krótkowzroczna, daje gratyfikację szybką i skuteczną (akceptacja grupy własnej, folgowanie emocjom), podczas gdy perspektywa kulturowa wymaga licznych wyrzeczeń (powściągnie negatywnych emocji, samokrytyka), a jej rezultatem jest często negatywny rezonans społeczny (dezaprobata ze strony grupy własnej, oskarżenia o „zdradę”, napiętnowanie).

Nie powinno nas zatem dziwić, że Shehadeh w swoich książkach często daje wyraz poczuciu wyobcowania i raz po raz nazywa sam siebie outsiderem, zwłaszcza w Obcych w domu: „Byłem outsiderem w rozgrywanej na kampusie politycznej grze”; „Dorastałem jako polityczna dziewica w sytuacji przypominającej polityczny burdel. W dodatku byłem beznadziejnym przypadkiem, bo moje dziewictwo było chroniczne. Trwałem w nim uparcie, bez względu na to, ile razy stykałem się z realnym światem, jakie zdobywałem doświadczenia i jakie słyszałem rady”; „Odwróciłem się plecami do ich tradycyjnego trybu życia”.

Z  czasem też zaczyna traktować to outsiderstwo jako świadomy wybór, dzięki czemu potrafi nie tylko je zaakceptować, ale także stara się czerpać z niego satysfakcję. Często też szuka w nim stoickiego ukojenia, w czym pomaga mu wyjątkowa wrażliwość na walory natury: „Chcę skoncentrować się na ogrodzie i stworzyć mały raj, oazę w tym świecie chaosu i brutalnych wstrząsów”. Ten „ogród” to oczywiście także metafora pożądanego stanu ducha, wewnętrznej harmonii i dystansu wobec „świata chaosu i brutalnych wstrząsów”.

Outsiderem we własnym społeczeństwie czyniło go niemal wszystko: religia (jego rodzina należała do „mniejszości anglikańskiej w obrębie mniejszości chrześcijańskiej, w społeczeństwie w przeważającej części muzułmańskim”), inteligenckie pochodzenie, wykształcenie („byłem pierwszy wykształconym na Zachodzie prawnikiem, który wrócił na Zachodni Brzeg po 1948 roku”), poglądy polityczne i ogólny – bardziej kulturowy niż zbiorowy – światopogląd. Najbardziej zaś może Innym czynił go jego stosunek do Izraelczyków, którymi wprawdzie często „gardził” i miał za zajadłych wrogów, ale których też potrafił doceniać: „Nadal jednak odnajdywałem w Izraelu rzeczy godne podziwu”.

Motywacja tej ostatniej postawy wydaje się znów par excellence kulturowa, humanistyczna: „Nadal jednak uważam, że największym wyzwaniem w obliczu izraelskiej okupacji jest niedopuszczenie do tego, byśmy stali się lustrzanym odbiciem naszych ciemiężycieli i przejęli ich obyczaje oraz postawy”.

Kto wie, na czym polega zjawisko nazywane spostrzeganiem lustrzanym (odwzajemniane – oparte na projekcji – wizerunki wrogich sobie grup), ten też musi zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo w gruncie rzeczy absurdalne postawy ono rodzi, zwłaszcza jeśli spojrzeć na nie z perspektywy kulturowej. Oto bowiem każda ze stron spostrzega siebie samą jako moralną i kochającą pokój, a drugą stronę uważa za tę złą i agresywną. W rzeczywistości jednak są one do siebie lustrzanie właśnie podobne! Dla Izraelczyka Palestyńczyk jest tym samym, czym dla Palestyńczyka Izraelczyk. Czy można bardziej jawnie obnażyć stronniczość obu stanowisk? Ich absurd?

3.

W książkach Shehadeha nie brak jest fragmentów mocno nacechowanych emocjonalnie, w których autor wyraża swój gniew, dając się ponieść – poniekąd świadomie, skoro zdecydował się na ich publikację – wzburzeniu i frustracji.

W Dzienniku czasu okupacji opisuje na przykład historię, jak to mimowolnie wytrąciła go z równowagi asystentka izraelskiej dentystki jego żony, która dzwoniąc do jego domu – i przerywając mu „rozkoszowanie się” muzyką Brahmsa – zaczęła do niego mówić po hebrajsku. Relacja autora jest wielce wymowna: „Na dźwięk hebrajskiego w telefonie poczułem lęk i niepewność, przypomniał mi on bowiem, jak w przeszłości wojsko izraelskie wzywało mnie telefonicznie na przesłuchania. Moja automatyczna agresywna reakcja wynikła stąd, że w obliczu zagrożenia obudził się we mnie duch walki. Wiem jednak, że to moje prywatne reakcje, zrozumiałe tylko w kontekście mojej osobistej historii, której nie mogłem przecież opowiedzieć”.

I dalej: „Po drugiej stronie siedzi znudzona pani w przychodni. Gdy słyszy wściekłe: «Nie mów do mnie po hebrajsku!», jak to zinterpretuje? Że rozmówca nie jest dostatecznie rozgarnięty, by komunikować się w tym języku. Dobrze więc – myśli – spróbujmy po angielsku. Bynajmniej jednak nie dociera do niej mój gniew czy potępienie: «Nie kalaj moich uszu tym brudnym językiem. Nienawidzę Twojego przeświadczenia, że ten kraj jest pełen takich ludzi jak ty, dla których ten język to naturalny środek komunikacji. Wiedz, że nie jesteś tutaj sama, i że nie jest to tylko twój kraj. Jesteś uzurpatorką i powinnaś znać swoje miejsce. Nie masz prawa czynić tych okropnych założeń, kiedy zaczynasz rozmowę po hebrajsku»”.

Po czym pisarz symptomatycznie – cokolwiek gorzko, ale też samokrytycznie i autoironicznie – konkluduje: „Minęły już czterdzieści trzy lata, a mnie nadal zdarza się pomstować na izraelską pomoc dentystyczną”. Jakby chciał powiedzieć: mój gniew jest może usprawiedliwiony, ale też głupi, śmieszny i niesprawiedliwy, bo skierowany nie w tę stronę, do niewłaściwej osoby, wymierzony na oślep. Cóż bowiem winna ta „pomoc dentystyczna”? Psychologowie społeczni mówią w takich przypadkach o przemieszczeniu agresji: „szef ośmiesza pracownika, który wracając do domu, robi awanturę żonie, ta wymyśla synowi, a on kopie psa, który gryzie listonosza”, jak to dowcipnie ujmuje David G. Myers.

Nie da się ukryć, że niezbyt to mądre i byłoby nawet śmieszne, gdyby nie fakt, że w znacznej mierze w ten sposób właśnie rozprzestrzeniają się na świecie antagonizmy i wzajemna wrogość. Często są one właśnie „źle skierowane”, polegają na zastępczym wyładowywaniu negatywnych emocji – a te są szczególnie silne – na Bogu ducha winnych jednostkach czy grupach, których dla spokoju sumienia (samousprawiedliwienia) zaczyna się postrzegać jako stanowiących rzeczywiste zagrożenie, jako faktycznych sprawców naszej niedoli.

I tego, między innymi, uczy ambiwalentna i rozedrgana emocjonalnie, lecz z gruntu uczciwa i szczera twórczość Raji Shehadeha. Za jej motto mogłoby posłużyć dewiza Aronsona: „Jeśli nie uświadomimy sobie naszych ograniczeń poznawczych, będziemy ich niewolnikami”. Co gorsza, możemy także stać się dla siebie nawzajem wrogami i agresorami. „Dobrymi ludźmi, którzy czynią zło”, jak to ujął Philip Zimbardo.

Grzegorz Tomicki

Powyższy tekst jest zmodyfikowaną wersją recenzji, która ukazała się w miesięczniku „Twórczość” 7/2015


Za książkę Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie Raja Shehadeh otrzymał w 2008 roku Nagrodę Orwella.

Książki

📗 Raja Shehadeh: Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie, przeł. Anna Sak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2011

📗Raja Shehadeh: Obcy w domu, przeł. Anna Sak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2012

📗Raja Shehadeh: Dziennik czasu okupacji, przeł. Anna Sak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2014

📗Raja Shehadeh: Dlaczego Izrael boi się Palestyny? przeł. Anna Sak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2024

Raja Shehadeh Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie
Raja Shehadeh
Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie

Inne Lektury logo

Dodaj komentarz