Informacje szczegółowe
Autor: Grzegorz Tomicki
Tytuł: Sto kilo kości
Wydawca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi | Dom literatury w Łodzi
Seria: Szumy, zlepy, ciągi
Miejsce i data wydania: Łódź 2023
Gatunek: poezja
Redakcja serii: Rafał Gawin
Projekt okładki, typografia i skład: Jakub Pszoniak
Redakcja: Marcin Bałczewski
Okładka: miękka
Stron: 64
Wymiary: 17×17 cm
ISBN: 9788366318892
Kup książkę w najniższej cenie
Sto kilo kości, czyli worek wierszy żałobnych
Sto kilo kości Grzegorza Tomickiego to wieniec wierszy żałobnych o stracie, odchodzeniu, ubywaniu, obcowaniu Zmarłych oraz wiecznym powrocie tego samego – pragnienia utrzymania przy życiu tego, co nigdy ze szczętem nie umiera, co nie ze wszystkim daje się pogrzebać w czasie przeszłym, wypartym, wypranym z emocji i doznań.
Liryczna akcja tych wierszy nie tyle rozgrywa się, ile zawieszona jest w iluzorycznej przestrzeni pomiędzy istnieniem a nieistnieniem, realnym a symbolicznym, żywym a martwym, miłością a nieobecnością – czyli na ziemi niczyjej, w stanie przejściowym, w zderzeniach znaczeń i słów, pomiędzy czasami i zdrojami języka, powołującymi do życia na równi nierzeczywistość, jak i jej rzeczywisty cień: rozkład, pustkę i głód.
Mitotwórcza tropika tej liryki odsyła nas z jednej strony do kulturowych uniwersaliów o tyleż ustalonych, co ulotnych wykładniach, z drugiej do biologicznego konkretu ciała i doświadczeń sprzęgniętego z nim umysłu. Liryczne Ja to zarazem Ja ze ścięgien, mięśni i kości, żywe i martwe, osobowe i metaforyczne, nieuchronnie uwikłane w relację z Ty o podobnej konsystencji. „Przyszłość to Zmarli, Zmarli to my”. Tak zakreślony jest horyzont wspólnie podzielanego, ludzkiego świata.
Kwiaty i owoce tego wieńca to swoiste podróżne godzinki odmawiane za pomocą kroków i wersów gdzieś między Chełmskiem Śląskim a Łączną i Długołęką, gdzie tylko spragniona dusza zapragnie przywrócić do (po)życia Zmarłego i Zmarłą. I przywraca.
Te wiersze, ta liryka, ten wieniec – to życie, to śmierć. Ja, Ty. My. I wszystko pomiędzy.
Sto kilo kości. Tona poezji.
Maja Kano
Sto kilo kości. Donosy
U Grzegorza jak zwykle dużo górskich wędrówek i ukrytych w sudeckiej onomastyce tematów z górnej półki – aczkolwiek zarówno z dolnych połaci świata (kości) jak i górnych połaci świata (chmury, anioły, różne duchy). Pojawiają się też zjawiska trudne do sklasyfikowania (zwłaszcza nicość, znakomity przedmiot badań dla poezji). A wszystko to spięte w klarowną ramę.
Michał Krawczyk
To są wiersze czy w końcu kryminał?
Tomasz Ważny
Niechętnie i z niesmakiem czytam te słowa, które poukładał w rząd i niechlujnie Grzegorz Tomicki. Zachodzę w głowę po jakie licho Los dał mu tyle talentów?
Dariusz Ciupiński
Dzieło Grzegorza Tomickiego, zatytułowane „Taka praca żałoby bez końca jak wojna między niebem a ziemią”, eksploruje temat niekończącej się walki duchowej. Autor to nie tylko specjalista w dziedzinie elektromechaniki urządzeń przemysłowych, ale także doktor nauk.
SkupSzop
Cieszę się, że książka jest taka giętka.
Samantha K.
W ciągu jednego wieczoru, ze spokojem i bez pośpiechu przeczytałem, podobnie jak w przypadku tomiku, który miałem przyjemność we fragmentach cytować w mojej audycji, znów poczułem bliskość światów.
Jacek Kurek
Robię sobie po 2-3 dziennie, wolno.
Ewa Frączek
Brak mi słów dla moich emocji. Czytanie tych wierszy na gorąco, kiedy je pisałeś, było naprawdę czymś porywającym. Wtedy ważna jest tylko ta chwila, ani przeszłe, ani przyszłe nie istnieją.
Anna Grobelna
Napisałem te wiersze, bo nie widziałem innego sposobu, aby powrócić do świata żywych.
Grzegorz Tomicki
Sto kilo kości. Exempla
Edycja chmur
W drodze z Łącznej do Chełmska
Śląskiego z nieodłączną chciwością
przeglądam nową, wielotomową
edycję chmur, ale kiedy podchodzę
pod górę Róg, wszystko się nagle
rozjaśnia (po co nam nowa wiedza,
skoro nadal sypiamy ze starą?),
przez co za Rogiem jest już inaczej,
a zatem serdeczności dla świata
i już mnie tu nie ma, lecz jeśli ktoś
mnie kiedyś zapragnie, wystarczy
dobrze pogrzebać, a tłumaczenia
odezwą się same, czyż nie?
Zawory
Poza tym, nie zamierzam umierać. Ale
kto trzyma pieczę nad czyim pragnieniem
i po co? Od Góry Ziuty po Przełęcz
Żłób własnymi ścieżkami prowadzą
mnie nogi: ścięgna, mięśnie i kości
(kawałek mnie, choć brzmi jak sekcja).
Całą drogę węszę za zgrozą, ale nigdzie
jej w świecie zdarzeń nie widzę. Wiadomo,
groza jest mną, ja jestem grozą (tak
w każdym razie wynika ze zderzeń).
Tak w pewnym sensie upływa mi życie
w Zaworach. Pod korbką. W innym
sensie spływa po mnie jak deszcz.

Sto kilo kości
