Christoph Ransmayr: Atlas lękliwego mężczyzny

Informacje szczegółowe

Autor: Christoph Ransmayr  
Tytuł: Atlas lękliwego mężczyzny
Tytuł oryginału: Atlas eines ängstlichen Mannes
Przekład: Jacek. St. Buras
Wydawca: Biuro Literackie
Miejsce i data wydania: Stronie Śląskie – Wrocław 2016
Stron: 336
ISBN: 9788365125279

Kup książkę w najniższej cenie

Atlas lękliwego mężczyzny, czyli poza jakieś granice

Atlas lękliwego mężczyzny to zbiór siedemdziesięciu krótkich literackich impresji reportażowych z różnych stron świata, przybierających niekiedy formę prozy poetyckiej. Miejscami akcji poszczególnych epizodów są m.in. Chiny, Chile, Brazylia, Maroko, Hiszpania, Islandia, Grecja, Austria, Nowa Zelandia, Indie, Nepal, Tybet, Boliwia, Austria, Meksyk, Karaiby, Dominikana, Arktyka, Kambodża, Turcja, Kostaryka, Sri Lanka, Austria, Czechy i Polska.

Każdy rozdział zaczyna się czasownikiem „widziałem”: „Widziałem ojczyznę pewnego boga…”, „Widziałem otwarty grób w cieniu wysokiej jak wieża araukarii”, „Widziałem golfistę pośrodku koła…” etc. W króciutkim wstępie do książki autor oświadcza, że we wszystkich epizodach opisuje wyłącznie – jak przystało na obieżyświata – miejsca, w których żył albo po których wędrował, i wyłącznie o ludziach, których przy tej okazji osobiście spotykał. „Z jednym wyjątkiem: jeden jedyny raz mowa tu jest o miejscu, w którym nigdy nie byłem, ale które dzięki opisom mojej żony stało mi się znajome”. Niekonsekwencja? Bynajmniej.

Wyjątek ten uzasadnia ogólniejsza postawa pisarza do tego, co opowiadane: „Nazwę tego miejsca zachowam dla siebie, żeby przypomnieć, że wiele z tego, co, jak się nam wydaje, wiemy o naszym świecie, znamy tylko z opowiadań i że (prawie) każdy epizod tej książki mógłby być opowiedziany przez kogoś innego, kto odważył się wyprawić poza jakąś granicę, w daleką dal lub choćby tylko do sąsiedniej miejscowości, i zbliżyć się tam do tego, co obce”. Warto też przytoczyć pierwsze zdanie tego wstępu, które rekapituluje powyższe nastawienie: „Historie nie są czymś, co się wydarzyło, historie są opowiadane” (s. 9).

Każdy zatem jest narratorem opowieści, które składają się na historię jego życia. Opowieści te mogą być nie tylko zmienne w czasie – reinterpretowane przez teraźniejszość i ze względu na nią – ale też opowiadane przez kogoś innego zupełnie inaczej. Czasem też cudze opowieści o „naszym świecie” bardziej wpływają na ogląd tego świata – i naszego w nim miejsca – niż nasze własne. Łączy je zaś – zdaje się mówić Ransmayr – jedno: istotne są one tylko o tyle, o ile są spotkaniami z tym, co obce, co znajduje się poza jakąś granicą. Tylko takie bowiem posuwają naszą historię do przodu, tylko dzięki nim poszerzamy nasz ogląd rzeczywistości i rozwijamy nasze rozumienie siebie i świata.

Nazwałem te teksty impresjami, albowiem mimo tego, że autorskie ja jest w nich zazwyczaj dyskretnie schowane za światem przedstawionym, to obraz tego świata jest wyraźnie zsubiektywizowany, ukazujący momentalne, ulotne aspekty postrzeganych zdarzeń, sytuacji, zjawisk czy ludzi, tak jak one się w danej chwili – chwili ich doświadczania lub spisywania – autorowi jawiły. Mają zaś one charakter literacki, a nawet poetycki, ponieważ wrażenia te często są powiązane wieloznacznymi skojarzeniami, analogiami czy aluzjami.

Dzieje się tak zwłaszcza w puentach poszczególnych tekstów, których w większości nie daje się adekwatnie streścić. Czyli podobnie jak w przypadku wierszy: ważne jest zarówno każde słowo i każde zdanie, jak i to, co dzieje się pomiędzy poszczególnymi słowami i zdaniami. Przy czym autor z jednej strony sugeruje, a nawet narzuca własną interpretację, z drugiej zaś pozostawia ją w zawieszeniu, dając czytelnikowi prawo do odmiennych – przefiltrowanych przez osobiste doświadczenie, schematy poznawcze czy choćby chwilowy nastrój – odczytań.

Efekt wieloznaczności potęgują dodatkowo często długie, rozbudowane zdania, w których znaczenia i sensy to pojawiają się, to umykają czytającemu w miarę ich narastania, nawarstwiania i wzajemnego przenikania. Oto dosadny przykład dość typowej puenty, złożonej z jednego długiego zdania wielokrotnie złożonego:

„A potem wszystkie głosy, wszystkie imiona i słowa zatraciły się w tym szumie: były to istotnie skrzydła, trzepot skrzydeł tysięcy wron, które tego wieczora, jak każdego innego, wracały do swoich legowisk na drzewach w Steinhofie, zasadzonych przez dotkniętego niełaską planistę może nie tylko z powodu cienia, które miały rzucać, i śpiewu ptaków, ale także po to, żeby z koron tych drzew dzień w dzień dawano przykład, jak to się odbywa, jak to wygląda: w dowolnej chwili oderwać się od ziemi, wznieść się ponad dachy, pawilony i koronę murów, albo w jakimś miejscu pod przepływającym niebem wedle woli znów wylądować, śpiewać tam, krakać, albo zamilknąć po to, żeby znów wzlecieć, samemu czy wielką chmarą, i trzepotać lub szybować, dokądkolwiek, ale w każdym razie precz przed siebie”.

Ponieważ w rozdziale tym mowa jest zarówno o zbiorowym szaleństwie nazizmu, jak i indywidualnych ludzkich szaleństwach – rozumianych dosłownie i metaforycznie – możliwości interpretacyjne tego fragmentu wydają się nieskończone. Wzlecieć samemu czy wielką chmarą? Śpiewać, krakać czy zamilknąć? Trzepotać czy szybować? Dokądkolwiek, byle precz przed siebie?

Ten ostatni trop naprowadza nas na zaznaczoną w tytule kwestię „lękliwego” – niczym dziecko – mężczyzny. I być może o to właśnie chodzi: o mężczyznę, który boryka się z rozmaitymi egzystencjalnymi lękami, mającymi swoje źródło jeszcze w dzieciństwie. Stąd obecność w książce na pozór nieprzystających do reszty kilku rozdziałów dotyczących traumatycznej – aczkolwiek podanej w sposób subtelny – przeszłości autora. Dzięki temu nowego znaczenia nabiera tytułowy „atlas”, rozumiany już nie tylko jako atlas geograficzny, co się nasuwa samo przez się, ale też atlas anatomiczny – schematyczny układ urazów i lęków autora, z którymi ten stara się uporać w dorosłym życiu.

Wyjaśniałoby to także po części podróżniczą żyłkę pisarza, który zdaje się należeć do tego typu podróżników – a może są nimi po prostu wszyscy – którzy uciekając od swoich fundamentalnych egzystencjalnych problemów, starają się w dalekich krajach szukać ich rozwikłania lub uśmierzenia.

W przypadku Ransmayera przybrałoby to postać jeszcze bardziej paradoksalną: uciekając od swoich lęków i poszukując poczucia bezpieczeństwa, wybiera się on nieustannie w niebezpieczne wyprawy na krańce świata. W gruncie rzeczy nie ma w tym chyba niczego osobliwego. Bo czyż wszyscy nie postępujemy na co dzień jakoś podobnie, obojętnie – podróżujemy czy nie? Czy nieustannie od czegoś uciekając, nie narażamy się na nowe zagrożenia? I czy te ucieczki nie stają się czasem istotą naszego życia?

Atlas lękliwego mężczyzny skłania do zadawania wielu podobnych pytań.

Grzegorz Tomicki

Christoph Ransmayr, austriacki pisarz i podróżnik – sam określa się mianem „półkoczownika” – znany jest w Polsce z takich powieści jak Ostatni świat (1988, wyd. pol. 1998), Morbus Kitahara (1995, wyd. pol. 2013) czy Latająca Góra (2006, wyd. pol. 2007). Książka Atlas lękliwego mężczyzny ukazała się w 2012 roku (wyd. pol. 2016).

Tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Książki” 12/2016

Christoph Ransmayr Atlas lękliwego mężczyzny
Christoph Ransmayr
Atlas lękliwego mężczyzny

Inne Lektury logo