Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki: Kochanka Norwida

Informacje szczegółowe

Autor: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Tytuł: Kochanka Norwida
Wydawca: Biuro Literackie
Miejsce i data wydania: Wrocław 2014
Stron: 68 ISBN: 9788363129637

Kup książkę w najniższej cenie

Kochanka Norwida, czyli poetyckie branie miary

W poprzednich książkach poetyckich Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki zaskakiwał swoich czytelników autotematycznymi bon motami w rodzaju: „nekrologi będą zawsze / czymś więcej aniżeli współczesna poezja / polska na którą nikt się nie rzuca”; „wybacz mój drogi musisz udźwignąć i to // że współczesna poezja polska to nekrologi”; „księgozbiory nie są nam już niezbędne / do życia musisz się z tym pogodzić”; „istotą poezji jest nie tyle zasadność / co bezzasadność napomknień i powtórzeń”, „lecz poezji polskiej dawnej i współczesnej / nie da się przelecieć w jedną noc ole!”, okraszając je dodatkowo uwagami o „nieprzydatności”, „nadaremności” czy „ograniczeniach” poezji.

W najnowszym tomie Kochanka Norwida poeta „strzela” („i nie chybia”) kolejnymi: „powiedziano wszak i dowiedziono / że poezja musi się opierać / przede wszystkim zaś musi się wymykać / zrozumieniu i pochwyceniu”; „poezja / po to właśnie jest by ni stąd / ni zowąd najlepiej w niedzielę / narobić wielkiego huku”; „w poezji polskiej mamy wiele wierszy / o niczym ale pisać o niczym jest najtrudniej” oraz właśnie: „poezja po to właśnie jest / by zgodnie z przeznaczeniem / wystrzelić i nie chybiać”.

Maksymy te nie mają bynajmniej wyjaśniać czytelnikowi, na czym „poezja musi się opierać”, „po co właśnie jest”, jakie jest jej „przeznaczenie” ani przekonywać go, że faktycznie „pisać o niczym jest najtrudniej”. Osobiście uważam, że poecie chodzi raczej o to, aby stwierdzenia te „narobiły wielkiego huku”. Może nawet nie tak znowu „wielkiego”, skoro wypowiada je tak przedni ironista, jakim jest Tkaczyszyn-Dycki. Wprawdzie zewsząd dochodzą mnie głosy, że w tych wierszach nie ma krztyny ironii i trzeba ją czytać zupełnie dosłownie i prostolinijnie, ale pozostanę raczej przy własny zdaniu.

Wymienione wyżej stwierdzenia brzmią zanadto arbitralnie, autorytatywnie, a nawet apodyktycznie, aby mógł je bez ironii wypowiedzieć tak wyrafinowany poeta, jakim jest Dycki. Za dużo w nich rzekomej pewności siebie, jednoznaczności, jednostronności, po Lacanowsku rozumianej „pańskości”. Nie oznacza to oczywiście, iżby poeta po prostu robił sobie żarty z  krytyków, teoretyków, siebie samego, a może i z poezji jako takiej razem z jej czytelnikami (choć lubię myśleć, że po trosze to właśnie to robi). Na szczęście dla poezji, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.

Skomplikowanie to można wyjaśnić na wiele sposobów. Ja chwycę się tego, który podpowiada mi sam poeta, czyniąc jednym z motywów przewodnich Kochanki Norwida problem „zamieszkiwania”. Otóż przez cały tom przewijają się dwie przeciwstawne sobie narracje – występujące w różnych wariantach – wedle których „miejsce” poety jest „albo w polszczyźnie (niczym / w kościółku) albo w transporcie / czyli po stronie matki / w bydlęcym wagonie” (VIII, s. 12).

Narracje te rozwijają się raz na zasadzie świadomie problematyzowanej przez autora alternatywy (jak w przytoczonym fragmencie), innym zaś razem jakoby zupełnie od siebie niezależnie, nie zważając jedna na drugą, na wykluczające się treści, jakie ze sobą niosą.

Odbywa się to przy tym albo pomiędzy wierszami (w jednym miejsce poety jest „w polszczyźnie”, w innym „po stronie matki”), albo na przestrzeni jednego utworu. W tym drugim przypadku wiersz taki przybiera postać logicznie niespójnej, zdezintegrowanej, samozaprzeczającej sobie opowieści, w której to, co zostało właśnie powiedziane, zostaje niemal natychmiast odwoływane (zaprzeczane) przez to, co mówi się w niej później: „W palinodyjnym geście przywoływania i odwoływania swoich słów Tkaczyszyn-Dycki nie pozwala na ukonstytuowanie się czytelniczej pewności” (Krzysztof Hoffmann). Tak jak to się dzieje w wierszu o „ślicznym kościółku”:

śliczny śliczny kościółek
w obrębie dawnego unickiego
domostwa lecz nigdy w nim
nie będę u siebie (choćbym napisał

wiele wierszy) to nie jest moje miejsce
moje miejsce jest po stronie matki
obudziłem się w nocy i odkryłem przed sobą
prawdę której nie chciałem

przyjąć: moje miejsce jest
w polszczyźnie niczym w kościółku                                                           
(IV, s. 8)

Dla celów poglądowych można tę narrację skrócić do wewnętrznie sprzecznego –  paradoksalnego, schizofrenicznego, fatalistycznego? – stwierdzenia: „moje miejsce jest w kościółku (w polszczyźnie albo po stronie matki) w którym nigdy nie będę”. Jak się wydaje, to właśnie głównie ten wniosek wierszowe „ja” uznaje za „prawdę, której nie chce przyjąć”. I trudno się temu dziwić.

Czym właściwie są owe poetycko wyrażone, przeciwstawne sobie opcje? Nie jest to znów tak oczywiste, jak by się wydawało, chociaż mniej więcej jednak wiemy, o czym mowa. „Stroną matki” może być geograficzne i kulturowo określone miejsce narodzin i dojrzewania autora, dom rodzinny, Polska (ale i bardziej lokalnie: polsko-ukraińskie pogranicze), ale też choroba psychiczna, zamiłowanie do literatury, opowiedzenie się po stronie matki przeciw ojcu (przeciw Ukrainie), miłość synowska etc. „Polszczyzna” zaś to język polski, kultura polska, poezja polska, poezja jako taka, jej tworzenie, bycie pisarzem, bycie-w-słowach etc.

O tym, w jaki sposób można szukać swojego miejsca – a więc poniekąd swojego „zamieszkiwania” – w poezji, traktuje klasyczny tekst Martina Heideggera pt. „…poetycko mieszka człowiek…”, w którym autor komentuje – na swój filozoficzno-poetycki sposób – pewien wiersz Hölderlina.

Heidegger pisze m.in., iż poezja nie jest bynajmniej jakimś radosnym, niczym nieskrępowanym bujaniem w obłokach, jak to się często uważa, lecz przeciwnie, „to dopiero poezja sprowadza człowieka na ziemię”. W jaki sposób się to odbywa? Otóż „poezja jest rozumianym w ścisłym sensie tego określenia braniem-miary, dzięki któremu dopiero człowiek czerpie miarę dla całego zakresu swojej istoty”.

Poezja jest przy tym nie tylko „braniem-miary” czy też „mierzeniem”, ale i „mierzeniem wyróżnionym”. Operuje bowiem obrazami poetyckimi, które „nie są zwykłymi fantazjami i iluzjami”, lecz świadomie i celowo tworzonymi przedstawieniami, w których przenikają się – oraz przeglądają w sobie – różne poetyckie koncepty i tradycje poetyckiego myślenia, ale przede wszystkim świadome i nieświadome dążenia poety, jego ukryte i jawne pragnienia i fantazje, jego iluzje i ich racjonalizacje, jego rozum oraz emocje.

W ten sposób poeta może zobaczyć je niejako na zewnątrz siebie, dzięki czemu dystansuje się do nich i może je poddać świadomej, racjonalnej refleksji, a nie tylko im biernie, nieświadomie ulegać, jak to się dzieje w przypadku „zwykłych” przekonań, których funkcję w ludzkiej psychice zwięźle objaśnił Stanley Fish w eseju Konsekwencje:

„Przekonania nie są tym, o czym myślimy, lecz tym, za pomocą czego myślimy, i to wewnątrz przestrzeni dostarczonej przez ich artykulacje aktywność umysłu – włączając w to teoretyzowanie – zachodzi. Teorie są czymś, co można mieć – można nimi władać i trzymać na dystans; przekonania mają nas, w tym znaczeniu, że nie może być dystansu pomiędzy nimi i czynami, które umożliwiają.

Poeta tymczasem – dystansując się w procesie twórczym od samego siebie – ma szanse nie tylko uczynić swoje przekonania tym, o czym myśli, ale też brać czynny udział w ich kształtowaniu. Dlatego właśnie poezja jest „mierzeniem wyróżnionym”. Poezja czyni poetę prawdziwym twórcą samego siebie i świata, w którym życje, a więc swojego „miejsca na ziemi” (por. tytuł jednego ze wyborów wierszy Tkaczyszyna-Dyckiego: Poezja jako miejsce na ziemi).

Z tego też powodu nie utożsamiamy autora z tworzonym przez niego podmiotem lirycznym. Podmiot liryczny jest tylko pewnym alter ego autora, w którym ten się przegląda (z którego bierze miarę). Realne zmiany w egzystencji poety dokonują się w przestrzeni pomiędzy nim samym, a tym, co stworzył.

Przestrzeń ta rozciągnięta jest pomiędzy światem wewnętrznym autora a światem przedstawionym w jego poezji, pomiędzy nim samym a podmiotem lirycznym, pomiędzy jego rzeczywistością psychiczną a rzeczywistością społeczną, pomiędzy Wyobrażonym a Symbolicznym (tudzież pomiędzy Realnym a Symbolicznym i Wyobrażonym), pomiędzy ironią a dosłownością, powagą a kpiną, miłością a nienawiścią, afirmacją i negacją, strasznym a smutnym, ważnym a błahym, pomiędzy „kościółkiem” a „bydlęcym wagonem” etc. Dlatego w poezji – nie tylko autora Kochanki Norwida, choć w niej w sposób szczególny – tak wiele ambiwalencji, antagonizmów i wewnętrznych sprzeczności.

Kiedy zatem podmiot liryczny tomu Kochanka Norwida stwierdza: „moje miejsce jest w kościółku, w którym nigdy nie będę”, to poeta wypowiada to już z pewnego miejsca, z miejsca wypowiedzenia, ze swojego miejsca, które zyskuje właśnie dzięki temu, że mówi to, co mówi. Nawet wtedy, gdy mówi, że tego miejsca właśnie nie ma albo że jest ono jednocześnie i tu, i tam, czyli faktycznie nigdzie. Mówiąc w wierszu, że swojego miejsca nie ma, „bierze miarę” dla swojego miejsca w życiu, „czerpie miarę dla całego zakresu swojej istoty”.

Dycki jest oczywiście tego wszystkiego świadomy – choć pewnie opisałby to zupełnie inaczej – i potrafi to efektywnie poetycko sproblematyzować. Odnoszę też wrażenie, że w jego poezji owo branie-miary nie tylko odbywa się w sposób realny, nie tylko jest o wiele bardziej autentyczne niż u innych znanych mi poetów, ale też ma o wiele bardziej zasadnicze znaczenie. I to pomimo tego, że wiele jego wierszy, zwłaszcza tych późniejszych, brzmi niekiedy wręcz błaho. Nie dajmy się zwieść. To tylko pozór, który też odgrywa swoją rolę w tej grze – i to dość istotną.

Grzegorz Tomicki

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Kochanka Norwida, Biuro Literackie, Wrocław 2014

Powyższy tekst jest zmodyfikowaną wersją recenzji, opublikowanej pierwotnie w miesięczniku „Odra” 6/2014, a następnie w książce Po obu stronach lustra. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

Czytaj fragmenty książki Kochanka Norwida

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki Kochanka Norwida
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Kochanka Norwida

➡️ Zobacz katalog wszytskiech tekstów na stronie Inne Lektury

Inne Lektury logo

Dodaj komentarz