Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

Pierre Lemaitre: Koronkowa robota

W 2013 roku Pierre Lemaitre otrzymał Nagrodę Goncourtów za Do zobaczenia w zaświatach – „powieść, której niemal każde zdanie zdradzało porażający talent literacki”, jak napisała recenzentka „Nowych Książek”. Wcześniej zaś znany był jako autor pierwszorzędnej literatury drugorzędnej, czyli kryminałów, za które – o ile mi wiadomo – Goncourtów się jeszcze nie przyznaje.

Nic dziwnego, że moja znajomość z twórczością Lemaitre’a zaczęła się właśnie od Au revoir là-haut (że pochwalę się moim odwiecznie szczątkowym francuskim). Nie dlatego jednak, wbrew pozorom, aby Nagroda Goncourtów robiła dla mnie jakieś specjalne wrażenie. Przeciwnie. Zdecydowała właśnie owa „kryminalna” przeszłość pisarza (o ile to już przeszłość). Byłem po prostu ciekaw, jaką to „ewolucję twórczą” przebył autor, zanim zasłużył sobie na to prestiżowe, „wysokoartystyczne” wyróżnienie.   A że jestem czytelnikiem systematycznym, po przeczytaniu Do zobaczenia w zaświatach – rzeczywiście fantastycznej książki – sięgnąłem po pierwszą powieść Lemaitre’a, a więc Koronkową robotę. Sięgnąłem – i nie zwiodłem się. Po lekturze stwierdzam też, że autor nie przebył bynajmniej jakiejś zadziwiającej „ewolucji twórczej”. Po prostu z biegiem czasu zmienił temat. Zagadka kryminalna nie stanowi już clou jego opowieści (nie jest „gwoździem” programu). Głównym przedmiotem jego narracji stał się po prostu człowiek i jego skomplikowana psyche.

Niewiarygodny sukces literatury kryminalistycznej wyraźnie dowodzi, jak bardzo świat spragniony jest śmierci. I tajemnicy.

Pozwalam też sobie nie zgodzić się z twierdzeniem, jakoby „niemal każde zdanie” jakiejkolwiek powieści Lemaitre’a –  choć wszystkich jeszcze nie znam – zdradzało jego „porażający talent literacki”. Z językowego punktu widzenia są to najzwyczajniejsze zdania. Takie mniej więcej, jakich używamy w mowie potocznej. Siła jego talentu tkwi (niczym clou-gwóźdź) raczej w czym innym. Właśnie w układach ponadzdaniowych, jak by powiedzieli fachowcy. W umiejętności konstruowania dialogów, sytuacji, wątków, fabuły, w końcu narracji jako całości.

Przede wszystkim jednak wartość powieści Lemaitre’a zasadza się na niesamowitej biegłości w tworzeniu psychologicznych rysunków bohaterów, dzięki której dwa, trzy niby proste jak drut zdania tworzą pełnokrwistą, obdarzoną doświadczeniami, kompleksami i motywacjami postać. U autora – nomen omen – Koronkowej roboty nawet epizodyczni bohaterowie mają swoje bogate, skomplikowane życie wewnętrzne.

Wypada też przyznać, że Lemaitre to pisarz niezwykle inteligentny i oczytany. Wystarczy zerknąć na przytoczony na końcu książki wykaz autorów, których w swojej powieści zacytował, czasami – jak przyznaje – niezupełnie dosłownie. A nie są to przypadkowe nazwiska: Louis Althusser, Georges Perec, Choderlos de Laclos, Maurice Pons, Jacques Lacan, Alexandre Dumas, Honoré de Balzac, Paul Valéry, Homer, Pierre Bost, Paul Claudel, Victor Hugo, Marcel Proust, Danton, Michel Audiard, Louis Guilloux, George Sand, Javier Marías, William Gaddis, William Szekspir. Jak na powieść kryminalną, raczej niecodzienne zestawienie nazwisk.

Perfekcja mojego dzieła polega na tym, że napisałem książkę o najpiękniejszej zbrodni… wcześniej popełniwszy zbrodnie z najpiękniejszych książek.

Zgodnie z mottem zaczerpniętym z Rolanda Barthesa – „Pisarz to taka osoba, która adaptuje cytaty, usuwając cudzysłowy” – Lemaitre cytuje w sposób niejawny. Ale motto to ma także inne znaczenie. Otóż autor z wielką znajomością rzeczy wykorzystuje mnóstwo sensacyjno-kryminalnych schematów gatunkowych – zarówno współczesnych, jak i historycznych, które znamy z innych powieści i filmów. Niektóre przywołane są w sposób dosłowny, np. Czarna Dalia Jamesa Ellroya czy American Psycho Breta Eastona Ellisa, a inne implicite, np. powieści Thomasa Harrisa o Hannibalu Lecterze czy film Siedem Davida Finchera. Sztuka powieściowa Pierre’a Lemaitre’a – że się tak akademicko wyrażę – polega na tym, że tworzy on z tych schematów nową jakość. W Do zobaczenia w zaświatach jest to nawet jakość zupełnie nowa, ale i w Koronkowej robocie jest ona niczego sobie.

Koronkowa robota to jedna z tych książek, które czyta się „jednym tchem”, co w moim przypadku – jako że nie gustuję w pospiesznej lekturze – oznacza mniej więcej trzy dni. Czyli akurat tyle, by nie pogrążyć się zbyt głęboko w świecie psychopatycznych morderców, ćwiartowanych zwłok i ogólnego fatalizmu. A że jest to nie tylko pierwsza powieść Lemaitre’a, ale i pierwsza część cyklu, którego bohaterem jest komisarz Camille Verhoeven („najzwyklejszy w świecie glina, karzełek policji kryminalnej, zarozumiały, zakochany troll”), warto zacząć ponurą, aczkolwiek fascynującą przygodę z tym pisarstwem właśnie od tej książki.

Grzegorz Tomicki


Autor: Pierre Lemaitre
Tytuł: Koronkowa robota
Tytuł oryginału: Travail soigné
Przekład: Joanna Polachowska
Wydawca: Wydawnictwo Muza
Miejsce i data wydania: Warszawa 2017
Stron: 416
ISBN: 9788328708938, 9788377589960


Inspiracją dla książki było zdarzenie z kroniki wydarzeń, a ja z powrotem zamieniam to zdarzenie w książkę.

Powieść rozpoczynająca cykl książek z komisarzem paryskiej policji Camille’em Verhoevenem w roli głównej. W Koronkowej robicie ma on przed sobą wyjątkowego przeciwnika. Jest nim miłośnik kryminałów, który popełnia morderstwa powielające literackie pierwowzory. Komisarz próbuje ustalić, która z książek jest tym razem inspiracją dla nieuchwytnego psychopaty. Czas nagli. Działający pod wielką presją Verhoeven zaniedbuje żonę i przyjdzie mu za to drogo zapłacić…



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *