Po „Kronosie”, czyli krewetki, pasztet z sałatą i kiełbasa (felieton)

Gombrowicz - KronosW październiku 2014 roku w Muzeum Gombrowicza w Radomiu-Wsoli odbyła się Międzynarodowa Konferencja Naukowa, podczas której dyskutowano na temat recepcji Kronosu. Ściślej rzecz biorąc, próbowano odpowiedzieć na arcytrudne pytanie: „Jaki Gombrowicz po Kronosie?”

W dyskusji udział wzięli (tak jak ich przedstawił prowadzący): „znakomity tłumacz literatury polskiej na szwedzki i znawca literatury polskiej, przyjaciel wielu polskich pisarzy”; „znany wszystkim specjalista nie tylko od Miłosza, ale również Gombrowicza”; „znakomity znawca Gombrowicza, autor kilku książek na jego temat”; „świetny znawca literatury emigracyjnej”; „największy znawca Gombrowicza” (jak prowadzącego przedstawił jeden ze znawców) oraz pani Rita Gombrowicz, chyba po prostu znawczyni Gombrowicza.

Jako zwykły czytelnik – czyli nieświetny i nieznakomity nieznawca i niespecjalista – tekstów Gombrowicza byłem niezmiernie ciekaw, co znakomici, świetni, a nawet najwięksi znawcy i specjaliści powiedzą mi na temat pisarza, którego osobiście bardzo sobie cenię, aczkolwiek – tu się pewnie niejednemu znawcy narażę – bez celebracji.

A mówili same ciekawe rzeczy. Znakomity tłumacz i znawca literatury polskiej na przykład wyznał od razu: „Chciałbym powiedzieć od razu, że mam kłopot z Kronosem”. A po pewnym czasie poprawił: „Nie ukrywam, że mam kłopot z Kronosem”. Zgodził się z nim znakomity znawca Gombrowicza, autor kilku książek na jego temat: „Powtórzę zdanie, od którego zaczął Anders – mam ogromny kłopot z Kronosem”. W czym kłopot, uściślił z kolei tłumacz i znawca, przyjaciel wielu polskich pisarzy: „Pytanie: kto mówi w Kronosie? Właśnie na tym polega dla mnie kłopot z Kronosem, że w nim nie mówi Gombrowicz”.

Kłopot z Kronosem okazuje się być jednak jeszcze większy niż ten, że nie mówi w nim Gombrowicz, z czego może nieznawcy i niespecjaliści nie zdaliby sobie sprawy, wysłuchawszy powyższych wypowiedzi, gdyby największy znawca Gombrowicza im tego nie uprzytomnił: „Okazało się, że państwo macie taką paradoksalną wizję Kronosu. Właściwie może najbardziej paradoksalna jest ta, o której mówił Anders, dlatego że Anders powiedział, że ma kłopot z Kronosem jako dziełem sztuki literackiej, co jest takim eleganckim powiedzeniem: nie bardzo mi się to podoba jako literatura, natomiast jest potrzebny, trzeba go czytać”.

Dlaczego znawcy-specjaliści-literaturoznawcy mieliby utrzymywać, że warto czytać coś, co nie bardzo im się podoba jako dzieło sztuki literackiej, to wiedzą chyba tylko oni sami.

Ale co zrobić z tym fantem – że Gombrowicz nie tylko nie mówi Gombrowiczem, ale i nie bardzo może się to podobać jako literatura – na literaturoznawczej sesji naukowej poświęconej Gombrowiczowi?

Nie z takimi kłopotami potrafią sobie radzić znawcy i specjaliści. Przede wszystkim więc, umyślili podejść do sprawy w sposób naukowy. W tym celu podzielili recepcję Kronosu na trzy – o ile dobrze policzyłem – fazy: fazę sensacji (będzie skandal), fazę rozczarowania (nie ma skandalu) i fazę konsternacji (co właściwie jest?).

Fazę sensacji (sprawka wydawcy: „Największe wydarzenie literackie XXI wieku! Dzieło wstrząsające! Lektura Kronosu z pewnością wpłynie na interpretację tak znanych utworów Witolda Gombrowicza jak Trans-Atlantyk, Pornografia czy Dziennik) i fazę rozczarowania (sprawka czytelników) można było z góry przewidzieć. Gombrowicz nie był przecież pisarzem, któremu specjalnie zależałoby na spełnianiu czytelniczych oczekiwań, zwłaszcza tych mniej wybrednych. Zamiast skandalu i opisów erotycznego wyuzdania było zatem rozczarowanie, choć w kwestii erotyki pisarz poczynał sobie wcale – jak to określił znawca, tłumacz i przyjaciel pisarzy – oryginalnie: „Czy na przykład skandalizujące są notatki o jakichś sukcesach erotycznych? Gombrowicz odnotowuje je graficznie, takim kółeczkiem i wiadomo, że coś się stało albo nic się nie stało, i to jest bardzo oryginalne”. Takie kółeczko i wiadomo, że coś tego albo że nic z tego. Cóż za pomysłowość!

Faza konsternacji z kolei to właściwy żywioł znawców i specjalistów. Od tego są oni przecież znawcami i specjalistami, aby konsternację tłumaczyć, oswajać i przezwyciężać. Znakomity tłumacz literatury polskiej na szwedzki tłumaczy na przykład tak: „W Kronosie nie słychać głosu Gombrowicza, bo to są po prostu notatki. A notatki są właściwie nieme: po prostu są, notują świat”. Opinię tę znany wszystkim specjalista nie tylko od Miłosza, ale również Gombrowicza przezwycięża następująco: „To nie są notatki, tylko dzieło literackie, które ma bardzo specyficzny charakter”. W czym sekundują mu największy znawca: „To nie jest dzieło literackie, to jest dzieło innego typu”, oraz znakomity znawca, autor kilku książek o Gombrowiczu: „to jest tekst pozbawiony literackiej formy”. Inaczej konsternację postanowił oswoić świetny znawca literatury emigracyjnej: „Uważam, że Kronos oczywiście nie rewolucjonizuje naszej wiedzy ani wizji Gombrowicza, ani nie przestawia kolejności dzieł, ani hierarchii jego tekstów wewnątrz tej twórczości, ale jednak jest dziełem literackim”.

Znów zatem – jak widać – znawcy i specjaliści mają kłopot z Kronosem (wiadomo, że coś się stało albo nic się nie stało). Ale od tego są oni przecież znawcami i specjalistami, aby podobne kłopoty umieć obracać na swoją korzyść. Tym właśnie sposobem wątpliwości co do tego, czy Kronos jest, czy też nie jest dziełem literackim, stały się jego największym walorem, co w prostych literaturoznawczych słowach wyjaśnia największy znawca: „Czy to nie jest trochę podobnie jak u Miłosza, który mówił, że trzeba: Być samym czystym patrzeniem bez nazwy. Że Gombrowiczowi w jakiejś mierze, Gombrowiczowi, który cały czas eksponuje swoje ja, to ja zaczyna strasznie przeszkadzać i je musi wyłączyć. Niech mówią fakty, żeby tego ja było jak najmniej. O tym myślę, kiedy mówię, że radykalność literacka polega tu na tym, żeby tej literackości było jak najmniej”. Czyli – słowami znakomitego znawcy – „Rozumiem Kronos jako taki tekst, który Roland Barthes nazwał kiedyś literaturą punktu zerowego. I tak go czytam, jako dość niezwykły eksperyment literacki”.

Summa summarum, Witold Gombrowicz wielkim twórcą dzieł literackich był, ponieważ potrafił tworzyć dzieła tak mało literackie – a nawet zgoła nieliterackie – jak Kronos. Na co dowodem niech będzie przytoczony na koniec przez znawców i specjalistów ostatni zapis w tymże Kronosie: „Bankiety. Crevettes, pasztet z sałatą, kiełbasa, escalope z purée, oto szczytowe momenty”. Otóż to: szczytowy moment literatury polskiej jako jej punkt zero. Koniec i bomba!

Grzegorz Tomicki

Pierwodruk: „Twórczość” 2015, nr 8

Fragmenty dyskusji:
Jaki Gombrowicz po Kronosie? („Odra” 2015, nr 5)


Witold Gombrowicz
Kronos
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
Stron: 460




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *